,
Obserwuj
Lubelskie

Gratulowali mu oliwkowej cery. Okazało się, że to choroba. "Nie wiedziałem, czy przeżyję"

4 min. czytania
22.10.2024 10:48
- Codziennie słyszałem od swojego lekarza prowadzącego zdanie: "Ach, gdyby wątroby rosły na drzewach, to bylibyśmy już po operacji. Niestety, tak nie jest" - opowiada pacjent po przeszczepie. Na szczęście liczba przeszczepów - po trudnym okresie pandemii - znów zaczęła rosnąć.
|
|
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Prof. Zbigniew Pastuszak osiem lat temu dowiedział się, że jego wątroba jest w bardzo złym stanie i potrzebny jest przeszczep. - Dowiedziałem się przez zupełny przypadek. Koledzy gratulowali mi pięknej opalenizny, oliwkowej skóry. To mnie zastanowiło. I wtedy rozpoczęły się badania, które trwały dwa lata, do momentu postawienia diagnozy i pogorszenia się stanu zdrowia - opowiada nasz rozmówca, ekonomista, a dziś prorektor Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

"Jeden z najtrudniejszych momentów"

Profesor przyznaje, że moment, w którym trafił do szpitala z informacją, że trzeba czekać na przeszczep wątroby, był jednym z najtrudniejszych w jego życiu. Został wpisany na listę oczekujących i nie wiedział, kiedy znajdzie się dawca. - To są takie chwile, kiedy człowiek jest sam ze sobą. Jednego dnia słyszy, że jego stan jest mniej stabilny, a drugiego - bardziej stabilny. I dochodzi świadomość, że ktoś musi umrzeć, aby ten organ stał się dostępny. To nie jest łatwe - przyznaje nasz rozmówca.

- Gdy kładłem się do szpitala, nie wiedziałem, czy uda się znaleźć dla mnie dawcę, a jeśli nawet się uda, to kiedy. Nie wiedziałem też, czy przeżyję, czy wyjdę z tego szpitala. To nie jest tak, że można sobie cokolwiek zaplanować. I myślę, że najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest to, aby poddać się biegowi wydarzeń. Codziennie słyszałem od swojego lekarza prowadzącego - prof. Marka Pacholczyka - takie zdanie: 'Ach, gdyby wątroby rosły na drzewach, to bylibyśmy już po operacji. Niestety, tak nie jest' - opowiada pacjent po przeszczepie. - Wiem, że gdyby nie przeszczep, to nie mógłbym żyć, pracować, mieć rodziny, a rodzina nie miałaby mnie. Mam poczucie, że czyjaś śmierć to jest wartość, którą ja mogę - przez swoje życie - realizować - dodaje gość TOK FM.

To oni pomagają Polakom w umieraniu. 'Księża są tylko mocni w głębie'

"Zauważamy wzrost liczby przeszczepów"

- W czasie pandemii przeszczepów było bardzo mało, z różnych powodów. Było mniej dawców, mniej transplantacji. Ale teraz widzimy, że trend się odwrócił. Po podliczeniu danych za rok 2023 okazało się, że w Polsce było najwięcej przeszczepów w historii polskiej transplantologiii - podkreśla dr nauk med. Mariusz Matuszek, lekarz kierujący Oddziałem Transplantologii w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie.

- Było 1805 przeszczepów za cały rok. Jeśli chodzi o Lubelszczyznę, w roku 2023 u nas przeszczepiliśmy 32 nerki, co jest również bardzo dobrym wynikiem. To ewidentne odbicie po okresie stagnacji w czasie zachorowań na COVID-19. W tym roku przeszczepiliśmy już 30 nerek, a do końca roku jeszcze dwa miesiące. Liczymy, że przekroczymy liczbę 40 - cieszy się lekarz.

Jak przebiega przeszczep?

