Taki może być finał afery z księdzem z Grojca. "O tym proboszcz nie pomyślał"
- Jest ważniejsze dobro, o którym były proboszcz nie pomyślał, czyli dalsze trwanie parafii i dobre funkcjonowanie wspólnoty. Kłopot może być tak duży, że parafianie mogą powiedzieć: "Nie zgadzamy się na nowego proboszcza", "Nie chcemy, będziemy go sabotowali" - tak oświadczenie ks. Józefa Zborka komentuje w rozmowie z tofkm.pl dominikanin o. Paweł Gużyński.
- Były proboszcz parafii w Grojcu wydał oświadczenie;
- Wskazał na przyczyny odwołania;
- Co dalej z księdzem i parafią? Tokfm.pl zapytał o to o. Pawła Gużyńskiego.
Na stronie parafii pw. św. Wawrzyńca opublikowano oświadczenie księdza Józefa Zborka, który w zeszłym tygodniu został odwołany z funkcji proboszcza.
"Wiem, że z powodów obiektywnych nie są wam znane powody mojego odejścia z Parafii w Grojcu. Ksiądz biskup Roman Pindel uważa, że jedynie ja mogę wyjawić te przyczyny. Czując się zatem w obowiązku, chciałbym w skrócie przedstawić to, co tak naprawdę się wydarzyło" - napisał ksiądz Zborek.
Wskazał, że biskup w 2024 r. podjął decyzję o wszczęciu przeciwko niemu administracyjnego procesu karnego. Został oskarżony o popełnienie przestępstwa - czerpania korzyści z ofiar mszalnych i zniszczenie księgi intencji mszalnych. Za pierwszy czyn otrzymał karę pozbawienia urzędu proboszcza, za drugi - nakaz zapłacenia grzywny w wysokości 5 tysięcy złotych.
"Dykasteria ds. Duchowieństwa, do której się odwołałem, podtrzymała powyższą decyzję. Natomiast Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej, pomimo początkowego dopuszczenia mojego odwołania od dekretu Dykasterii do rozpoznania, następnie jednak umorzył postępowanie, lecz wyłącznie ze względów formalnych" - przekazał duchowny w oświadczeniu.
Przyznał, że decyzja biskupa o pozbawieniu urzędu proboszcza parafii w Grojcu jest dla niego niezrozumiała. Jak napisał, nie wie, jakie korzyści miał czerpać ze mszy binowanych i trynowanych, czyli drugiej i trzeciej mszy świętej odprawianej przez tego samego księdza w danym dniu (zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, wymaga to zgody biskupa).
Jak wskazał, "z uzasadnienia, jakie daje Dykasteria ds. Duchowieństwa, wynika, że za korzyść należy uznać przekazywanie stypendiów z mszy na rzecz prac, które były wykonywane w parafii w Grojcu". "Stypendia z mszy binowanych i trynowanych przekazywałem do kurii. Mam poczucie, że w moim przypadku w prowadzonym postępowaniu zasada domniemania niewinności została zamieniona na zasadę domniemania popełnienia przestępstwa. Jako kapłan pozostaję synem Kościoła i z szacunkiem odnoszę się do władzy biskupa" - podsumował.
Ojciec Gużyński komentuje oświadczenie księdza z Grojca
Jak przyznaje ojciec Paweł Gużyński to, że występują napięcia, różnice zdań, wychodzą błędy w audytach i wizytacjach to "rzeczy ludzkie". - One się zdarzają wszędzie, także w Kościele i nie ma co udawać, że w Kościele wszystko idzie jak po sznurku. Ale kluczowy jest sposób, w jaki rozwiązujemy tego typu problemy. A w tym przypadku mamy napięcie pomiędzy subiektywnym poczuciem księdza proboszcza, że został skrzywdzony, a działaniami, które podjęła kuria i Stolica Apostolska - mówi dominikanin w rozmowie z tokfm.pl.
Tymczasem, przekonuje, tak, jak "w normalnym świecie" powinniśmy szanować wyroki sądów, nawet wtedy, kiedy "mamy poczucie, że coś zostało zrobione nie tak, jak trzeba”. - Jest ważniejsze dobro, o którym proboszcz nie pomyślał, czyli dalsze trwanie parafii i dobre funkcjonowanie wspólnoty. Kłopot może być tak duży, że parafianie mogą powiedzieć: "Nie zgadzamy się na nowego proboszcza", "Nie chcemy, będziemy go sabotowali". W skrajnej sytuacji, miejmy nadzieję, że do niej nie dojdzie, może być nawet tak, że biskup nie będzie miał wyjścia i będzie musiał zamknąć parafię. Nie będzie sposobu, by dojść do porozumienia - wskazuje.
Ocenia też, że nie ma możliwości, by proboszcza przywrócić, bo sprawy poszły za daleko. Czytaj: oparły się o Watykan. I dodaje, że choć od decyzji biskupa, zależało jaką rolę ksiądz Zborek będzie dalej pełnił w diecezji, to wiadomo było, że duchowny zostanie przeniesiony.
- Nie mógłby tam zostać, bo to by było samobójstwo. Jak patrzymy na to, co mówi proboszcz i zostawiamy go na miejscu, to oznaczałoby tylko jedno: źródło nieustannych napięć. Jak granat z odbezpieczoną zawleczką. Jeszcze nie raz mógłby wybuchnąć - mówi o. Paweł Gużyński.
Z informacji medialnych wynika, że ksiądz Zborek, po odwołaniu z Grojca, wrócił w rodzinne strony, czyli okolice Jabłonki, orawskiej wsi w powiecie nowotarskim.
"Zdanie przeciwko zdaniu"
Dominikanin zwraca też uwagę na inną kwestię: reakcję kurii.
- Biskup, kiedy po raz pierwszy zorientował się, że są rzeczy, które mu się nie podobają w sposobie postępowania księdza proboszcza, już powinien rozmawiać z parafianami, być w stałym kontakcie. Tego nie zrobiono. Poszło po linii typowej dla księży, czyli czysto prawnej: mamy wyrok, więc sprawa zakończona. Ale to nie jest koniec, bo proboszcz jest osadzony w swojej parafii, jest ważną częścią wspólnoty parafialnej i nie można tej wspólnoty parafialnej pomijać - zastrzega.
Efekt? Jak podkreśla o. Gużyński, sprawa została sprowadzona do skrajności, że mamy zdanie przeciwko zdaniu i publiczną kłótnię. - Jeśli chodzi o karę finansową, to do przełknięcia. Dotkliwą karą dla księdza, czemu zresztą daje wyraz, jest to, że już proboszczem nie będzie - dopowiada nasz rozmówca.
O. Gużyński apeluje na koniec o otwartą rozmowę, jak zreformować sposób i kulturę sprawowania władzy w Kościele. Powinna bardzo wyraźnie uwzględniać rolę wiernych świeckich i traktowanie ich w sposób "absolutnie partnerski i podmiotowy". Bez tego typu podejścia podobne i silniejsze napięcia będą się powtarzały, przestrzega.
- W tej konkretnej sytuacji mleko się rozlało. Nie ma dobrego wyjścia i ma to swoje konsekwencje zarówno po stronie wiernych parafii i proboszcza, jak i po stronie kurii. Nie znajdziemy dobrego rozwiązania. Teraz będziemy musieli tylko amortyzować skutki i naprawiać to, co zepsuliśmy - kwituje w tokfm.pl.
Źródło: TOK FM