,
Obserwuj
Lubelskie

Poszli do sądu ws. podwyżek opłat za śmieci. I przegrali. "Miasto narobiło zamieszania"

4 min. czytania
13.03.2025 16:12
Wojewódzki Sąd Aministracyjny w Lublinie nie zgodził się na wstrzymanie obowiązywania nowej uchwały śmieciowej - na czas procesu. Rzecz w tym, że kilka lubelskich spółdzielni zaskarżyło do sądu nowe zasady rozliczania opłat za śmieci - jeśli te mają być uzależnione od ilości zużywanej wody. Spółdzielnie, a przede wszystkim mieszkańcy, zostali tym zaskoczneni.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Rada Miasta Lublin w grudniu podjęła uchwałę o zmianie zasad naliczania opłaty śmieciowej. Od lipca 2025 ta ma zależeć od ilości zużywanej przez mieszkańca wody. Projekt pojawił się nagle, praktycznie z dnia na dzień, i był ogromnym zaskoczeniem dla mieszkańców, zarządców budynków i spółdzielni. Dziwiło nie tylko powiązanie śmieci z wodą, ale też fakt, że nowe zasady mają obowiązywać wyłącznie mieszkańców bloków. W przypadku domków jednorodzinnych takie zmiany miały nie być wprowadzone.

Już nie tylko nawóz. Gigant przestawia wajchę i stawia na... amunicję

"Nie tak to powinno wyglądać"

- To niesprawiedliwe, nierówne traktowanie mieszkańców Lublina - mówi w TOK FM prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Motor", Janusz Szacoń. Zgadza się z nim pani Ewa, którą spotykamy spacerującą z dzieckiem przy ul. Daszyńskiego. - Nie rozumiem tego, skąd takie zasady. Z jednej strony to, że ma to dotyczyć wyłącznie nas - mieszkańców bloków, a z drugiej, że za śmieci mamy płacić w związku ze zużywaną wodą. Co ma woda do śmieci? - zastanawia się nasza rozmówczyni. - Na pewno chodzi wyłącznie o to, abyśmy płacili więcej. A przecież już teraz nam podwyższyli opłaty, od marca, o ponad 20 procent. A od lipca - jak wejdą te nowe zasady - na pewno będzie jeszcze więcej - dodaje. Prezes "Motoru" przyznaje, że mieszkanka ma rację - z wyliczeń spółdzielni wynika, że po zmianach opłaty za śmieci znów wzrosną, tym razem o ok. 14 procent.

- Wiem, że niektórzy na śmieciach oszukują i nie płacą. Bo wykazują, że w danym mieszkaniu mieszka jedna osoba, a tak naprawdę mieszka np. pięciu studentów. My to wiemy i rozumiemy, że trzeba szukać sposobów, by z tym walczyć. Ale dlaczego naszym kosztem, skoro my płacimy tak, jak należy? Przecież opłaty wzrosną dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy w swoich zgłoszeniach do spółdzielni piszą nieprawdę. Odbieram to jako odpowiedzialność zbiorową. Panie prezydencie Lublina, nie tak to powinno wyglądać - mówi nam pan Wojciech, na co dzień pracownik bankowości, który mieszka na lubelskim osiedlu Szymanowskiego w Spółdzielni Mieszkaniowej "Czechów".

Prezes "Motoru" Janusz Szacoń mówi w TOK FM, że uchwała Rady Miasta jest niesprawiedliwa nie tylko dlatego, że obejmuje wyłącznie mieszkańców bloków. Chodzi również o to, że śmieci w Lublinie od lipca mają być rozliczane w odniesieniu do zużycia wody na tzw. głównym liczniku - a nie na liczniku danej osoby w jej mieszkaniu. - To błąd - mówi Szacoń. Bo, jak podkreśla, główny licznik to także woda wykorzystywana w lokalach użytkowych czy np. pęknięta rura.

- Mieliśmy nie tak dawno taką sytuację, że pękła nam jedna z rur i wyciekło kilkadziesiąt metrów sześciennych wody. I teraz - przy rozliczaniu opłat śmieciowych - trzeba będzie również to wziąć pod uwagę. Że za wodę trzeba zapłacić, to jest jasne. Ale dlaczego za awarię mieszkańcy mają płacić również w śmieciach? - zastanawia się prezes. Podaje też inny przykład - sytuację, gdy w mieszkaniu uszkodzi się tzw. dolnopłuk (spłuczka) przy toalecie. - Załóżmy, że ktoś wyjedzie na weekend, nie ma świadomości, że jest awaria, a woda cały czas będzie lecieć. I tu też, oczywiście, za zużytą wodę zapłacić, ale to przełoży się także na opłatę za śmieci - dodaje gość TOK FM.

Spółdzielnie poszły do sądu i... przegrały

Kilka lubelskich spółdzielni zaskarżyło podjętą przez Radę Miasta uchwałę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie. Zwróciły się do sądu o stwierdzenie w całości nieważności zaskarżonej uchwały, ale też - o wstrzymanie jej obowiązywania, na czas toczącego się przed sądem postępowania administracyjnego, które może trochę potrwać.

WSA nie zgodził się na wstrzymanie obowiązywania uchwały, która ma wejść w życie co prawda dopiero od lipca, ale już została ogłoszona w Dzienniku Urzędowym Województwa Lubelskiego. Sąd - w czwartek, na posiedzeniu niejawnym - wskazał, że nie ma możliwości wstrzymania wykonania przepisów prawa miejscowego, które weszły w życie. Jednocześnie rzecznik WSA, sędzia Robert Hałabis poinformował, że terminy rozpoznania samych skarg - czyli istoty sprawy - nie zostały jeszcze wyznaczone. Nie wiadomo więc, kiedy można się spodziewać ostatecznych rozstrzygnięć.

- Nie spodziewamy się, że nasze skargi zostaną uwzględnione, bo były już podobne sprawy w innych miastach i niestety spółdzielnie przegrywały. Ale wnosząc je do sądu, chcieliśmy pokazać miastu, ile narobiło zamieszania i jak bardzo wszystkich, w tym mieszkańców, zaskoczyło. Liczyliśmy, że to spowoduje, że miasto zacznie z nami rozmawiać i tak się rzeczywiście stało - mówi nam anonimowo pracownik jednej ze spółdzielni. Jedno spotkanie z przedstawicielami miasta już się odbyło, w planach są kolejne. Spółdzielnie liczą, że kontrowersyjną uchwałę uda się choć trochę zmienić, a przede wszystkim doprecyzować.

Pogrom na egzaminie sędziowskim? 'Chcieli udowodnić, że mniej umiemy, bo uczyliśmy się za PiS'