Jak wyglądają kontrole w schroniskach dla zwierząt? "Traktowałam je jako element nauki"
Sprawa schroniska w Sobolewie wstrząsnęła opinią publiczną i szybko przestała być lokalnym problemem. To, co wyszło na jaw, odsłoniło nie tylko dramat zwierząt, ale też słabości systemu, który miał je chronić.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie procedury muszą dopełniać schroniska?
- Co może zrobić inspekcja weterynaryjna?
- Dlaczego należy wprowadzić powszechną kastrację i sterylizację zwierząt?
Jak podkreśla Monika Fiedorowicz, była kierowniczka schroniska dla bezdomnych zwierząt w Zielonej Górze, nie był to przypadek odosobniony. - Ta sprawa obnaża słabości całego systemu - mówi wprost. Jej zdaniem podobnych miejsc w kraju może być znacznie więcej, a Sobolewo stało się symbolem dlatego, że właśnie tam sytuacja została ujawniona.
Według mojej rozmówczyni zawiodło przede wszystkim zarządzanie. - Osoba, wobec której toczyło się postępowanie związane ze znęcaniem się nad zwierzętami, nie powinna nigdy kierować takim miejscem - podkreśla. To jednak tylko jedna z płaszczyzn problemu. - Zawiódł też system kontroli - ocenia krótko. Wskazuje przy tym, że odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie inspekcji weterynaryjnej. - To także rola urzędników i gmin, które podpisywały umowy z tym schroniskiem - zaznacza. Jak przypomina, procedury kontrolne istnieją, ale nie zawsze są skutecznie egzekwowane. - Każde schronisko powinno być kontrolowane co najmniej dwa razy w roku. Kontrole powinny odbywać się również po sygnałach od mieszkańców i bez wcześniejszego uprzedzania placówki, a reakcja powinna być natychmiastowa - dodaje.
Stały nadzór
Kontrole w schronisku w Zielonej Górze są stałym elementem jego funkcjonowania. Jak podkreśla Monika Fiedorowicz, w czasie gdy była kierowniczką placówki, odbywały się one zarówno w ramach planowych działań instytucji nadzorczych, jak i w reakcji na sygnały od mieszkańców. - Poza kontrolami okresowymi, które odbywały się dwa razy do roku, zdarzały się również kontrole wynikające ze zgłoszeń - mówi.
Zawiadomienia trafiały do powiatowej inspekcji weterynaryjnej od osób, które odwiedziły schronisko lub zasłyszały informacje budzące ich niepokój. - Inspekcja zgłaszała się do nas z konkretnymi informacjami, czasem także ze zdjęciami, aby je zweryfikować - wyjaśnia Monika Fiedorowicz. Przywołuje przykład sytuacji, która pokazuje, jak łatwo drobne uchybienia techniczne mogą wzbudzić obawy. Chodziło o tabliczki informacyjne przy kojcach, zawierające dane o pochodzeniu zwierząt oraz o wykonanych zabiegach. - Przy dużej liczbie zwierząt zdarzało się, że informacje nie były na bieżąco aktualizowane - przyznaje. Brak adnotacji o sterylizacji u dwóch psów wzbudził niepokój jednego z mieszkańców, który obawiał się niekontrolowanego rozmnażania zwierząt. - Sprawa została szybko wyjaśniona, a dokumenty to potwierdziły - dodaje.
Same kontrole przebiegały według ustalonego schematu. W pierwszej kolejności oceniany był ogólny stan schroniska. - Przechodziliśmy przez cały teren, wszystkie pomieszczenia i kojce - relacjonuje. Inspektorzy sporządzali notatki, a równolegle pracownicy schroniska zapisywali uwagi, które później można było wyeliminować. Sprawdzane były także pomieszczenia, w których umieszczane były zwierzęta poddane eutanazji, wraz z prowadzoną tam ewidencją. Kolejnym etapem była kontrola dokumentacji weterynaryjnej oraz pełnej ewidencji zwierząt. - Zawsze przygotowywaliśmy kompletną dokumentację zgodnie z obowiązującymi rozporządzeniami - podkreśla moja rozmówczyni.
Monika Fiedorowicz szczególne uznanie kieruje pod adresem zielonogórskich inspektorów. - Ich znajomość przepisów była bardzo duża, a kontrole naprawdę wnikliwe - mówi. Jak dodaje, choć mogły one wydawać się uciążliwe, traktowała je jako element nauki. - Dla mnie był to czas, w którym mogłam jeszcze bardziej poprawiać dobrostan zwierząt - zaznacza.
Brak reakcji
W ocenie mojej rozmówczyni działania inspektorów nadzorujących schronisko w Sobolewie były rażąco niewystarczające. Jej zdaniem odpowiedzialność za dramat zwierząt nie kończy się na osobie prowadzącej placówkę. - Uważam, że urzędnicy sprawujący nadzór, również powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności. W tej sprawie odpowiedzialność jest zbiorowa i dotyczy zarówno zarządzających schroniskiem, jak i instytucji kontrolnych - mówi.
