,
Obserwuj
Lubuskie

Kręcą, biegną i pomagają. Orkiestrowy maraton w Zielonej Górze

5 min. czytania
24.01.2026 06:55

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od lat łączy pomaganie z aktywnością fizyczną, pokazując, że wsparcie można okazywać na wiele sposobów. W sobotę, w przeddzień finału WOŚP, o godzinie 13.00 w hali CRS w Zielonej Górze wystartuje Orkiestrowy Lubuski Maraton Indoor Cycling & Running. To jedno z największych sportowych wydarzeń towarzyszących Orkiestrze w regionie - z udziałem ponad 200 rowerów stacjonarnych i 12 bieżni. Maraton skierowany jest do tych, którzy chcą się ruszyć i pomóc jednocześnie, bez presji rywalizacji i bez względu na pogodę.

WOŚP - zdj. ilustracyjne
WOŚP - zdj. ilustracyjne
fot. Karol Makurat/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co jest największym wyzwaniem dla uczestników?
  • Z czym muszą się mierzyć organizatorzy?
  • Ile osób będzie brało udział w tegorocznej edycji?

Formuła maratonu opiera się na dwóch dyscyplinach: jeździe na rowerach stacjonarnych oraz bieganiu na bieżniach. Wszystko w rytm muzyki i wskazówek instruktorów prowadzących kolejne bloki treningowe. Choć zamknięta przestrzeń może sugerować łatwiejsze warunki, maraton indoor potrafi być bardzo wymagający. Kilka godzin takiej aktywności oznacza duży wydatek energetyczny i solidne zmęczenie, ale też satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. - W zależności od intensywności można spalić od 800 do nawet 1000 kalorii na godzinę - precyzuje organizator wydarzenia, Włodzimierz Sosnówka.

Inaczej pracuje również organizm. W hali jest mniej świeżego powietrza niż na zewnątrz, szybciej rośnie temperatura ciała, a pot i przyspieszone tętno stają się naturalnym elementem wysiłku. - To nie są zawody na rekordy, tylko wydarzenie, w którym liczy się udział - zaznacza organizator. Każdy obrót pedałów i każdy przebyty kilometr na bieżni przekładają się na realne wsparcie celu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - Chodzi o to, żeby robiąc coś dobrego dla siebie, jednocześnie pomagać innym - podkreśla Włodzimierz Sosnówka.

Liczy się udział

Choć nazwa "maraton" może brzmieć onieśmielająco, to w przypadku Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to pojęcie umowne. Najważniejszy jest cel charytatywny, a nie sportowa walka do upadłego. Uczestnicy mogą w każdej chwili zwolnić tempo, zejść z roweru czy bieżni i po prostu chwilę odpocząć. Jak wskazuje mój rozmówca, kluczowe jest rozsądne rozłożenie sił. - Jeśli wiesz, że czeka cię dłuższy wysiłek, nie zaczynaj zbyt mocno i nie podkręcaj od razu tempa - tłumaczy. Dłuższy dystans wymusza inne podejście: spokojniejsze tempo, większą kontrolę i słuchanie własnego organizmu.

W indoorze ogromną rolę odgrywa psychika. Zamknięta przestrzeń, brak zmieniającego się krajobrazu i monotonia ruchu mogą być wyzwaniem. - Tutaj kluczowy jest instruktor - podkreśla Włodzimierz Sosnówka. Muzyka, światła i prowadzenie zajęć budują atmosferę, która pomaga zapomnieć o zmęczeniu. - To trochę jak na dyskotece, energia robi swoje - mówi z uśmiechem.

Nie bez znaczenia jest też grupa. Wspólny wysiłek działa mobilizująco i motywująco. - Na zajęciach grupowych jeden napędza drugiego - zauważa organizator. Tam, gdzie w pojedynkę łatwo byłoby odpuścić, obecność innych dodaje sił. Chwil kryzysu podczas maratonu indoor nie da się uniknąć. Są one naturalną częścią takiego wysiłku i nie muszą oznaczać porażki. Ważne jest to, w jaki sposób uczestnik na nie reaguje i czy potrafi w odpowiednim momencie odpuścić. 

Czas regeneracji po maratonie jest sprawą indywidualną. Dla osób trenujących regularnie kilkugodzinna jazda na rowerze nie oznacza długiego wyłączenia z aktywności. - Po paru godzinach mogą znów spokojnie wsiąść na rower - zauważa Włodzimierz Sosnówka. Inaczej bywa u tych, którzy pojawiają się na maratonie po raz pierwszy, często kierowani chęcią wsparcia idei WOŚP. - U nich tzw. zakwasy są normalne, ale to też część tej drogi - przyznaje.

