,
Obserwuj
Lubuskie

Ogrodowa kolej z Nietoperka. Torowisko marzeń Jerzego Jóźwiaka

5 min. czytania
23.11.2025 09:00

We wsi Nietoperek, tuż przy dawnej stacji kolejowej, powstała jedna z najbardziej oryginalnych atrakcji regionu - kolejka ogrodowa, którą Jerzy Jóźwiak buduje od półtorej dekady. Jej tor oplata całą posesję, a w miniaturowym krajobrazie pojawiają się mosty, budynki i konstrukcje inspirowane okolicą. Każdy jej przejazd odsłania część historii człowieka, który pozwolił, by jego pasja stała się częścią codziennego życia.

Jerzy Jóźwiak Fot. archiwum domowe
Jerzy Jóźwiak Fot. archiwum domowe
fot. archiwum domowe

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Skąd pomysł stworzenia w swoim ogrodzie miniaturowej linii kolejowej? 
  • Jak do hobby pana Jerzego podchodzą sąsiedzi?
  • Czy ma plany na rozbudowę i modernizację makiety?  

Jerzy Jóźwiak wychował się w świecie, w którym dźwięk nadjeżdżającego pociągu był czymś naturalnym. Ojciec pracował na kolei, a dom rodzinny stał zaledwie kilka kroków od stacji kolejowej. Ta codzienna bliskość torów ukształtowała jego przyszłą pasję. - Pociągiem dojeżdżałem do szkoły, do pracy, aż w końcu własne życie zawodowe również związałem z koleją - wspomina. To była pasja, która dojrzewała powoli, aż w końcu przerodziła się w wyjątkową ogrodową kolejkę - dziś znaną w całej okolicy.

Pierwszy odcinek i pierwsze pomysły

Około piętnastu lat temu w ogrodzie pana Jerzego pojawiła się pierwsza, skromna nitka toru. Kilka metrów przy budynku gospodarczym i jeden mały wagonik dla dzieci. Miała to być zwykła zabawa, nic ambitnego. Tymczasem tor z każdym rokiem wydłużał się, a ogród stopniowo zmieniał w małą kolejową krainę. Gdy tory utworzyły pełną pętlę wokół posesji, zaczęli zaglądać nie tylko zaciekawieni sąsiedzi, ale i przyjezdni goście. Zainteresowanie rosło w takim samym tempie, jak sam projekt. Budowa kolejki okazała się poważnym wyzwaniem zarówno technicznym, jak i architektonicznym. - Trzeba było ominąć drzewa, usypać nasypy, dopasować trasę do ogrodowych ścieżek i wyrównać różnice terenu. Całą linię poprowadzić tak, żeby kolejka naprawdę mogła jeździć - wspomina Jerzy Jóźwiak.

Z czasem jednak sam tor przestał wystarczać. Wtedy pojawił się pomysł zbudowania pierwszej lokomotywy. Prace trwały długo, ale gdy wreszcie maszyna ruszyła po torach, zainteresowanie kolejką wyraźnie wzrosło. - Urosły też moje ambicje. Chciałem, żeby ta kolejka była czymś więcej niż tylko jazdą wokół posesji - dodaje gospodarz.

Stopniowo w ogrodzie zaczęły pojawiać się kolejne elementy kolejowej infrastruktury: mosty, tunele, a nawet makiety okolicznych budynków. Ogród zmienił się w coraz pełniejszy, kompletny świat dla dzieci, które mogły tu przeżyć swoją przygodę i dla dorosłych, którzy przychodzili zobaczyć ten niezwykły projekt z bliska.

Jerzy Jóźwiak wybrał skalę 1:6, wyjątkową jak na ogrodową kolejkę. To świadoma decyzja. - To minimum, żeby można było wsiąść i pojechać - tłumaczy. Większa skala wymagałaby znacznie większych nakładów, a mniejsza nie dawałaby możliwości przejazdu.

Życie przy torach

Choć miniaturowa kolejka okalająca posesję w Nietoperku wygląda jak spełnione marzenie, Jerzy Jóźwiak przyznaje, że to projekt wymagający stałej pracy i troski. Samo utrzymanie gotowej już infrastruktury pochłania mnóstwo energii. Cała konstrukcja powstawała metodą chałupniczą - i choć nadaje jej to wyjątkowego uroku, niesie też swoje konsekwencje. - Zawsze jest coś do naprawy - przyznaje pan Jerzy. Początkowo były to drobne poprawki, ale z czasem konieczne stały się poważniejsze prace przy torowisku. Drewniane podkłady pamiętające początki ogrodowej kolejki zaczynają butwieć i wymagają sukcesywnej wymiany.

1000018507
fot.

