,
Obserwuj
Lubelskie

Pęknięcia były już wcześniej? Nowe informacje w sprawie zawalonej kamienicy w Lublinie

Anna Sapieha, TOK FM
4 min. czytania
23.01.2025 16:15
Co mogło być przyczyną katastrofy budowlanej w centrum Lublina, do której doszło w miniony weekend? Najpierw runęła jedna ze ścian kamienicy przy ul. Bernardyńskiej, potem okazało się, że trzeba rozebrać cały budynek. W sprawie pojawiają się nowe informacje.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Jak mówi TOK FM miejski konserwator zabytków, wiadomo, że pęknięcia na kamienicy przy Bernardyńskiej były już wcześniej.
  • Hubert Mącik tłumaczy TOK FM, że centrum Lublina leży na miękkich glebach lessowych i to od lat jest problem.
  • Na miejscu wciąż pracują biegli i prokuratura.

 

Chodzi o prywatną kamienicę przy ul. Bernardyńskiej w ścisłym centrum Lublina. Jedna z jej ścian w piątek wieczorem runęła jak domek z kart. Na szczęście mieszkańców na czas udało się ewakuować - mowa o siedmiu osobach z tego budynku. Ewakuowano też ponad 20 osób z dwóch sąsiednich nieruchomości - przy Bernardyńskiej 8 i 12. Do dziś (czwartek, 23 stycznia) nie powrócili do swoich domów. Czekają na pozwolenie z nadzoru budowlanego.

Urzędnicy czekają z kolei na ekspertyzę powołanego przez siebie eksperta. Ten ciągle pracuje na miejscu, podobnie jak biegły i prokuratura. Chodzi przede wszystkim o ustalenie, co było przyczyną zawalenia się ściany budynku. - Nie wykluczamy, że przyczyn mogło być kilka - mówi TOK FM Paweł Kwiecień z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Lublinie. Jak dodaje, w środę na miejscu pojawili się specjaliści z georadarem, którzy badali teren. - Czekamy na ich opinię. Jednocześnie nadzór budowlany wydał decyzję o obowiązku przeprowadzenia przeglądów obu kamienic i ekspertyz - informuje nasz rozmówca.

 

Trudny teren w Lublinie. Jak dbać o zabytki?

 

Jak mówi TOK FM miejski konserwator zabytków Hubert Mącik, kamienica, która runęła, nie była wpisana do rejestru zabytków, ale była częścią zespołu urbanistycznego Starego Miasta i Śródmieścia Lublina. - Miała oczywiście wartości historyczne - jak każdy tego typu obiekt. Jej parter powstał w latach '40 XIX wieku. Później ten parterowy dom był rozbudowywany, zarówno w górę, jak i w kierunku podwórza. I jeszcze w 1947 roku nadbudowano kolejne piętro - opisuje w rozmowie z nami Hubert Mącik.

Co się dzieje wokół WOŚP? Prokurator przyznaje, że czegoś takiego nigdy nie widział

Problemem, który dotyczy lubelskiej Starówki i Śródmieścia, jest to, że kamienice są tu usytuowane na miękkich glebach lessowych. - A grunty lessowe podlegają tzw. procesom sufozji. Oznacza to, że struktura gleby jest wypłukiwana przez wodę. Cały czas podejmujemy prewencyjne. Regularnie monitorowany jest stan sieci wodociągowej. Sprawdzamy, czy nie dochodzi do wycieku wody - opisuje Mącik. Ale - jak dodaje - nie wszystko da się przewidzieć. - Niestety, w przypadku gruntu lessowego pewne zjawiska potrafią dziać się dość szybko i być niewidoczne na pierwszy rzut oka - wskazuje gość TOK FM.

