Rozebrani do rosołu, z sercem na dłoni. Zielonogórskie morsy grają dla WOŚP
W środku zimy, gdy większość szuka ciepła, oni wybierają lodowatą wodę. I robią to nieprzypadkowo. Dla zielonogórskich morsów finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to coś znacznie więcej niż kolejny punkt w zimowym kalendarzu. To symboliczny moment, bo od lat właśnie morsowanie otwiera miejski finał Orkiestry. Zimna woda przestaje być wyłącznie próbą dla ciała, a staje się głośnym i radosnym gestem solidarności.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Gdzie odbędzie się tegoroczne morsowanie z okazji WOŚP?
- Kiedy zaczyna się prawdziwa magia morsowania?
- Co robią morsy poza sezonem?
- Już wiele lat temu dostaliśmy taką szansę i możliwość, żeby to morsy otwierały zielonogórski finał WOŚP - mówi Jacek Moszyński z Klubu EKM (Ekskluzywny Klub Morświna) Lubuskie Morsy w Zielonej Górze. - W tym roku również z niej korzystamy, choć będzie to edycja zupełnie inna niż wszystkie dotychczasowe - dodaje.
Po raz pierwszy centrum wydarzeń przeniesie się z naturalnego akwenu, jakim jest Dzika Ochla, w okolice hali CRS. To wyraźny znak, że nawet zimowe rytuały potrafią się zmieniać. Tworzony przez lata gorący, hawajski klimat pozostanie, ale w nowej odsłonie, dopasowanej do miejskiej przestrzeni. Tym razem będzie to "miejska dżungla", rozgrywająca się na zielonym terenie przy parkingu CRS. To tam staną trzy duże baseny, przygotowane specjalnie na finał. - Będzie w nich lodowata woda, a zaprzyjaźniona z nami firma dorzuci do niej jeszcze kostki lodu - opowiada Jacek Moszyński. - Każdy będzie mógł wybrać swój sposób morsowania: na sucho albo w basenach - wyjaśnia.
Całość rozpocznie się wcześnie, bo już o godzinie 8.30, w niedzielę 25 stycznia. To wtedy, przy parkingu CRS, morsy dadzą sygnał do startu zielonogórskiego finału WOŚP.
MorsŚwirowanie
Podczas morsowań organizowanych z myślą o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy jest głośniej, radośniej i znacznie bardziej spontanicznie niż podczas zwykłych, cotygodniowych spotkań nad wodą. Emocje szybciej udzielają się uczestnikom, a wspólny cel sprawia, że zimno schodzi na dalszy plan. - Radości jest zdecydowanie więcej, podobnie jak spontaniczności. Jesteśmy bardzo głośni, bardzo weseli. Robimy to wszystko w jednym, wspólnym celu - opowiada Jacek Moszyński.
Od kilku lat zielonogórskie morsy nazywają finały WOŚP "morsŚwirowaniem" i "zielonogórskim pomaganiem przez morsowanie". To określenia, które dobrze oddają charakter spotkań. Trochę szaleństwa, dużo śmiechu i jeszcze więcej serca. - Skoro na co dzień potrafimy morsować i robimy to regularnie, to dlaczego nie wykorzystać tego, by pomóc innym? - podkreśla mój rozmówca. Zimowe kąpiele stają się wtedy czymś więcej niż tylko hartowaniem organizmu. To także realne wsparcie dla wolontariuszy i ich puszek. - Chodzi o to, żeby zebrać jak najwięcej środków na sprzęt medyczny, na leczenie, na ochronę zdrowia. I właśnie dlatego tej radości jest jeszcze więcej niż zwykle. Bo wiemy, że każda minuta w lodowatej wodzie ma sens i przekłada się na coś dobrego - dodaje.
Wejście do lodowatej wody, nawet w szczytnym celu, zawsze wygląda podobnie. Zimno nie pyta o motywację, a pierwsze sekundy są takie same niezależnie od tego, czy to zwykłe morsowanie, czy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Woda zawsze jest tak samo lodowata. Ale od lat towarzyszy nam przy WOŚP mnóstwo morsów, którzy zimna się nie boją - mówi Jacek Moszyński.
W pamięci szczególnie zapisał się jeden z finałów sprzed kilku lat. To wtedy zapadła decyzja, by po raz pierwszy zorganizować morsowanie WOŚP nad Dziką Ochlą. - To było wtedy, gdy przez Polskę przetoczył się potężny huragan - wspomina mój rozmówca. - Większość sztabów przenosiła wszystkie wydarzenia z pleneru do hal sportowych czy szkół. Warunki były naprawdę trudne. I ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, nad Dziką Ochlę przyszło bardzo dużo ludzi. Mimo wiatru i deszczu pojawili się, tańczyli, byli z nami - opowiada.
To doświadczenie do dziś buduje przekonanie, że nawet ekstremalne warunki nie są w stanie zatrzymać ludzi, którzy chcą pomagać. - Dlatego liczymy, że i w tym roku, pod CRS-em, zielonogórskich morsów nie zabraknie - mówi Jacek Moszyński. - Że znów ktoś zdecyduje się, jak my to mówimy, rozebrać do rosołu i pokazać, że przez morsowanie też można pomagać - dodaje z uśmiechem. Bo choć zimno zawsze jest takie samo, sens wejścia do wody - zwłaszcza wtedy, gdy robi się to razem i dla innych - potrafi rozgrzać bardziej niż dodatnia temperatura.