Wśród wielu elementów tworzących ogrodową kolejkę Jerzego Jóźwiaka najważniejsze są te, które nawiązują do jego najbliższej okolicy. - Postawiłem na to, co jest najbardziej nasze - podkreśla. Dlatego na trasie znalazła się wiernie odwzorowana makieta stacji w Nietoperku, miejscu szczególnie bliskim gospodarzowi. Tuż obok pojawiło się miniaturowe Gościkowo, sąsiadujące z rodzinną miejscowością. Modelarska trasa wiedzie też obok elementów inspirowanych Międzyrzeczem, a jednym z najciekawszych akcentów krajobrazu jest makieta słynnych bunkrów, czyli fragment Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego.

Nasz rozmówca zaznacza, że cały świat jego ogrodowej kolejki powstał niemal wyłącznie dzięki jego własnym dłoniom. - Praktycznie wszystko robię sam - mówi z lekkim uśmiechem. Tylko w kilku wyjątkach musiał zwrócić się o pomoc: przy budowie lokomotywy czy bardziej skomplikowanych elementów konieczne było zlecenie toczenia lub frezowania części, bo takich maszyn po prostu nie posiada. Cała reszta - od torów i mostów po drobne figurki - to efekt jego cierpliwej, precyzyjnej pracy. - To moja pasja. Nawet jeśli ktoś mi coś podpowiada, i tak zrobię to po swojemu - dodaje.

Kiedy hobby staje się miejscową atrakcją

Gdy w ogrodzie w Nietoperku pojawiły się pierwsze fragmenty torów, reakcje otoczenia były bardzo różne. - Sąsiedzi śmiali się, że dorosły facet bawi się takimi bzdurami. A ja im odpowiadałem, że każdy ma swoje pasje. Jedni łowią ryby, inni zbierają znaczki, a ja buduję kolejki - wspomina pan Jerzy.

Dziś większość mieszkańców patrzy na kolejkę z życzliwością i ciekawością, choć wciąż znajdą się tacy, którzy pozostają wobec niej sceptyczni. - Tak to już bywa z sąsiadami - uśmiecha się pan Jerzy. Podkreśla jednak, że cała instalacja działa w pełni legalnie. - Cztery lata temu przeszliśmy wszystkie kontrole. Kolejka jest dopuszczona do działalności gospodarczej - dodaje.

Sporo emocji budzą rozmowy z gośćmi, którzy po raz pierwszy widzą ogród Jerzego Jóźwiaka i miniaturową kolej w ruchu. Zachwyca ich nie tylko skala projektu, lecz także świadomość, że cały ten świat powstał dzięki pracy jednego człowieka. Wielu z nich nie może uwierzyć, że ktoś samodzielnie zbudował tak długą trasę, mosty, makiety miejscowości i całe zaplecze techniczne. Zdarza się, że po przejażdżce goście marzą o podobnej atrakcji we własnym ogrodzie. - Czasem ktoś ogląda kolejkę i dopytuje, jak zacząć, jak zrobić tory albo most. Podpowiadam, dzielę się doświadczeniem. Trzy czy cztery lata temu miałem nawet propozycję przeniesienia całego torowiska do Francji - wspomina właściciel. Dodaje jednak, że nie wyobraża sobie, by jego kolejka mogła istnieć gdziekolwiek indziej.

1000018511
fot.

Naturalnym elementem ogrodowej scenerii stali się również mieszkańcy oczka wodnego pod kolejowym mostem. - Są tam żaby. I za każdym razem słyszę, nawet od dorosłych, pytanie: „Czy one są plastikowe?” A to przecież żywe żaby! - śmieje się pan Jerzy. W takich momentach pozwala sobie na drobny żart. - Mówię, że działają na baterie słoneczne - dodaje z uśmiechem.

Nowe pomysły i codzienna praca przy kolejce

Od lat udoskonalana ogrodowa kolejka wciąż się rozrasta, choć - jak podkreśla jej twórca - coraz trudniej znaleźć na to czas. Utrzymanie całej infrastruktury, obsługa gości i bieżące naprawy zajmują mu większość wolnych chwil. Konstrukcje wykonane własnoręcznie zużywają się, wymagają wymiany, a drewniane podkłady po latach po prostu próchnieją. Mimo to równolegle powstają nowe elementy. - Pracowałem ostatnio nad nowymi wagonikami, bardziej kolorowymi i solidniejszymi niż te pierwsze, składane kiedyś z prostych desek. Wszystko przerabiam powoli, krok po kroku - mówi Jerzy Jóźwiak.

Miniaturowa linia kolejowa rozwija się więc konsekwentnie. W tym roku do kolekcji dołączył nowy wagonik, inspirowany militarnymi tradycjami regionu. W sumie w ogródku pana Jerzego są już dwie lokomotywy, cztery wagony osobowe, siedem rozjazdów i około czterystu metrów toru.

Kolejka działa przez cały rok, o ile sprzyja pogoda. Mróz nie stanowi problemu, ale deszcz i obfity śnieg potrafią zatrzymać ruch na całej trasie.