,
Obserwuj
Lubuskie

Stworzyli wyjątkowe miejsce w Zielonej Górze. To tu ptaki odzyskują skrzydła

6 min. czytania
05.04.2025 17:15
Ptasi Azyl to wyjątkowe miejsce, gdzie każdego dnia toczy się walka o życie i zdrowie dzikich ptaków. Ośrodek rehabilitacji w Zielonej Górze przyjmuje setki skrzydlatych pacjentów rocznie - od miejskich gołębi po majestatyczne bieliki. - Nic nie daje większej satysfakcji niż moment, gdy ptak rozpościera skrzydła i odlatuje - opowiada Ewa Burda, kierowniczka Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt.
|
|
fot. Pawel Wodzynski/ EAST NEWS
  • Każdy ptak przechodzi indywidualny proces leczenia i przygotowania do powrotu do natury. Od piskląt wymagających karmienia co kilkanaście minut po drapieżniki uczące się latania w specjalnych wolierach.
  • Opieka nad setkami ptaków to nie tylko leczenie, ale także sprzątanie, karmienie, interwencje w terenie i odbieranie dziesiątek telefonów.
  • My też możemy wesprzeć dzikie ptaki, zapewniając im dostęp do wody, sadząc rośliny owocowe czy ograniczając wypuszczanie kotów na zewnątrz w sezonie lęgowym.

W Zielonej Górze działa miejsce, gdzie każdego dnia toczy się walka o życie dzikich ptaków. Ptasi Azyl to ośrodek rehabilitacji, który przyjmuje setki skrzydlatych pacjentów rocznie - od miejskich gołębi po majestatyczne bieliki. Każdy przypadek to inna historia, ale cel zawsze pozostaje ten sam: przywrócenie ptakom zdrowia i szansy na życie w naturze. Praca w azylu to jednak nie tylko ratowanie zwierząt, lecz także edukowanie i uświadamianie mieszkańcom, jak ważna jest odpowiedzialna pomoc. O tym, jak wygląda codzienność w ośrodku, z jakimi wyzwaniami mierzą się jego pracownicy i co każdy z nas może zrobić, by pomóc ptakom - opowiada tokfm.pl Ewa Burda, kierowniczka Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Zielonej Górze.

Ptasi Azyl - mały ośrodek z wielką misją

Jeszcze kilkanaście lat temu w Zielonej Górze brakowało miejsca, w którym można by pomóc rannym dzikim zwierzętom. Istniał co prawda ośrodek poza miastem, jednak w samym mieście nie było placówki, do której mieszkańcy mogliby przywozić poszkodowane zwierzęta. Wraz ze wzrostem świadomości społecznej narodziła się potrzeba stworzenia takiego miejsca. - W 2015 roku, dzięki budżetowi obywatelskiemu, pojawiła się możliwość sfinansowania ośrodka - wspomina Ewa Burda. - Rok później, w 2016 roku, placówka zaczęła swoją działalność, koncentrując się na rehabilitacji i leczeniu ptaków - dodaje. Dziś Ptasi Azyl funkcjonuje na pełnych obrotach. W sezonie, gdy liczba ptasich pacjentów rośnie z dnia na dzień, wszystkie woliery są zapełnione. Mimo ograniczonych zasobów, ośrodek dokłada wszelkich starań, aby pomóc jak największej liczbie skrzydlatych mieszkańców. - Niestety, niektóre urazy są zbyt poważne, by ptaki mogły wrócić na wolność. W takich sytuacjach przekazujemy je do innych ośrodków, z którymi współpracujemy. Tam mogą bezpiecznie spędzić resztę swojego życia - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Jeszcze kilka lat temu ośrodek rehabilitacji ptaków w Zielonej Górze przyjmował niewiele ponad sto zwierząt rocznie. Dziś ta liczba jest niemal czterokrotnie większa, a przyczyny urazów są bardzo różne. - Ptaki szponiaste, takie jak myszołowy czy jastrzębie, często mają uszkodzone skrzydła lub trafiają do nas zatrute. Miejskie gatunki, np. kawki i wróblaki, zazwyczaj są ofiarami kolizji z samochodami czy ze szklaną infrastrukturą - wyjaśnia Ewa Burda. Dużym problemem jest także niepotrzebne zabieranie podlotów, które nie wymagają pomocy, ale są zabierane przez ludzi z obawy, że zostały porzucone. - W okresie lęgowym dostajemy wiele zgłoszeń o rzekomo osieroconych ptakach, choć w rzeczywistości ich rodzice nadal się nimi opiekują - dodaje kierowniczka Ptasiego Azylu.

