Podziemna trasa rowerowa w bunkrach. Jedyna taka atrakcja w Polsce
W ciemności rozświetlonej tylko latarkami, przy temperaturze około 10 stopni i z nietoperzami nad głową - tak można przemierzać na rowerach trasę Pętli Boryszyńskiej w Lubuskiem. Przejazd podziemnymi korytarzami cieszy się dużym zainteresowaniem, na wydłużone weekendy sezonu miejsca szybko znikną.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Niemcy nie ukończyli budowy MRU?
- Jakie unikatowe atrakcje turystyczne oferuje Pętla Boryszyńska?
- Dlaczego sezon turystyczny na MRU trwa od kwietnia do października?
Międzyrzecki Rejon Umocniony MRU znajdziemy nieopodal Międzyrzecza w woj. lubuskim. To jedne z największych podziemi fortyfikacyjnych świata. Wybudowali je Niemcy w latach 30. XX wieku. - Szacujemy, że z tego, co planowali, finalnie powstało około 30 procent - mówi nam Beata Studzińska, przewodniczka po Pętli Boryszyńskiej.
Dlaczego tylko tyle? Prace budowlane zatrzymały się w 1938 roku. - W czasie II wojny światowej Niemcy prowadzili różnego rodzaju prace, o których za wiele dzisiaj nie wiemy. (...) Ale w styczniu 1945 roku w tym miejscu pojawili się Rosjanie. Niemcy byli na to zupełnie nieprzygotowani, nie mieli obiektów, wyposażenia czy załóg fortecznych - opisuje przewodniczka. Rosjanie przełamali więc niemiecką obronę, spenetrowali umocnienia i zabrali z podziemi to, co uważali za cenne.
W bunkrach próbowano schować cenne skarby
W bunkrach MRU Niemcy chowali rzeczy skradzione z polskich muzeów lub kolekcji prywatnych. - W Muzeum Narodowym w Poznaniu zachowały się dokumenty inwentaryzacyjne, na podstawie których Niemcy te depozyty do bunkrów przywieźli. To było mnóstwo cennych rzeczy: starodruki, malarstwo, bardzo cenna i ogromna kolekcja ceramiki antycznej, kolekcje numizmatyczne - wylicza nasza rozmówczyni.
Rosjanie cenne depozyty z MRU wywieźli na teren Związku Radzieckiego, później niektóre udało się odzyskać. Do Polski wróciła na przykład część waz gołuchowskich z ceramiki antycznej - z prywatnej kolekcji Czartoryskich.
Po II wojnie światowej bunkry przez lata były niezagospodarowane, choć przyciągały poszukiwaczy skarbów. W latach 80. i 90. zaglądali tam też przedstawiciele subkultur, młodzi ludzie. - To było dla nich świetne miejsce. Wszystkie rzeczy, które nie mogły się wydarzyć na powierzchni, wydarzały się pod ziemią - zauważa Studzińska. Ślady tego okresu można znaleźć na ścianach w postaci napisów i graffiti. - Są bardzo interesujące. Dla mnie tak samo ważne jak niemiecka historia w tym miejscu. Został zapis tamtych lat, ciągle żywy, w bardzo dobrym stanie - podkreśla.
Pętla Boryszyńska przyciąga wielbicieli historii i rowerzystów
Międzyrzecki Rejon Umocniony można teraz zwiedzać między innymi poprzez Pętlę Boryszyńską. Wejście znajdziemy niedaleko Boryszyna, a dotrzemy tu samochodem w niecałą godzinę z Zielonej Góry. Można wybrać spacer krótszą trasą - dwugodzinną (dwa kilometry) lub trasę dłuższą. Jest też unikat - podziemna trasa rowerowa, jedyna taka w Polsce.
Sezon turystyczny ruszy 15 kwietnia i potrwa do 15 października. Okres ten jest nieprzypadkowy - chodzi też o ochronę nietoperzy, które tu spędzają zimę (choć w sezonie turystycznym te ssaki w podziemiach też można spotkać).
- W jednym z naszych naziemnych obiektów jest kolonia rozrodcza jednego z gatunku nietoperzy. To nocek duży, który najliczniej występuje na terenie rezerwatu i te nietoperze po prostu rodzą się na Pętli Boryszyńskiej - wyjaśnia Studzińska. - Zlatują sobie czasem do podziemi, nawet latem. Dzięki temu możemy obserwować, jak młode nietoperze nad głowami naszych turystów uczą się latać - dodaje.
Rowerowa trasa w Pętli Boryszyńskiej to jedyna taka trasa podziemna w Polsce
Na krótką pieszą trasę można przyjść bez rezerwacji. Trasa długa, a szczególnie rowerowa, już wymaga wcześniejszego sprawdzenia, czy są miejsca. Bo to rowery najbardziej przyciągają. - Można na nich zobaczyć to, czego turyści piesi nie widzą. Poza tym jeździ się w podziemiach, a tam wszystko jest inne - przekonuje przewodniczka.
Grupę rowerową prowadzi przewodnik, cykliści jadą jeden za drugim. - Jeździmy po betonowej posadzce, jest w niej torowisko dawnej kolejki - wyjaśnia nasza rozmówczyni. Co ważne - trzeba mieć własne oświetlenie i na głowie, i na rowerze. - Część podziemi jest oświetlona, ale my - jak nietoperze - stronimy od światła. Chodzimy z turystami z latarkami i na rowerach też jeździmy z latarkami - dodaje.
Trasa rowerowa to od 7 do 10 kilometrów, w zależności od dokładnego przebiegu. Nie ma samodzielnej jazdy, wszystko odbywa się z przewodnikiem. - To duże podziemia, ponad 30 kilometrów. To też skomplikowany system dla kogoś, kto tego miejsca nie zna, ale pilnujemy, żeby się nam turyści nie zgubili i do tej pory taka historia się nie wydarzyła - śmieje się przewodniczka.
Z rowerem po schodach a dalej już płasko
Cyklistów w MRU na początek czeka wyzwanie - zniesienie roweru po schodach. - To jest miejsce chronione i przeprowadzenie jakichkolwiek prac adaptacyjnych jest kosztowne i trudne. Dlatego schodzimy z rowerami tak, jak mieli schodzić żołnierze: klatką schodową jednego z obiektów bojowych baterii pancernej - wyjaśnia Studzińska.
Kto nie chce znosić własnego roweru, może wypożyczyć te, które czekają już na dole. Zdarzają się jednak tacy, którzy znoszą nawet własne rowery elektryczne, chociaż te są ciężkie i większe niż tradycyjne. Na samej trasie nie ma już większych podjazdów - przejazd jest na mniej więcej tym samym poziomie.
Przejażdżka odbywa się z przerwami. - W miejscach, które są atrakcyjne i warte zobaczenia, przewodnik zatrzymuje się i opowiada o nich. W niektórych miejscach nie ma posadzki betonowej i trzeba rower zostawić, by dojść do atrakcji obok. Ale są też dłuższe tunele do przejechania - opisuje nasza rozmówczyni. - Nie można tej trasy traktować jako miejsce tylko do jeżdżenia. To jest forma prezentacji i zwiedzania naszych obiektów, ale ponieważ na rowerach można dojechać szybciej, to można i zobaczyć więcej - dodaje.
W środku lata w bunkrach temperatura jesienno- wiosenna
Przed wycieczką do bunkrów warto pamiętać, że oprócz tego, że jest ciemno, jest też zimno. Temperatura przez cały sezon turystyczny utrzymuje się mniej więcej na poziomie 10 stopni, bez względu na to, jaka jest na zewnątrz - trzeba się więc ciepło ubrać.
- Na wycieczce rowerowej, gdzie jesteśmy w ruchu, chłód tych betonowych konstrukcji czujemy jeszcze bardziej. W każdym momencie sezonu musimy być gotowi na pogodę jesienno-wiosenną. Nigdzie jednak nie jeździmy w wodzie, więc obuwie może być normalne, ale pełne [nie klapki czy sandały - red.]. Cyklistom przydają się rękawiczki - radzi Studzińska.
W podziemiach zaskoczyć nas może szczególna akustyka i oczywiście nie ma tam też zasięgu. Za to czasem wycieczka piesza może się spotkać z rowerową. - Osobiście bardzo lubię takie spotkania. Fajnie jest, idąc z wycieczką pieszą, usłyszeć, że w oddali coś się dzieje, potem zobaczyć światło migające w tej kompletnej ciemności, a potem zobaczyć grupę cyklistów, która przejedzie obok - przyznaje nasza rozmówczyni. - Dźwięk też rozchodzi się w sposób szczególny. Akustyka to ogromna atrakcja tych podziemi, stwarza taki tajemniczy i kompletnie inny nastrój - dodaje.
Miejsca na wycieczki rowerowe na Pętli Boryszyńskiej już się zapełniają
Sezon na zwiedzanie Pętli Boryszyńskiej ruszy 15 kwietnia. Są jeszcze miejsca na rowerowe wycieczki w tym terminie, ale miejsca na długie weekendy już się zapełniają. Zainteresowanie jest spore. - Reakcja na trasę rowerową jest bardzo dobra. Lubuskie w ogóle od jakiegoś czasu jest super miejscem do uprawiania aktywnej turystyki. Tutaj jeździć można nie tylko w podziemiach. Mamy bardzo dużo lasów, jezior. Ludzie często przyjeżdżają tu na wakacje rowerowe czy weekendy. Ta atrakcja rowerowa w podziemiach świetnie się w to wpisuje - podsumowuje Beata Studzińska.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Jesteś uważnym słuchaczem TOK FM i czytelnikiem tokfm.pl? Rozwiąż nasz test!
Źródło: TOK FM