Pierwszy krok, jeśli chodzi o przeszczep organów, to informacja, że jest ciężko chory pacjent, który przechodzi skomplikowaną procedurę medyczną związaną z umieraniem mózgu. - Wszystkie te procedury są zebrane i opisane, nie ma żadnej dowolności. I gdy mamy rozpoznaną śmierć mózgu, przechodzimy do dalszych etapów. W tym czasie inna osoba - biorca - czeka na dany narząd. Jeśli go nie dostanie, to bywają tacy chorzy, którzy nie są w stanie przeżyć nawet jednej nocy - mówi dr nauk med. Jacek Furmaga, transplantolog i koordynator transplantacyjny w SPSK4 w Lublinie.

Lekarze podkreślają, że w transplantologii liczy się czas. - Nigdy nie czekamy aż skończy się weekend, Boże Narodzenie czy jakieś inne święto narodowe. Pracujemy 24 godziny na dobę, o różnych porach dnia i nocy, bo wiemy, że ci ciężko chorzy pacjenci, czekając na narząd w danym specjalistycznym ośrodku, bez niego po prostu umierają - podkreśla dr Furmaga.

- Po narządy do danego szpitala jedzie z reguły nasz trzyosobowy zespół. Samo pobranie - a często są to pobrania wielonarządowe - zajmuje około dwóch-trzech godzin. Natomiast cały proces od pobrania narządów do przeszczepienia zajmuje do 20-26 godzin. Czasami jest to kilkanaście godzin - to zależy od wielu czynników. Mówiąc krótko, im szybciej, tym lepiej - mówi dr Matuszek.

Strażacy musieli wycinać jego kolano z karoserii. Teraz zadziwia świat. 'Kim jest ten gość?'

Rozmowy z rodzinami dawców

Jeśli osoba zmarła - za życia - nie zgłosiła w Centralnym Rejestrze, że nie zgadza się na transplantację jej narządów, lekarze mają prawo je pobrać. Nie muszą brać pod uwagę opinii zmarłego. Ale zawsze rozmawiają z rodziną zmarłego. Rozmowy bywają bardzo trudne, nasi rozmówcy nie chcą mówić o szczegółach. - To często są rozmowy niemal takie jak w konfesjonale, na spowiedzi. Intymne - słyszymy.

Dr Marek Matuszek szczególnie pamięta jedną z takich rozmów. - Rodzina wyrażała sprzeciw. Mówiła, że ojciec by się nigdy nie zgodził na oddanie narządów. Odbierając dokumenty zmarłego od pielęgniarki, rodzina w portfelu znalazła jednak karteczkę, na której ten zmarły podpisał zgodę na oddanie swoich narządów po śmierci. I rodzina zmieniła zdanie - wspomina nasz rozmówca.

Rozmawiajmy, rozmawiajmy, rozmawiajmy

Dr Jacek Furmaga podkreśla, że kluczowe są nasze rozmowy w rodzinach na co dzień - by bliscy wiedzieli, jaka jest nasza wola na temat ewentualnego przeszczepu. - Rozmawiajmy o tym, zachęcam do tego, by poruszać te kwestie z najbliższymi - w zwykłych, spokojnych rozmowach w domu. To potem może się okazać niezwykle ważne, że będziemy znali zdanie naszej matki, ojca, syna czy brata na temat ewentualnego oddania narządów. Chodzi o to, by wiedzieć, czy nasz bliski akceptował przeszczepy jako ważną procedurę medyczną, która może komuś innemu uratować życie. Albo czy akceptował to, że jeśli będzie trzeba, zgadza się np. na przeszczep serca. Rozmawiając z rodzinami, m.in. o to właśnie pytamy - mówi transplantolog.

"Według polskiego prawa każda osoba zmarła może być uważana za potencjalnego dawcę tkanek i narządów, jeśli za życia nie wyraziła sprzeciwu" - czytamy na stronie Poltransplantu, który jest Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnym do spraw Transplantacji. Centrum podlega ministrowi zdrowia.