,
Obserwuj
Lubelskie

Zamieszanie wokół spaceru z prezydentem Chełma. Przedsiębiorca zapłacił 1660 zł

3 min. czytania
08.08.2025 12:35
Spacer z prezydentem Chełma, wylicytowany za 1660 zł w ramach 33. Finału WOŚP, nie doszedł do skutku mimo upływu kilku miesięcy od wydarzenia. Urząd Miasta tłumaczył, że zwycięzca nie odpowiadał na telefony. - Owszem, bywam zajęty, ale nie aż tak, abym przez kilka miesięcy nie odebrał ani jednego telefonu - powiedział "Dziennikowi Wschodniemu" lokalny przedsiębiorca pragnący zachować anonimowość.
|
|
fot. East News/Adam Burakowski

 

  • Zwycięzca licytacji WOŚP, w której nagrodą był spacer z prezydentem Chełma zarzuca mu, że ten nie wywiązał się z obietnicy. Lokalny przedsiębiorca twierdzi, że urząd nie kontaktował się z nim w tej sprawie;
  • Urzędnicy z chełmskiego ratusza, odpowiadając na oskarżenia, twierdzą, że zwycięzca licytacji nie odbierał od nich telefonów;
  • Prezydent Jakub Banaszek w odpowiedzi na medialne doniesienia opublikował oświadczenie, w którym zapewnił o swojej gotowości do spotkania i podtrzymał argument, że jego kancelaria podejmowała liczne próby kontaktu.

 

Wśród atrakcji licytowanych w ramach 33. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy znalazł m.in. spacer i obiad z Jakubem Banaszkiem, prezydentem Chełma (woj. lubelskie). Zwycięzcą okazał się lokalny przedsiębiorca, który za możliwość przejścia się z włodarzem miasta zapłacił aż 1660 zł.

Choć finał WOŚP odbył się pod koniec stycznia, do obiecanego spotkania nadal nie doszło. - Rzeczywiście, pod koniec marca br. skontaktowało się ze mną Biuro Prezydenta i ustaliliśmy, że spotkanie odbędzie się po świętach Wielkanocnych. Ten kontakt był jednak efektem mojej wiadomości wysłanej do prezydenta w mediach społecznościowych - po prawie dwóch miesiącach całkowitej ciszy ze strony urzędu - relacjonował pragnący zachować anonimowość przedsiębiorca w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim".

Jak dodał, od tamtej pory nie otrzymał żadnej wiadomości, "czy to przez komunikator, SMS-em, czy mailem".

Pedofil na komisji parlamentarnej ds. ochrony dzieci. Tak tłumaczył się poseł KO

 

Urząd miasta: Kilkukrotnie próbowaliśmy się skontaktować

 

Głos w sprawie udzielił Urząd Miasta Chełma. - Po finale WOŚP skontaktowaliśmy się z panem, który wylicytował spacer po mieście z prezydentem Banaszkiem i ustaliliśmy, że spacer ten powinien się odbyć, gdy pogoda będzie bardziej sprzyjająca, najlepiej latem. Pan się na to zgodził. Ustaliliśmy, że odezwiemy się w kwestii uzgodnienia terminu spaceru - przekazali urzędnicy. Jak tłumaczyli, nie mogli dodzwonić się do zwycięzcy licytacji. - Kilkukrotnie potem próbowaliśmy się skontaktować z panem w tej sprawie, ale niestety bezskutecznie i z tego powodu spacer jeszcze nie doszedł do skutku - przekonywali.

Przedsiębiorca z Chełma zapewnił, że choć bywa zajęty, to nie na tyle, by przez kilka miesięcy nie odebrać żadnego telefonu. W końcu sam zrezygnował ze spaceru. "Nie chcę spotykać się z osobą, która nie chce spotkać się ze mną. Nie roszczę żadnych pretensji, nie oczekuję żadnej rekompensaty ani zwrotu pieniędzy" - zadeklarował.

 

Dlaczego spacer się nie odbył? Prezydent: została sporządzona notatka służbowa

 

W piątek prezydent Chełma zamieścił w mediach społecznościowych obszerne oświadczenie, w którym odpowiedział na oskarżenia.

"Z informacji przekazanych mi przez pracownika Kancelarii Prezydenta wynika, że już w marcu ustalono wstępny termin spaceru - miał się on odbyć w okresie Świąt Wielkanocnych. Po wczorajszej publikacji medialnej sprawdziłem również moją prywatną skrzynkę - rzeczywiście, w marcu otrzymałem wiadomość z prośbą o kontakt. (...) Kancelaria niezależnie ustaliła wstępny termin realizacji przedmiotu aukcji" - napisał Jakub Banaszek.

Następnie prezydent miasta opisał próbę kontaktu ze zwycięzcą licytacji po świętach wielkanocnych oraz kolejne, które skończyły się niepowodzeniem. "W ciągu ostatniego półtora miesiąca takich prób było kilkanaście.(...) W tej sprawie została sporządzona notatka służbowa, opatrzona podpisem pracownika" - podkreślił.

Banaszek dodał, że przed publikacją tekstu "Dziennika Wschodniego" nie spotkał się z żadnymi skargami, a już po niej skontaktował się ze zwycięzcą licytacji. "Zaproponowałem dogodny termin realizacji aukcji, podkreślając, że z mojej strony nie było i nie ma żadnej niechęci do spotkania. Wręcz przeciwnie - zależy mi na tym, by całość przebiegła w serdecznej i przyjaznej atmosferze" - zapewnił.

Posłuchaj: