Ogrodowa kolej z Nietoperka. Torowisko marzeń Jerzego Jóźwiaka
We wsi Nietoperek, tuż przy dawnej stacji kolejowej, powstała jedna z najbardziej oryginalnych atrakcji regionu - kolejka ogrodowa, którą Jerzy Jóźwiak buduje od półtorej dekady. Jej tor oplata całą posesję, a w miniaturowym krajobrazie pojawiają się mosty, budynki i konstrukcje inspirowane okolicą. Każdy jej przejazd odsłania część historii człowieka, który pozwolił, by jego pasja stała się częścią codziennego życia.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Skąd pomysł stworzenia w swoim ogrodzie miniaturowej linii kolejowej?
- Jak do hobby pana Jerzego podchodzą sąsiedzi?
- Czy ma plany na rozbudowę i modernizację makiety?
Jerzy Jóźwiak wychował się w świecie, w którym dźwięk nadjeżdżającego pociągu był czymś naturalnym. Ojciec pracował na kolei, a dom rodzinny stał zaledwie kilka kroków od stacji kolejowej. Ta codzienna bliskość torów ukształtowała jego przyszłą pasję. - Pociągiem dojeżdżałem do szkoły, do pracy, aż w końcu własne życie zawodowe również związałem z koleją - wspomina. To była pasja, która dojrzewała powoli, aż w końcu przerodziła się w wyjątkową ogrodową kolejkę - dziś znaną w całej okolicy.
Pierwszy odcinek i pierwsze pomysły
Około piętnastu lat temu w ogrodzie pana Jerzego pojawiła się pierwsza, skromna nitka toru. Kilka metrów przy budynku gospodarczym i jeden mały wagonik dla dzieci. Miała to być zwykła zabawa, nic ambitnego. Tymczasem tor z każdym rokiem wydłużał się, a ogród stopniowo zmieniał w małą kolejową krainę. Gdy tory utworzyły pełną pętlę wokół posesji, zaczęli zaglądać nie tylko zaciekawieni sąsiedzi, ale i przyjezdni goście. Zainteresowanie rosło w takim samym tempie, jak sam projekt. Budowa kolejki okazała się poważnym wyzwaniem zarówno technicznym, jak i architektonicznym. - Trzeba było ominąć drzewa, usypać nasypy, dopasować trasę do ogrodowych ścieżek i wyrównać różnice terenu. Całą linię poprowadzić tak, żeby kolejka naprawdę mogła jeździć - wspomina Jerzy Jóźwiak.
Z czasem jednak sam tor przestał wystarczać. Wtedy pojawił się pomysł zbudowania pierwszej lokomotywy. Prace trwały długo, ale gdy wreszcie maszyna ruszyła po torach, zainteresowanie kolejką wyraźnie wzrosło. - Urosły też moje ambicje. Chciałem, żeby ta kolejka była czymś więcej niż tylko jazdą wokół posesji - dodaje gospodarz.
Stopniowo w ogrodzie zaczęły pojawiać się kolejne elementy kolejowej infrastruktury: mosty, tunele, a nawet makiety okolicznych budynków. Ogród zmienił się w coraz pełniejszy, kompletny świat dla dzieci, które mogły tu przeżyć swoją przygodę i dla dorosłych, którzy przychodzili zobaczyć ten niezwykły projekt z bliska.
Jerzy Jóźwiak wybrał skalę 1:6, wyjątkową jak na ogrodową kolejkę. To świadoma decyzja. - To minimum, żeby można było wsiąść i pojechać - tłumaczy. Większa skala wymagałaby znacznie większych nakładów, a mniejsza nie dawałaby możliwości przejazdu.
Życie przy torach
Choć miniaturowa kolejka okalająca posesję w Nietoperku wygląda jak spełnione marzenie, Jerzy Jóźwiak przyznaje, że to projekt wymagający stałej pracy i troski. Samo utrzymanie gotowej już infrastruktury pochłania mnóstwo energii. Cała konstrukcja powstawała metodą chałupniczą - i choć nadaje jej to wyjątkowego uroku, niesie też swoje konsekwencje. - Zawsze jest coś do naprawy - przyznaje pan Jerzy. Początkowo były to drobne poprawki, ale z czasem konieczne stały się poważniejsze prace przy torowisku. Drewniane podkłady pamiętające początki ogrodowej kolejki zaczynają butwieć i wymagają sukcesywnej wymiany.