Podkreśla, że nie była to sytuacja nagła ani jednorazowa. - To nie wydarzyło się z dnia na dzień. To ciągnęło się latami - zaznacza. Przez długi czas pojawiały się zgłoszenia i protesty, a mimo to placówka nadal funkcjonowała. - Albo "przechodząc" kontrole, albo w ogóle ich nie przechodząc, bo jak się okazuje, brakowało nawet pełnego wglądu do dokumentacji - dodaje. Jej zdaniem kluczowym problemem jest właśnie brak rzetelnej dokumentacji. - Jeżeli zwierzęta nie były leczone, szczepione, a ewidencja nie była prowadzona, to pytanie brzmi: jak te kontrole wyglądały? - zastanawia się.
Monika Fiedorowicz uważa, że w toku postępowania należy dokładnie przeanalizować protokoły wszystkich przeprowadzonych kontroli. - Każda kontrola musiała zakończyć się protokołem - przypomina. Na jego podstawie prowadzący schronisko powinien mieć wyznaczony czas na poprawę warunków i uzupełnienie braków. - Jeżeli dokumentacji nie było albo nie została uzupełniona, taka placówka powinna zostać dawno zawieszona - ocenia.
Jak wyjaśnia, prawo daje inspekcji weterynaryjnej konkretne narzędzia. - Inspekcja może wydać decyzję o zawieszeniu działalności schroniska - mówi. W takiej sytuacji zwierzęta pozostają w placówce tylko do momentu adopcji lub przejęcia przez inne organizacje. - Nie wolno wtedy przyjmować nowych zwierząt - podkreśla. Jej zdaniem to rozwiązanie powinno zostać zastosowane znacznie wcześniej.
Moja rozmówczyni zwraca też uwagę, że same konsekwencje dyscyplinarne mogą nie wystarczyć. - Potrzebne są zmiany w prawie, ale także realne zmiany w systemie odpowiedzialności - zaznacza. Jej zdaniem osoby pełniące funkcje nadzorcze powinny być lepiej szkolone i regularnie weryfikowane pod kątem znajomości przepisów dotyczących ochrony zwierząt. Wskazuje również na rolę wyższych szczebli administracji. - Jeżeli zgłoszenia trafiały do wojewódzkiej inspekcji i nie było reakcji, to znaczy, że system zawiódł także tam - ocenia. Jej zdaniem nadzór nie może kończyć się na jednym poziomie.
Wśród proponowanych zmian pojawia się także postulat wprowadzenia obowiązkowych zaświadczeń o niekaralności dla osób pracujących ze zwierzętami. - Tak jak w przypadku osób pracujących z dziećmi, tak samo tu powinny obowiązywać jasne zasady - mówi. Odpowiedzialność, jak podkreśla, powinna spoczywać również na gminach. - To one podpisują umowy i powinny prowadzić własne, cykliczne kontrole - zaznacza.
Ważna jest też kwestia finansowa. Jej zdaniem jednym z elementów sprzyjających patologiom jest brak jasno określonych stawek za utrzymanie zwierząt. - Odgórnie ustalone stawki podstawowej opieki pozwoliłyby lepiej to kontrolować - mówi. Jak dodaje, byłby to krok w stronę ograniczenia zjawiska, które w przypadku Sobolewa coraz częściej określane jest mianem „petsbiznesu”.
Dobre praktyki
Zielonogórskie schronisko, w ocenie Moniki Fiedorowicz, może być wskazywane jako przykład dobrych praktyk, choć daleko mu do ideału. - Nie ma idealnych schronisk w Polsce - mówi wprost. I podkreśla, że kluczowym problemem pozostaje skala bezdomności zwierząt. - Dopóki nie zostaną zaostrzone przepisy, schroniska nie znikną i nadal będą się od siebie znacząco różnić - ocenia. Zaznacza, że samo zamykanie placówek takich jak w Sobolewie czy Bytomiu, nie rozwiązuje problemu. - Zwierzęta z tych schronisk muszą przejąć inne ośrodki, a one też nie są z gumy - podkreśla. To, jak dodaje, oznacza ogromne obciążenie zarówno organizacyjne, jak i finansowe.
Jej zdaniem realne zmiany mogą przynieść jedynie rozwiązania wprowadzane na poziomie ogólnopolskim. - Podstawą jest walka z bezdomnością u źródła - mówi. Wśród najważniejszych działań wymienia obowiązkowe czipowanie i rejestrację zwierząt, a przede wszystkim powszechną kastrację i sterylizację. - Nie tylko w schroniskach - zaznacza. Bez takich kroków, jak podkreśla, system będzie nieustannie reagował na skutki, zamiast eliminować ich przyczyny.
Historia z Sobolewa czy Bytomia pokazuje, jak łatwo system może zawieść wtedy, gdy odpowiedzialność się rozmywa. Zdaniem mojej rozmówczyni to moment, który powinien stać się impulsem do realnych zmian, zanim podobne dramaty wyjdą na jaw w kolejnych miejscach.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Dużo się działo - sprawdź swoją wiedzę o wydarzeniach z ostatniego tygodnia!
Źródło: TOK FM