"Były przypadki, że ktoś biegł na mnie z siekierą". Niebezpieczny zawód ratownika
- W styczniu w Siedlcach udzielający pomocy został zaatakowny nożem. Mężczyzny nie udało się uratować;
- Po tej tragedii ministerstwo zapowiada rozwiązania - w tym szkolenia dla ratowników medycznych;
- Takie szkolenia trwają już w Lublinie;
- Praca ratownika bywa bardzo niebezpieczna. 'Przykładowo: pacjent kopnął mnie z całej siły w krocze, co było bolesne i niebezpieczne. Mieliśmy też sytuację, gdy jedna z osób do karetki wpuściła nam zawartość gaśnicy' - opowiada pan Paweł, jeden z ratowników.
Piotr Małyszek pracuje w lubelskim pogotowiu jako ratownik medyczny od 15 lat. - Zawsze wiedziałem, że to zawód niebezpieczny. Że często jeździ się do zdarzeń, w czasie których nie wszystko da się przewidzieć. To się potwierdza w moim życiu zawodowym na co dzień - mówi TOK FM. - Miałem wiele sytuacji niebezpiecznych: od agresji słownej, znieważania mnie jako funkcjonariusza publicznego na służbie, aż po agresję fizyczną. Były nawet przypadki, że ktoś biegł na mnie z siekierą lub innym narzędziem - opowiada dalej Małyszek.
Jak dodaje, kluczowe w pracy ratownika jest to, by mieć oczy dookoła głowy. Bo niebezpiecznie może być wszędzie - nie tylko na miejscu pijackiej awantury, ale też w tzw. dobrym domu.
"Kocham swoją pracę i nie chcę jej zmieniać"
Paweł Staszyc w zawodzie ratownika pracuje już 22 lata. - Na początku miałem takie myśli, że może powinienem zrezygnować, bo narażam siebie i swoją rodzinę na to, że może mi się coś stać. Ale kocham swoją pracę i wiem, że nie chcę jej zmieniać - przyznaje. Cieszy się, że pomaga ludziom. Jednocześnie, jak mówi, jest świadomy zagrożenia, dlatego dba chociażby o sprawność i siłę fizyczną. - Jeżdżę na rowerze, chodzę na siłownię, biegam - wylicza.
Jak dodaje, wiele razy miał w trakcie interwencji różne niebezpieczne sytuacje. - Przykładowo: pacjent kopnął mnie z całej siły w krocze, co było bolesne i niebezpieczne. Mieliśmy też sytuację, gdy jedna z osób do karetki wpuściła nam zawartość gaśnicy. Ja zdążyłem wybiec, ale mój kolega nie i zatruł się tymi oparami. Do tego został silnie uderzony w głowę - wspomina Staszyc.
Szkolenia dla ratowników medycznych
Aby ratownicy wiedzieli, co w takich sytuacjach robić, organizowane są dla nich specjalne szkolenia. Na pomysł - po ostatnich kilku atakach na przedstawicieli tego zawodu - wpadł dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Lublinie pułkownik Marek Nicgorski. - Uznałem, że mamy fachowców, którzy mogą pomóc ratownikom i nawiązałem współpracę z dyrektorem pogotowia. Tak to się zaczęło i wierzę, że będzie kontynuowane - mówi.
Szkolenie - jak słyszymy - ma na celu przygotowanie ratowników do skutecznego reagowania w sytuacjach zagrożenia, z uwzględnieniem specyfiki potencjalnych ataków, z którymi mogą się spotkać w swojej pracy. Program obejmuje zarówno teoretyczne aspekty bezpieczeństwa, w tym rozmowy z psychologiem, jak i praktyczne ćwiczenia z technik obrony i obezwładniania.
"Ćwiczenia są praktyczne i dużo dają"
Mateusz Długopolski jest ratownikiem medycznym, pracuje w tym zawodzie od dziewięciu lat, obecnie zasiada też w powołanym przez ministra zdrowia zespole, który powstał po śmierci jednego z ratowników w Siedlcach (gdy ratownik został śmiertelnie raniony nożem przez pacjenta, któremu niósł pomoc).
- Chłopaki z grupy interwencyjnej, tutaj - w Areszcie Śledczym w Lublinie, naprawdę świetnie przekazują nam wiedzę. Ćwiczenia są praktyczne i dużo dają. Wielkie podziękowania dla naszej dyrekcji, że nam to umożliwiła, zanim te szkolenia zostaną wprowadzone systemowo, bo jest taki plan - mówi pan Mateusz.
Jednocześnie - jak dodaje - szkoda, że takie szkolenia zaczęły się dopiero po śmierci ratowników. - Ktoś musiał zapłacić życiem, by ktoś inny zauważył problem. A problem agresji i przemocy wobec nas jest coraz większy. To przemoc werbalna, fizyczna, ze strony pacjentów, ale też osób, które stoją obok - opowiada ratownik.
- W naszej pracy bywa naprawdę bardzo różnie: niebezpiecznie, nieprzewidywalnie. Dlatego te szkolenia są ważne i ważne, by było ich więcej. Ja skończyłem właśnie dyżur i przyjechałam na ten warsztat po dwóch godzinach snu. Bo uznałem, że warto - wtóruje mu Paweł Staszyc.
"Pierwsza rzecz - uciekaj"
Wielokrotnie w trakcie szkolenia ratownicy z pogotowia mogli usłyszeć: "Pierwsza rzecz - uciekaj, jeśli masz jak". - To jest bardzo ważna podpowiedź i wcale nie świadczy o poddaniu się. Ratownik w pierwszej kolejności musi zadbać o siebie - słyszymy od jednego z uczestników szkolenia.
- Nigdy nie można podchodzić w ten sposób, że ucieczka to porażka. My uczymy ratowników samoobrony i działania w sytuacji np. użycia noża, ale oni muszą też wiedzieć o tym, że ucieczka też jest bardzo istotna. Nie zawsze można uciec - np. gdy jest z nami koleżanka czy kolega i oni nie mają jak tego zrobić. Wtedy zostajemy i pomagamy, wzywamy też inne służby - dopowiada jeden z funkcjonariuszy.