Beata Szydło postanowiła "umierać za Małopolskę". To zdradza jej polityczne plany
Impas w małopolskim sejmiku trwa. Łukasz Kmita mimo tego, że był jedynym zgłoszonym kandydatem dysponującego większością Prawa i Sprawiedliwości, już po raz drugi nie został wybrany na nowego marszałka województwa. Za jego kandydaturą opowiedziało się w środowym tajnym głosowaniu 17 spośród 38 obecnych radnych, a 19 radnych było przeciw. Dwa głosy były nieważne.
Nierozstrzygający wynik głosowania oznacza, że w gronie małopolskich radnych są osoby, które zagłosowały wbrew rekomendacji Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS namaścił Kmitę na marszałka w nagrodę za start w wyborach prezydenckich w Krakowie, które - jak wiemy - skończyły się zwycięstwem kandydata Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Miszalskiego. Trzecia próba przeforsowania Łukasza Kmity jako nowego marszałka Małopolski planowana jest na 1 lipca. Jeśli znów się to nie uda, mieszkańców Małopolski czekają przyspieszone wybory.
Szkolne wycieczki tylko dla wybrańców? Burza wokół nowego pomysłu Nowackiej
PiS w Małopolsce nie pomógł nawet Kaczyński. 'Zderzenie dwóch perspektyw'
W ocenie dziennikarki Zuzanny Dąbrowskiej nieciekawa sytuacja PiS w Małopolsce to skutek "zderzenia się dwóch perspektyw: lokalnej i krajowej". - Małopolska to województwo, w którym PiS jest niesłychanie silny. Myślę, że radni wojewódzcy mają wrażenie, że są o wiele silniejsi, niż wynikałoby to z układu krajowego, widzą rzeczy z wyłącznie własnej perspektywy, pewnego interesu politycznego, przeforsowywania własnych układów i nie zastanawiają się nad tym, co to oznacza dla PiS w skali krajowej - skomentowała w "Poranku Radia TOK FM" wicenaczelna Polskiej Agencji Prasowej.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Kaczyński, widząc, co dzieje się w Małopolsce, we wtorek przyjechał do Krakowa z Warszawy i pojawił się na spotkaniu, dotyczącym strategii głosowania. Ale nawet to nie pomogło. - To dla niego bardzo zła wiadomość, bo to oznacza jawny bunt. Wydawało się, że był taki moment, że odbędą się negocjacje i ci, którzy się nie zgadzają na kandydata z centrali, dostaną coś, co mogłoby ich przywrócić do pionu. Ale tak się nie stało. Czyli to jest bunt podwójny, bo nie zadziałał ani autorytet, ani negocjacje - analizowała gościni Karoliny Lewickiej.
Jak wskazał drugi z komentatorów, prof. Cezary Obracht-Prondzyński, w małopolskim sejmiku mamy do czynienia nie z dwoma - jak mówiła Dąbrowska - a z trzema elementami układanki. - Jest napięcie w trójkącie. Jeden jego wierzchołek oznacza partyjność, która zakłada dyscyplinę, zwarte szeregi i rozstrzygający głos prezesa. Ten wierzchołek do tej pory działał absolutnie skutecznie, ale dziś dobija się drugi, czyli regionalność. Bo nie wszystko rozstrzyga się w centrum - nie jest tak, że dyrektywa partyjna idzie z góry, a na dole wszyscy to "ruki pa szwam" (stanęli na baczność - red.) i jest załatwione - mówił w TOK FM kierownik Zakładu Antropologii Społecznej w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego.
'Chcę Tuska na kajaku, a nie billboardów za miliony'. Rozpacz w Białowieży
Ale - podkreślił ekspert - "okazuje się, że ani partyjność, ani regionalność nie jest rozstrzygająca, bo jest jeszcze trzeci wierzchołek - koteryjność, czyli czynnik ludzki". - Tam działają emocje na zasadzie: "Gościu był wredny i paskudny, traktował nas z buta, nie podawał ręki". I jak przyszedł na spotkanie i zapytał, jaki jest problem, to oni mu powiedzieli: "Pan jesteś problemem, pan jesteś niewybieralny, bo pan jesteś, jaki jesteś". I Jarosław - największy z prezesów - nagle zderzył się z niespotykanym dla siebie mechanizmem społeczno-politycznym, bo wydawało mu się, że jak przyjedzie Mahomet do góry, to wszystko będzie załatwione, a okazało się, że nie jest. Ten mechanizm to przestroga dla wszystkich innych Mahometów w polskiej polityce, że to wcale nie musi tak działać, jakby sobie wyobrażali - tłumaczył prof. Cezary Obracht-Prondzyński.
Wśród polityków PiS, którzy nie widzą Łukasza Kmity w roli marszałka małopolskiego sejmiku, jest Beata Szydło. Frakcja wywodzącej się z tego regionu byłej premier wolałaby, by to stanowisko zajął Witold Kozłowski.
Zaskakujący pomysł na przesłuchanie Ziobry. 'Komisja nie jest nieludzka'
Beata Szydło "w kolejce do walki o schedę"
Szydło ma powody do niezadowolenia, została brutalnie pozbawiona przez Jarosława Kaczyńskiego złudzeń odnośnie jej kandydatury na prezydenta RP. Powód jest prosty - Szydło jest kobietą, a w sytuacji wojny za naszą wschodnią granicą - zdaniem prezesa PiS - lepiej jako kandydat na prezydenta sprawdzi się mężczyzna. Nie bez znaczenia są również plotki, jakoby Beata Szydło miała zostać pozbawiona funkcji wiceprezeski PiS.
Zdaniem Zuzanny Dąbrowskiej bunt byłej szefowej rządu sporo mówi o jej politycznych planach. - Beata Szydło nagle postanowiła "umierać za Małopolskę" i być twarzą tej niezgody. To sygnał do tego, że ustawiła się w kolejce do walki o schedę polityczną po Kaczyńskim. Być może na fali niezadowolenia z rządów centrali i regionalnej odnowy będzie chciała przejąć to, co zostanie po PiS i pokazać, że cały czas jest ważną polityczką. Szydło wyrasta dla wielu polityków PiS na taką odnowicielkę i siłę, na którą można w partii liczyć - argumentowała gościni TOK FM.