Zwrot akcji w sprawie aresztowanego lekarza z Gorzowa. Pilna decyzja prokuratora
Sprawę Andrija K. opisaliśmy szczegółowo na naszym portalu. Lekarz rezydent z Gorzowa trafił do aresztu. Wcześniej usłyszał zarzut zabójstwa po tym, jak odłączył 86-latka od aparatury. Pacjent był po operacji. Andrij K. był wtedy na dyżurze, miał przewieźć chorego z sali wybudzeń na oddział intensywnej terapii. W czasie transportu 86-latek przestał dawać oznaki życia. Zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa złożył inny rezydent - z tego samego oddziału.
Ze źródeł w Prokuratorze Krajowej już wcześniej słyszeliśmy, że sprawa lekarza z Gorzowa jest zaskakująca, bo nawet jeśli lekarz w trakcie pracy w szpitalu popełnił błąd, to nie stawia się w takiej sytuacji zarzutu zabójstwa. Teraz dowiadujemy się, że Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk wydał prokuratorowi Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim (która prowadzi sprawę) polecenie uchylenia środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania.
Jak wskazuje rzeczniczka prokuratora Anna Adamiak, decyzja o tym, by zażądać uchylenia aresztu lekarzowi z Gorzowa zapadła po przeprowadzeniu w Departamencie Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej pogłębionej analizy akt sprawy. Śledczy ocenili, że areszt nie jest zasadny.
- Ocena ta wskazuje na konieczność uzupełnienia materiału dowodowego poprzez uzyskanie kluczowego dowodu - opinii biegłego lekarza, zespołu biegłych albo instytucji naukowej lub specjalistycznej - w celu ustalenia, czy decyzje podejmowane przez Andrija K. wobec pacjenta były prawidłowe, a jeśli nie, to czy zostały podjęte na skutek błędu medycznego - informuje prokurator Anna Adamiak. Dopiero analiza opinii biegłych pozwoli odpowiedzieć na pytanie, co się tak naprawdę wydarzyło w szpitalu specjalistycznym w Gorzowie i jakie zarzuty - jeśli w ogóle - powinien usłyszeć lekarz.
Rzeczniczka precyzuje też, że Prokurator Krajowy zadziałał na podstawie art. 7 Prawa o prokuraturze, który mówi, że: "Polecenie dotyczące treści czynności procesowej prokurator przełożony wydaje na piśmie, a na żądanie prokuratora wraz z uzasadnieniem. Polecenie włącza się do akt podręcznych sprawy".
Ukrainka miała dość 'szmaty w ręce i dłoni Polaka na tyłku'. Idzie na wojnę
W obronie lekarza z Gorzowa
27-letni Andrij K. pochodzi z Ukrainy, tam skończył studia, pracuje jako lekarz rezydent na specjalizacji z anestezjologii. Zdarzenie, którego dotyczy cała sprawa, miało miejsce w styczniu w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim. Operowany 86-letni pacjent był w ciężkim stanie. Gdy w trakcie transportu mężczyzna przestał dawać oznaki życia, lekarz sprawdził parametry życiowe i uznał, że chory nie żyje, dlatego odłączył go od aparatury. Sprawę jako pierwsza opisała "Polityka".
Prokuratura nie zdradzała początkowo, na podstawie jakich dowodów i co konkretnie przemawiało za tym, by postawić Andrijowi K. tak poważny zarzut. W obronę lekarza z Gorzowa zaangażowało się środowisko lekarskie. Głos zabrała m.in. Okręgowa Rada Lekarska w Gorzowie Wielkopolskim, która wystosowała apel do ministra Adama Bodnara "o przejęcie nadzoru nad postępowaniem przygotowawczym".
"Uważamy, że nawet postawienie zarzutu o popełnienie błędu medycznego jest akceptowalne dopiero po uzyskaniu negatywnej opinii zespołu biegłych, dotyczącej postępowania medycznego. Natomiast kwalifikacja tego ewentualnego czynu jako zabójstwo w opinii Okręgowej Rady Lekarskiej świadczy o dezynwolturze prawnej prokuratora (...) i podważa wiarę w obiektywne prowadzenie postępowania" - napisali lekarze w liście do Bodnara.
Decydują o amputacjach, a na medycynie się nie znaji. 'Nikt nie może mnie skontrolować'
W obronie lekarza z Gorzowa stanęli też doświadczeni anestezjolodzy z różnych ośrodków. - Zarzut prokuratury jest dla mnie trudny do zrozumienia, żeby nie powiedzieć absurdalny. Bo lekarz przybył na salę wybudzeń nie po to, aby kogokolwiek zamordować, tylko po to, aby - w miarę możliwości - leczyć, kwalifikować, robić wszystko jak najlepiej, żeby pomóc pacjentowi, o ile byłaby taka możliwość - mówił TOK FM anestezjolog, prof. Maciej Żukowsi z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.
Swoje stanowisko w sprawie lekarza z Gorzowa wydało także Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii, razem z konsultantem krajowym w tej dziedzinie. "Brak wyjaśnień ze strony organów wymiaru sprawiedliwości uzasadniających zastosowanie najostrzejszego środka zapobiegawczego może prowadzić do nadszarpnięcia zaufania pacjentów do lekarzy i spowodować nagminne stosowanie terapii daremnej w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej’’ - napisali specjaliści w oświadczeniu. Jednym z jego sygnatariuszy był anestezjolog, biegły sądowy, prof. Mirosław Czuczwar. - Ta sprawa podważa fundamentalne zaufanie pacjentów do lekarzy - mówił na antenie TOK FM profesor z Lublina. Podkreślił, że od lat anestezjolodzy mierzą się z tematem tzw. terapii daremnej, czyli pytaniem o to, w którym momencie pacjenta na OIOM-ie można odłączyć od aparatury podtrzymującej życie.
Stanowisko w sprawie lekarza z Gorzowa zabrało też prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. "Samorząd lekarski zwraca się w szczególności z wnioskiem o pilną weryfikację kwalifikacji prawnej zarzucanego czynu oraz zasadności dalszego stosowania tymczasowego aresztowania lekarza" - napisała NRL. "Zdecydowany sprzeciw samorządu lekarskiego budzi fakt, że w sprawie, której istotą jest ocena czy lekarz zachował standardy należytej staranności i działał zgodnie z aktualnym stanem wiedzy medycznej, Prokuratura stawia zarzut zabójstwa" - napisano w apelu prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.