Jak podkreśla konserwator, za stan kamienic odpowiadają ich właściciele. W części przypadków jest to miasto, w części - tak jak w tej konkretnej sytuacji - osoby prywatne. - Utrzymanie obiektu budowlanego jest obowiązkiem każdego właściciela, niezależnie od tego, czy jest to zabytek, czy też nie. Zgodnie z przepisami prawa budowlanego, powinny być wykonywane coroczne przeglądy i szerszy przegląd - pięcioletni. Mówimy tutaj o różnorodnych kwestiach związanych z bezpieczeństwem użytkowania takiego budynku - mówi konserwator.

 

Dlaczego zawaliła się kamienica w Lublinie? Nowe informacje

 

- Jak wskazuje na to choćby analiza fotografii - teraz dokonują jej poszczególne służby - pęknięcie gzymsu tej kamienicy istniało już co najmniej latem zeszłego roku, więc coś tam się musiało dziać wcześniej - zauważa Hubert Mącik w rozmowie z TOK FM.

Jak dodaje, w budynkach na terenach lessowych drobne ruchy murów są dość częste, dlatego tak ważna jest regularna kontrola. - Pęknięcia gzymsu na tej kamienicy widać nawet na Google Street View z 2014 roku. Czy było ono wynikiem tych samych zjawisk, które później doprowadziły do tej katastrofy? To będzie kwestią oceny biegłych rzeczoznawców, a to na pewno chwilę zajmie - dodaje Mącik.

Konserwator mówi TOK FM, że to nie jest pierwsza taka historia. - Choćby kilkanaście lat temu zawalił się fragment narożnika tzw. Pałacu Pawęczkowskich przy placu Rybnym, od strony ul. Lubartowskiej. To była bardzo podobna sytuacja: wypłukanie gruntu, później ta kawerna [pusta przestrzeń - przyp. red.] została zabezpieczona, zalana pianobetonem, zrekonstruowano ten fragment - wspomina.

- Starsi mieszkańcy Lublina też z pewnością pamiętają sytuacje, kiedy potrafiły się zawalać całe fragmenty ulic, między innymi Królewskiej. Podejmowano w związku z tym działania związane z zasypywaniem czy zamykaniem piwnic, które znajdują się pod całym Starym Miastem i częścią Śródmieścia. Niestety, nasi przodkowie mieli takie zwyczaje, że często wkopywali się pod ulice z kolejnymi piwnicami - opowiada Mącik.

Strażnicy na granicy złamali prawo? Potężne śledztwo i pierwsze decyzje

Od dziesiątek lat prowadzone są prace zabezpieczające. Problem w tym, że nie da się wszystkiego obserwować i zauważyć problemów w czasie rzeczywistym. - Mówię tu o zasypywaniu i umacnianiu piwnic - przede wszystkim na Starym Mieście czy na Krakowskim Przedmieściu, ale też o pracach przy remontach ulic czy budowie infrastruktury. Regularnie, w różnych miejscach, są też wzmacniane fundamenty budynków - dodaje konserwator zabytków. I zapewnia, że monitoring jest prowadzony na bieżąco, ale "tkanka miasta" jest bardzo rozległa.

 

Jakie wnioski można wyciągnąć z tej katastrofy?

 

- Dla mnie ta sytuacja pokazuje, że kontrole muszą być w dalszym ciągu prowadzone - tak często jak były, a być może i częściej - mówi Mącik. Jak dodaje, duża jest rola właścicieli nieruchomości. - W tej sytuacji wygląda na to, choć nie chcę niczego przesądzać, że prawdopodobnie nikt nie monitorował tego stanu. Przez lata nie było wniosków dotyczących wykonywania robót, (...) a dziś do badania stanu kamienic wykorzystuje się różne technologie. Jest np. normą, że przy wykonywaniu prac na danym obiekcie w pobliskich budynkach montuje się specjalne czujniki. Zakłada się też plomby, szczelinomierze na ścianach, by obserwować, czy nic niepokojącego się z daną kamienicą nie dzieje - opowiada nam Mącik.

Na ulicę Bernardyńską wciąż nie wrócił normalny ruch. Nie ma przejazdu dla samochodów, ale też autobusów komunikacji miejskiej. Obowiązują objazdy.