Wśród wielu elementów tworzących ogrodową kolejkę Jerzego Jóźwiaka najważniejsze są te, które nawiązują do jego najbliższej okolicy. - Postawiłem na to, co jest najbardziej nasze - podkreśla. Dlatego na trasie znalazła się wiernie odwzorowana makieta stacji w Nietoperku, miejscu szczególnie bliskim gospodarzowi. Tuż obok pojawiło się miniaturowe Gościkowo, sąsiadujące z rodzinną miejscowością. Modelarska trasa wiedzie też obok elementów inspirowanych Międzyrzeczem, a jednym z najciekawszych akcentów krajobrazu jest makieta słynnych bunkrów, czyli fragment Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego.
Nasz rozmówca zaznacza, że cały świat jego ogrodowej kolejki powstał niemal wyłącznie dzięki jego własnym dłoniom. - Praktycznie wszystko robię sam - mówi z lekkim uśmiechem. Tylko w kilku wyjątkach musiał zwrócić się o pomoc: przy budowie lokomotywy czy bardziej skomplikowanych elementów konieczne było zlecenie toczenia lub frezowania części, bo takich maszyn po prostu nie posiada. Cała reszta - od torów i mostów po drobne figurki - to efekt jego cierpliwej, precyzyjnej pracy. - To moja pasja. Nawet jeśli ktoś mi coś podpowiada, i tak zrobię to po swojemu - dodaje.
Kiedy hobby staje się miejscową atrakcją
Gdy w ogrodzie w Nietoperku pojawiły się pierwsze fragmenty torów, reakcje otoczenia były bardzo różne. - Sąsiedzi śmiali się, że dorosły facet bawi się takimi bzdurami. A ja im odpowiadałem, że każdy ma swoje pasje. Jedni łowią ryby, inni zbierają znaczki, a ja buduję kolejki - wspomina pan Jerzy.
Dziś większość mieszkańców patrzy na kolejkę z życzliwością i ciekawością, choć wciąż znajdą się tacy, którzy pozostają wobec niej sceptyczni. - Tak to już bywa z sąsiadami - uśmiecha się pan Jerzy. Podkreśla jednak, że cała instalacja działa w pełni legalnie. - Cztery lata temu przeszliśmy wszystkie kontrole. Kolejka jest dopuszczona do działalności gospodarczej - dodaje.
Sporo emocji budzą rozmowy z gośćmi, którzy po raz pierwszy widzą ogród Jerzego Jóźwiaka i miniaturową kolej w ruchu. Zachwyca ich nie tylko skala projektu, lecz także świadomość, że cały ten świat powstał dzięki pracy jednego człowieka. Wielu z nich nie może uwierzyć, że ktoś samodzielnie zbudował tak długą trasę, mosty, makiety miejscowości i całe zaplecze techniczne. Zdarza się, że po przejażdżce goście marzą o podobnej atrakcji we własnym ogrodzie. - Czasem ktoś ogląda kolejkę i dopytuje, jak zacząć, jak zrobić tory albo most. Podpowiadam, dzielę się doświadczeniem. Trzy czy cztery lata temu miałem nawet propozycję przeniesienia całego torowiska do Francji - wspomina właściciel. Dodaje jednak, że nie wyobraża sobie, by jego kolejka mogła istnieć gdziekolwiek indziej.
Naturalnym elementem ogrodowej scenerii stali się również mieszkańcy oczka wodnego pod kolejowym mostem. - Są tam żaby. I za każdym razem słyszę, nawet od dorosłych, pytanie: „Czy one są plastikowe?” A to przecież żywe żaby! - śmieje się pan Jerzy. W takich momentach pozwala sobie na drobny żart. - Mówię, że działają na baterie słoneczne - dodaje z uśmiechem.
Nowe pomysły i codzienna praca przy kolejce
Od lat udoskonalana ogrodowa kolejka wciąż się rozrasta, choć - jak podkreśla jej twórca - coraz trudniej znaleźć na to czas. Utrzymanie całej infrastruktury, obsługa gości i bieżące naprawy zajmują mu większość wolnych chwil. Konstrukcje wykonane własnoręcznie zużywają się, wymagają wymiany, a drewniane podkłady po latach po prostu próchnieją. Mimo to równolegle powstają nowe elementy. - Pracowałem ostatnio nad nowymi wagonikami, bardziej kolorowymi i solidniejszymi niż te pierwsze, składane kiedyś z prostych desek. Wszystko przerabiam powoli, krok po kroku - mówi Jerzy Jóźwiak.
Miniaturowa linia kolejowa rozwija się więc konsekwentnie. W tym roku do kolekcji dołączył nowy wagonik, inspirowany militarnymi tradycjami regionu. W sumie w ogródku pana Jerzego są już dwie lokomotywy, cztery wagony osobowe, siedem rozjazdów i około czterystu metrów toru.
Kolejka działa przez cały rok, o ile sprzyja pogoda. Mróz nie stanowi problemu, ale deszcz i obfity śnieg potrafią zatrzymać ruch na całej trasie.