,
Obserwuj
Polityka

Dziennikarka nie zostawia suchej nitki na Kołodziejczaku. "Wszystkie granice zostały przekroczone"

3 min. czytania
13.10.2026 19:43

Dominika Długosz nie kupuje linii obrony Michała Kołodziejczaka i Krzysztofa Rutkowskiego po ujawnieniu afery wokół byłego wiceministra. - Wydaje mi się, że to jest absurdalne w obliczu tych nagrań, które słyszeliśmy. I za każdym razem, jak taka historia się pojawia, to ja się zastanawiam: Typie, naprawdę chcesz, żebyśmy wszyscy uwierzyli, że teraz sobie przypomniałeś, że byłeś szantażowany, że teraz nagle to wiesz? - pytała w TOK FM dziennikarka "Newsweeka".

Michał Kołodziejczak
Michał Kołodziejczak
fot. Adam Chełstowski/Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O co chodzi w aferze wokół Michała Kołodziejczaka?
  • Czy jego linia obrony jest wiarygodna?
  • Dlaczego sprawą zajmuje się Krzysztof Rutkowski?
  • Jaki błąd ws. Kołodziejczaka popełnił Donald Tusk?

Michał Kołodziejczak jest pod lupą prokuratury. Byłe współpracownice polityka zarzucają mu przemocowe i agresywne zachowania, a także nakłanianie do zażywania narkotyków. We wtorek Kanał Zero opublikował relacje kolejnych kobiet. W związku z doniesieniami były wiceminister rolnictwa został zawieszony w klubie parlamentarnym Koalicji Obywatelskiej.

- To jest taka historia, z której nagrania są tak bardzo przerażające, że właściwie one chyba same się komentują. Miałam sporą trudność z wysłuchaniem tego wszystkiego - mówiła w "Wywiadzie Politycznym" w TOK FM Dominika Długosz z “Newsweeka”.

Afera wokół Michała Kołodziejczaka. "Wszystkie granice zostały przekroczone"

Jak dodała, "w przypadku Michała Kołodziejczaka wszystkie granice zostały przekroczone". - Natomiast, moim zdaniem, to co Kołodziejczak w tej chwili robi, jest jeszcze pójściem krok dalej. Bo nie usłyszeliśmy “przepraszam”, nie usłyszeliśmy: “zrzekam się mandatu”, nie usłyszeliśmy właściwie niczego. Zobaczyliśmy detektywa Rutkowskiego wynajętego przez pana Kołodziejczaka do tej sprawy, nie bardzo wiem w jakiej roli - wskazała rozmówczyni Karoliny Lewickiej.

W jej ocenie jednak kabaret, w jaki poszedł Kołodziejczak z Krzysztofem Rutkowskim, jest przemyślany. - To zaplanowana strategia. Mam wrażenie, że została tutaj bardzo odciągnięta uwaga, bo nagle masa komentarzy skupia się wokół Rutkowskiego a nie na meritum - wskazała Długosz.

Kołodziejczak złożył z Rutkowskim zawiadomienie do ABW, przekonując, że polityk padł ofiarą pomówień i szantażu. Rutkowski przekonywał też w Sejmie, że kobiety uwiodły byłego wiceministra i potem go szantażowały, chcąc osiągnąć korzyści finansowe. - Wydaje mi się, że to jest absurdalne w obliczu tych nagrań, które żeśmy słyszeli. I za każdym razem jak taka historia się pojawia, to ja się zastanawiam: Typie, naprawdę chcesz, żebyśmy wszyscy uwierzyli, że teraz sobie przypomniałeś, że byłeś szantażowany, że teraz nagle to wiesz? - pytała retorycznie dziennikarka.

I przypomniała, że doniesienia o tym, że Kołodziejczak ma pewne problemy pojawiły się już rok temu w reportażu portalu Goniec. - Nie przypadkiem on przestał być wiceministrem rolnictwa. Przestał, dlatego że doniesienia z ministerstwa rolnictwa brzmiały bardzo podobnie - że nie da się z nim pracować (...). Oni mu naprawdę nie dawali żadnych zadań, on tam siedział w tym resorcie i nie robił nic. Dlatego, że oni uważali, że on nie jest w stanie odpowiadać za żadną gałąź w tym ministerstwie. Więc przyjeżdżał, siedział i tyle - relacjonowała.

Redakcja poleca

Sprawa Kołodziejczaka i błąd Donalda Tuska

W ocenie Długosz, "to błąd Donalda Tuska", że w 2023 roku wziął na listę kogoś, kogo nie znał, bo liczył, że zagospodaruje mu pewien elektorat buntu. - Rozmawiałam z osobami, które towarzysko czy prywatnie znają Michała Kołodziejczaka i one wszystkie mówią, że to się wydarzyło po tym, jak dorwał się do tej wielkiej polityki. To wszystko złe co jest w Kołodziejczaku, ujawniło się w momencie kiedy został posłem, został wiceministrem - opisywała.

Jak przypomniała Karolina Lewicka, jednak już wtedy w 2023 roku pojawiały się wypowiedzi, że Kołodziejczak jest ryzykownym wyborem, bo to człowiek niesterowalny, który może kiedyś spowodować jakieś straty wizerunkowe, bo nie wiadomo, z czym wyskoczy.

- No i trzy lata później jesteśmy dokładnie w tym miejscu. I to jest odpowiedzialność Donalda Tuska. I jak na tak doświadczonego polityka, tak doświadczonego lidera partii było to potwornie ryzykowne, żeby brać gościa, którego się nie zna, na którego nie ma się żadnego trzymania. Bo też prawdą jest, że Kołodziejczak nie jest członkiem Koalicji Obywatelskiej, startował z jej list, ale nic mu nie można zrobić. Nie można mu powiedzieć oddaj mandat, bo on go nie odda. Nie jest to gość, któremu Donald Tusk może w tej chwili zrobić cokolwiek. On będzie się rękami i nogami bronił - zauważyła Długosz.

- A przypomnę, że zaledwie rok temu była awantura o to, że pan Kołodziejczak ma wykształcenie z Collegium Humanum. I to są wszystko skutki decyzji Donalda Tuska. Przy czym oczywiście nie oskarżam Donalda Tuska o to, że jego sprawą jest to, czy pan Kołodziejczak bierze narkotyki i z iloma kobietami i w jaki sposób uprawia seks - skwitowała dziennikarka “Newsweeka”.

Źródło: TOK FM