Razem łatwiej
Widok ludzi "rozebranych do rosołu" przy kilkunastostopniowym mrozie nie pozostawia zielonogórzan obojętnymi. Reakcje są różne, ale łączy je jedno - ciekawość. - Niektórzy bardzo się dziwią, jak w ogóle można coś takiego robić. Mówią, że chyba jesteśmy trochę zwariowani. I coś w tym zwariowaniu faktycznie jest - opowiada Jacek Moszyński. Dla jednych to niedowierzanie, dla innych powód do uśmiechu, a zdarzają się i tacy, którzy zaintrygowani, decydują się dołączyć. - Generalnie nie ma jakiegoś dużego hejtu wobec morsów. Raczej jesteśmy odbierani pozytywnie - przyznaje mój rozmówca.
Jednak prawdziwa magia morsowania zaczyna się często dopiero po wyjściu z lodowatej wody. Wtedy ogromnego znaczenia nabiera towarzystwo i rozmowa. - To jest bardzo ważny element - podkreśla Jacek Moszyński. - W grupach, z którymi morsuję i pracuję z zimnem, bardzo chętnie dzielimy się swoimi spostrzeżeniami - dodaje.
Takie rozmowy rodzą się naturalnie, często na gorąco, dosłownie i w przenośni. - Zaledwie kilka dni temu, przy temperaturze minus 11 stopni, morsowaliśmy rano w gronie naprawdę doświadczonych osób - wspomina mój rozmówca. - Jedna z koleżanek, wychodząc z wody, powiedziała: "Dziś wyjątkowo zmarzły mi ręce" - opowiada. To wystarczyło, by rozpoczęła się dyskusja. Analiza warunków, własnych odczuć, różnic między jednym a drugim morsowaniem. - Rozmawialiśmy o tym, co mogło się wydarzyć, dlaczego akurat tego dnia było trudniej, choć wcześniej bywało zimniej. W ten sposób buduje się doświadczenie - tłumaczy Jacek Moszyński.
Zimne początki
Zimna woda bardzo często staje się początkiem relacji, które z czasem wychodzą daleko poza sezon morsowania. Spotkania nad jeziorem, regularność i wspólne przełamywanie barier sprawiają, że z pozoru luźne znajomości szybko przeradzają się w trwałe przyjaźnie. - W ten sposób zaczęła się historia naszego klubu - przyznaje mój rozmówca. - Na Dzikiej Ochli poznało się kilkanaście osób. Każdy przyjeżdżał osobno, na własną rękę, ale z czasem ta grupa zaczęła się powiększać - wspomina. Zimowe spotkania zaczęły mieć swój rytm. Te same twarze, podobne godziny, wspólne rozmowy po wyjściu z wody. - Zaprzyjaźniliśmy się jako grupa morsów, a po kilku latach okazało się, że stworzyliśmy z tego Klub EKM Lubuskie Morsy - dziś już formalne, całkiem ciekawe stowarzyszenie - opowiada Jacek Moszyński.
Relacje zbudowane w lodowatej wodzie nie kończą się wraz z nadejściem wiosny. - Poza sezonem zimowym też jesteśmy razem. Latem organizujemy spływy kajakowe, spotykamy się przy ogniskach, na różnych wydarzeniach. Dużo robimy również charytatywnie - podkreśla mój rozmówca. Podobną drogę przeszły także inne zielonogórskie grupy morsów. - Tak samo było z dużym klubem Lodołamacze. To też grupa wielu, wielu przyjaciół. Większość sformalizowanych klubów morsowych w Zielonej Górze ma swoje korzenie właśnie w przyjaźniach, w zwykłych spotkaniach nad wodą - zauważa Jacek Moszyński.
Ciąg dalszy nastąpi
Działalność charytatywna nie kończy się dla zielonogórskich morsów na finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W planach są kolejne inicjatywy, również otwarte dla mieszkańców, choć na razie część z nich musi pozostać jeszcze w sferze zapowiedzi. - Tak, mamy w planach kolejną imprezę charytatywną - zdradza Jacek Moszyński. - Na ten moment nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo nie mamy jeszcze ustalonego terminu ani miejsca, ale cel jest już wybrany - dodaje.
Plany na bieżący sezon zimowy są jednak szersze. - Liczymy, że jeszcze coś nam wpadnie do głowy. Jakiś mniejszy, spontaniczny event, który pozwoli zebrać więcej morsów w jednym miejscu i znów połączyć zimno z pomaganiem - mówi z uśmiechem. Wszystko to będzie ogłaszane na bieżąco. - Najlepiej śledzić nasze profile w mediach społecznościowych - zaznacza Jacek Moszyński. Na fanpage’u EKM Lubuskie Morsy publikowane są wszystkie informacje dotyczące działań klubu, wydarzeń i akcji otwartych.
Jak podkreśla mój rozmówca, dla zielonogórskich morsów, zimowy sezon to nie tylko czas hartowania ciała, ale też okazja, by realnie pomagać i zapraszać do pomagania innych.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Intensywny tydzień za nami. Sprawdź, co pamiętasz! QUIZ tokfm.pl
źródło: TOK FM