Przeczytaj:

Jaja nad obwodnicą. Wygrają ptaki czy drwale?

Droga do wolności - jak wygląda rehabilitacja dzikich ptaków?

Każdy ptak, który trafia do ośrodka, wymaga indywidualnego podejścia. - Jeśli to młody ptak, który jeszcze nie jest samodzielny, karmimy go do momentu, aż zacznie sam pobierać pokarm. Później trafia do woliery, gdzie uczy się samodzielności. Gdy widzimy, że jest gotowy i zaczyna być niespokojny, wypuszczamy na wolność - tłumaczy Ewa Burda. Ptaki miejskie często wypuszczane są w pobliżu ośrodka, tak by mogły wrócić po pokarm, jeśli początkowo sobie nie radzą. Z kolei ptaki drapieżne lub wymagające dużej przestrzeni, pracownice Ptasiego Azylu wywożą w ich naturalne środowisko. Nie wszystkie wracają do natury od razu. Niektóre, zwłaszcza po ciężkich urazach skrzydeł, muszą najpierw ćwiczyć latanie w wolierach. - Czasami zdarza się, że ptak nie chce polecieć. Wówczas wraca do ośrodka i próbujemy ponownie za kilka tygodni. Zwykle po drugiej lub trzeciej próbie wybiera wolność – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Najwięcej pacjentów stanowią gołębie miejskie, głównie ze względu na ich liczebność oraz bliski kontakt z ludźmi. - Gołębie nie boją się człowieka, dlatego łatwo zauważyć, gdy któryś jest ranny lub osłabiony. Mieszkańcy często przynoszą też kawki, wróble czy jerzyki - wylicza Ewa Burda. Są lata, kiedy pod opiekę trafia kilka bielików, a innym razem ani jeden. Wszystko zależy od sezonu i okoliczności. - Ptakom żyjącym w miastach łatwiej pomóc, bo ludzie mają z nimi styczność. Gatunki leśne czy polne są trudniejsze do znalezienia, więc rzadziej do nas trafiają - tłumaczy kierowniczka Ptasiego Azylu. - Obecnie mamy pod opieką m.in. dwie kawki, kruka, myszołowa, gołębie i kosa. Nasza przestrzeń jest ograniczona, dlatego musimy priorytetowo traktować ptaki, które mają szansę na powrót do natury - podkreśla.

Życie na pełnych obrotach - dzień pracy w Ptasim Azylu

Praca w Ptasim Azylu to nieustanna walka o zdrowie i życie skrzydlatych pacjentów. - Zimą mamy nieco mniej obowiązków, ale latem to praca od świtu do zmierzchu - przyznaje Ewa Burda. - Niektóre pisklęta muszą jeść co 20 minut, a to oznacza, że czasem nawet po godzinach wracamy, by je nakarmić - dodaje. Dzień w azylu rozpoczyna się od sprawdzenia stanu pacjentów, karmienia i zmiany wody. Następnie przychodzi czas na sprzątanie wolierów i przygotowanie kolejnych posiłków. - Mieliśmy kiedyś przypadek, gdy w jednym momencie trafiło do nas 40 młodych szpaków. Każdego trzeba było nakarmić, co zajmowało bardzo dużo czasu. A oprócz nich mieliśmy jeszcze innych pacjentów - opowiada nasza rozmówczyni. Rutynowe czynności często przerywają nowe zgłoszenia. Czasem chodzi o ranne ptaki po kolizjach z szybami, innym razem o osłabione, odwodnione pisklęta znalezione na chodniku. Każdy przypadek wymaga indywidualnego podejścia i szybkiej reakcji. - To praca wymagająca cierpliwości i zaangażowania, ale nic nie daje większej satysfakcji niż moment, gdy wyleczony ptak rozpościera skrzydła i odlatuje w stronę wolności - podsumowuje kierowniczka azylu.

