Po karpia na "podwójnym gazie". "Alkohol odbiera ludziom rozum"
Pan Wojciech jeździ taksówką od ponad 12 lat. Jak mówi, na drogach widział wiele. Zdarzyło mu się zatrzymać kierowcę, który jechał zygzakiem, po czym okazało się, że ledwo stał na nogach. - Alkohol odbiera ludziom rozum. Rodzina - zamiast odebrać takiemu pijanemu kluczyki do samochodu - niejednokrotnie jeszcze razem z nim do takiego auta wsiada i jedzie. W ogóle nie bierze się pod uwagę konsekwencji. Jak bardzo trzeba być nieodpowiedzialnym i głupim, by narażać w ten sposób też innych? - zastanawia się nasz rozmówca.
Na Lubelszczyźnie w Wigilię i dwa dni świąt zatrzymano 23 nietrzeźwych kierowców. W całej Polsce było ich ponad 500. Jeszcze więcej kierowców na tzw. podwójnym gazie usiadło za kierownicą tuż przed świętami, czyli w weekend i w poniedziałek przed Wigilią. - Niektórzy mieli "śledziki" w pracy, spotkania z przyjaciółmi, z kolegami, gdzie oprócz barszczu z uszkami czy śledzika, pojawiał się też alkohol. A potem niektórzy siadali za kierownicą - komentuje w rozmowie z TOK FM pan Wojciech, taksówkarz.
Po karpia na "podwójnym gazie"
Wbrew temu, co często słyszymy w mediach, po alkoholu jeżdżą nie tylko młodzi. Przykładowo - w Dęblinie na Lubelszczyźnie zatrzymano 66-letnią mieszkankę Warszawy, która jechała samochodem pod prąd, zmuszając innych podróżnych do zjeżdżania na pobocze. Miała ponad 2,5 promila. Była tak pijana, że nie była w stanie sama wysiąść z auta. Policjanci z ryckiej drogówki zatrzymali również 73-latkę, która miała ponad 1,5 promila. Obie staną przed sądem, obu grozi do 3 lat więzienia.
Z kolei pod Parczewem - tuż przed Wigilią - policjanci zatrzymali mężczyznę, który - ledwo trzymając się na nogach - wsiadł do samochodu, by pojechać do sklepu po karpia. Mężczyzna doskonale wiedział, co się święci, bo na widok oznakowanego radiowozu zawrócił, chcąc uniknąć kontroli drogowej. Zachowanie kierowcy wydało się policjantom podejrzane, dlatego postanowili to sprawdzić. Okazało się, że mężczyzna miał prawie 2 promile. Zatrzymano mu prawo jazdy oraz - na podstawie nowych przepisów - policjanci zabezpieczyli pojazd, którym się poruszał.
W pierwszy dzień świąt policja dostała też sygnał, że po drodze Kłoczew - Ryki prawdopodobnie porusza się pijany kierowca. Wysłano tam patrol, który próbował zatrzymać pojazd do kontroli drogowej. Kierowca jednak nie reagował - wprost przeciwnie, próbował zajeżdżać policjantom drogę i zepchnąć radiowóz do rowu. Gdy już udało się go zatrzymać, wyczuwalna była od niego silna woń alkoholu. Pobrano od niego krew do badań.
"Nie ma bezpiecznego poziomu picia"
Jak mówi TOK FM dr Karolina Pyziak-Kowalska, specjalistka chorób zakaźnych i hepatolog, pijemy za dużo i niemal wszędzie. - Żadna impreza rodzinna, w tym święta, w bardzo wielu domach nie może się obyć bez alkoholu - zauważa. Jak dodaje, jest też pewne społeczne przyzwolenie na picie.
Ostatnio głośno było o wypowiedzi senatora Lewicy Waldemara Witkowskiego, który w programie telewizyjnym stwierdził, że "każdemu się zdarza, w Polsce jest taka tradycja" - wypowiadając się o siadaniu za kierownicą po alkoholu. Witkowski odniósł się w ten sposób do pytania o żonę Ryszarda Kalisza, która kilka lat temu prowadziła samochód pod wpływem alkoholu. Jego odpowiedź zaskoczyła prowadzącego i gości w studiu.
- Nie ma "bezpiecznego poziomu picia". Alkohol jest substancją, która spożywana w jakichkolwiek ilościach powoduje uszkodzenie wątroby. Im więcej pijemy, tym większe uszkodzenie - mówi dr Pyziak-Kowalska. Jak podkreśla, mitem jest to, że bezpieczne jest wypicie jednego piwa dziennie. - Zaczyna się od jednego, ale najczęściej na jednym się nie kończy. Podobnie jak z piciem wina. Znam kobiety, które w samotności wypijają czy wypijały np. butelkę wina i nie widziały w tym niczego złego - mówi pani doktor.
Nasza rozmówczyni przypomina, że alkohol szybko uzależnia. - Zaczynamy pić, by poprawić sobie nastrój, by zapomnieć o smutkach, by było nam lepiej - tak sobie wmawiamy. Szukamy usprawiedliwienia, co jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem - przestrzega gościni TOK FM. - Gdy zaczynam z pacjentami rozmawiać i pokazuję im konsekwencje picia, często jest niedowierzanie: "Ale skąd u mnie takie wyniki badań?". Pijąc w ogóle nie myślimy o tym, że rujnujemy nasze zdrowie - podsumowuje dr Pyziak-Kowalska.