Za kulisami maratonu

Przy organizacji maratonu indoor największym wyzwaniem nie jest sam program wydarzenia, lecz zaplecze techniczne. Jak przyznaje Włodzimierz Sosnówka, wszystko zaczyna się od sprzętu. W Zielonej Górze lokalne kluby dysponują kilkudziesięcioma stanowiskami, tymczasem maraton organizowany jest na znacznie większą skalę. - Mówimy o dwustu uczestnikach. Dlatego sprzęt muszę ściągać z klubów z całej Polski: z Torunia, Wrocławia, Poznania czy Oleśnicy - wylicza. To oznacza transport, rozładunek, ustawienie w hali, a po wydarzeniu ponowne odwożenie sprzętu.

Równie istotne jak liczba rowerów czy bieżni, są ich parametry. Uczestnicy są przyzwyczajeni do konkretnych modeli, na których trenują na co dzień, a zmiana sprzętu wymaga adaptacji. - Każdy rower pracuje inaczej - jedne mają napęd magnetyczny, inne łańcuchowy - wyjaśnia Sosnówka. Komfort jazdy przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo i jakość wysiłku, dlatego znaczenie ma także sama przestrzeń. - Wentylacja i wielkość hali mają ogromne znaczenie - podkreśla. W największej hali CRS w Zielonej Górze, jak zaznacza, warunki pozwalają na intensywną pracę bez ryzyka niedoboru tlenu.

Z roku na rok zmienia się również kontekst organizacyjny wydarzenia. - Coraz trudniej o sponsorów - przyznaje organizator. Jak tłumaczy, sytuacja gospodarcza i geopolityczna sprawia, że firmy oraz osoby prywatne ostrożniej podchodzą do wsparcia finansowego. Jednocześnie skala maratonu systematycznie rośnie. - Pierwszy maraton robiłem dla 75 osób, dziś to ponad 200 uczestników - mówi. Podnoszenie poprzeczki to dla niego ambicja, ale i dodatkowa presja. - To już dziesiąta edycja i sam się zastanawiam, co dalej - dodaje szczerze.

Na tle tych wyzwań widać jednak wyraźny trend - rosnące zainteresowanie aktywnością fizyczną w regionie. Zdaniem mojego rozmówcy, pandemia uświadomiła wielu osobom, jak ważny jest ruch i dbanie o własne ciało. - Wyszliśmy na zewnątrz i zobaczyliśmy, że możemy coś ze sobą zrobić - tłumaczy. Dziś dostęp do klubów, sprzętu i zorganizowanych zajęć jest nieporównywalnie większy niż kilkanaście lat temu.

Orkiestrowy Maraton Indoor Cycling & Running to więc nie tylko sportowe wydarzenie i realne wsparcie dla WOŚP, ale także punkt startowy do zmiany nawyków. - Czasem wystarczy mała iskierka - mówi organizator. Jedno wydarzenie, jeden trening, jedna decyzja. - Nie każdy zostanie kolarzem czy biegaczem, ale jeśli ktoś zacznie się ruszać i złapie bakcyla, to już jest sukces - podkreśla Włodzimierz Sosnówka.

Nie tylko kilometry

Choć Orkiestrowy Maraton Indoor Cycling & Running pozostaje wydarzeniem sportowym, z biegiem lat stał się także przestrzenią bardzo osobistych historii. - Jedna z par wybrała maraton jako tło dla bardzo osobistego momentu - oświadczyn - wspomina Włodzimierz Sosnówka.

Podobne momenty pojawiają się wtedy, gdy sport połączy ludzi z lokalnej społeczności. Od kilku lat do udziału w maratonie zapraszane są znane postacie zielonogórskiej kultury i sportu. Jedna z takich historii szczególnie wyraźnie zapisała się w pamięci organizatora. - Andrzej Huszcza przyszedł tylko na chwilę. Mówił, że da radę najwyżej piętnaście minut, a okazało się, że przejechał prawie cały maraton - opowiada Włodzimierz Sosnówka. Od tamtej pory były żużlowiec regularnie wraca na Orkiestrowy Maraton, stając się jego stałym uczestnikiem.

Maraton nie kończy się jednak wraz z ostatnim kilometrem. - Po czterech godzinach praktycznie wszystkie rowery nadal są zajęte - zauważa Włodzimierz Sosnówka. I nie decydują o tym ani wpisowe, ani sportowa ambicja, lecz atmosfera wydarzenia. - Ludzie chcą być częścią czegoś większego - tłumaczy.

Dla mojego rozmówcy, sens maratonu tkwi właśnie w tym połączeniu: pasji do ruchu i realnej pomocy innym. - Robię coś dla siebie, a przy okazji mogę komuś pomóc - mówi. Jak dodaje, nigdy nie wiadomo, kiedy role się odwrócą. - Im więcej damy od siebie, tym więcej dobra może do nas wrócić - podsumowuje.

źródło: TOK FM