Zobacz:

Bociany w kłopocie? 'Widać, że dzieje się coś niepokojącego'

Walka o skrzydlatych pacjentów - wyzwania i potrzeby Ptasiego Azylu

Ośrodek w Zielonej Górze każdego roku przyjmuje setki poszkodowanych ptaków. Jednak oprócz leczenia i opieki, równie ważnym aspektem działalności azylu jest edukacja społeczeństwa. - Największym wyzwaniem jest uświadamianie ludzi, że nie każdy znaleziony ptak potrzebuje pomocy. Najczęściej do ośrodka trafiają podloty, czyli młode ptaki, które dopiero uczą się latać. Ich obecność na ziemi jest całkowicie naturalna, a zabranie ich do azylu często przynosi więcej szkody niż pożytku - mówi Ewa Burda. I apeluje, by przed podjęciem decyzji o zabraniu ptaka najpierw skonsultować się telefonicznie z azylem.

- Rodzice ptaków zawsze będą lepszymi opiekunami niż człowiek - podkreśla nasza rozmówczyni. Dlatego warto kilka razy się zastanowić, zanim podejmiemy działania. Kolejnym zagrożeniem dla ptaków są kolizje z przeszkleniami. - Na szczęście rośnie świadomość na temat zabezpieczania szyb i szklanych budynków. Dzięki fundacji szklanepulapki.pl liczba urazów spowodowanych zderzeniami z nimi stale się zmniejsza - dodaje.

Nie trzeba pracować w azylu, by przyczynić się do ochrony ptaków. Każdy z nas może zrobić coś dobrego we własnym ogrodzie lub na osiedlu. - Najprostsza i najważniejsza forma pomocy to zapewnienie ptakom dostępu do wody. Ustawianie i uzupełnianie poidełek. Zwłaszcza latem, gdy upały sprawiają, że naturalne źródła wody wysychają - podkreśla Ewa Burda. Zamiast tradycyjnego dokarmiania w karmnikach - od którego powoli się już odchodzi - specjaliści zalecają sadzenie rodzimych krzewów owocowych, które zapewniają ptakom naturalne pożywienie. Istotną kwestią jest także ograniczenie wypuszczania kotów na zewnątrz w okresie lęgowym.

Czytaj:

Wyrok śmierci na zwierzęta z Redzikowa. 'Amerykańskie wojsko boi się sarny?'

Ptasia misja - między wdzięcznością a niezrozumieniem

Wsparcie społeczne dla Ptasiego Azylu w Zielonej Górze jest różne. - Mamy wielu sprzymierzeńców, ale zdarzają się też osoby, które nas krytykują - przyznaje kierowniczka azylu. - Nie wszyscy rozumieją, że nie zawsze możemy przyjąć każde zwierzę czy odebrać telefon. Czasami odmawiamy przyjęcia podlotów, które powinny zostać pod opieką rodziców, a to budzi nieprzychylne komentarze - dodaje. Jednak są też ludzie, którzy regularnie przynoszą ranne ptaki i okazują wdzięczność. - Cieszy nas, gdy widzimy, że ktoś rozumie, jak ważna jest ta praca - mówi.

Najbardziej wyjątkowe chwile? - Zawsze wzrusza mnie moment wypuszczenia ptaka na wolność. Szczególnie zapamiętałam samicę bielika, której założono logger GPS. Mogliśmy później śledzić jej trasę i widzieć, jak wraca do natury - opowiada. Najtrudniejsza część tej pracy to bezradność wobec śmierci. - Wiele ptaków trafia do nas w stanie, który nie pozwala na ratunek. Czasem musimy podjąć decyzję o eutanazji - mówi Ewa Burda. - Ale kiedy uda się uratować ptaka i zobaczyć, jak odlatuje, wiemy, że było warto - podsumowuje.

Posłuchaj: