,
Obserwuj
Mazowieckie

Pierwsze uniewinnienia po Tęczowej Nocy w Warszawie. "Sąd powiedział, że protest nie musi być grzeczny"

3 min. czytania
07.07.2023 12:01
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uniewinnił dwie osoby oskarżone o udział w zbiegowisku w tzw. Tęczową Noc. Chodzi o wydarzenia, do których doszło na ulicach Warszawy 7 sierpnia 2020 roku, po zatrzymaniu aktywistki Kolektywu Szpila - Margot. Jej aresztowanie spowodowało protesty na ulicach stolicy.
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Margot to osoba niebinarna. Jest aktywistką działającą m.in. na rzecz środowiska LGBT. Blisko trzy lata temu została aresztowana, bo - zdaniem śledczych - 'wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami' uszkodziła samochód należący do Fundacji Pro - Prawo do życia. Miała przeciąć opony i plandekę, urwać lusterko i tablicę rejestracyjną, a także ubrudzić auto farbą. Została wypuszczona po trzech tygodniach.

Decyzja o jej aresztowaniu wywołała protesty na ulicach Warszawy. Manifestanci przeszli sprzed siedziby Kampanii Przeciw Homofobii na Krakowskie Przedmieście i przed komendę na Wilczą. Policja zatrzymała wtedy 49 osób. Większość ostatecznie wyszła z tego bez procesów, ale przeciwko szóstce uczestników skierowano do sądu akty oskarżenia. Postawiono im zarzuty udziału w zbiegowisku, podczas którego - wspólnymi siłami - mieli się dopuścić gwałtownego zamachu na mienie.

Dwie z sześciu oskarżonych osób właśnie zostały uniewinnione. Sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku nie pozostawił złudzeń. Powiedział jasno, że na Krakowskim Przedmieściu miało miejsce spontaniczne zgromadzenie w obronie praw osób LGBT. Podkreślił przy tym kontekst polityczny i społeczny, w szczególności polityczną nagonkę na osoby LGBT. W uzasadnieniu znalazło się też m.in. odniesienie do słów prezydenta Andrzeja Dudy z wiecu w Brzegu: 'To nie ludzie, to ideologia'. Samo zatrzymanie Margot sąd uznał za 'popisowe, mające uwidocznić bezwzględność w działaniu'.

Jedną z uniewinnionych reprezentowała przed sądem mecenas Agata Bzdyń. - Reprezentuję Zosię, która była jedną z osób, które siedziały na bruku, przed samochodem, w którym znajdowała się Margot. Wykrzykiwała swoją złość na sytuację, w której znalazły się osoby LGBT i uczestniczyła aktywnie w tym zgromadzeniu właśnie w taki sposób - mówi adwokatka.

- Zosia nie robiła nic innego. Prokuratura uznała jednak, że do postawienia zarzutów wystarczy sam fakt, że inne osoby dopuszczały się np. zamachu na mienie. W tym przypadku nie chodziło o jakiś indywidualny akt wandalizmu czy indywidualne działania tej konkretnej osoby, ale o udział w zgromadzeniu, które samo w sobie miało taki cel - dodaje nasza rozmówczyni.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Sąd nie zgodził się z argumentacją śledczych. - Uznał, że nie można sie zgodzić z taką kwalifikacją tego, co się tam działo. Podkreślił, że zachowanie oskarżonych nie wypełniło znamion zarzuconego im przestępstwa. Wręcz przeciwnie. Wskazał, że zgromadzenie było spontaniczne - w reakcji na to, co działo się z osobami LGBT. Sąd wziął pod uwagę, kim była Margot, co zrobiła, za co stanęła przed sądem i jakie były w tej sprawie wypowiedzi polityków - podkreśla mec. Bzdyń.

- Sąd dostrzegł, że dehumanizacja osób LGBT, która wychodziła od najwyższych władz państwowych, a także orzeczenie aresztu dla Margot, mogły wpłynąć na emocje protestujących. Uznał, że osoby mają prawo protestować. Podkreślił, że protest nie musi być grzeczny. Zwrócił też uwagę na zachowanie policjantów. Przychylił się do naszych - adwokatów - rozważań, które pokazywały, jak bardzo ci policjanci pokazywali swoją władzę. Zatrzymanie Margot, doprowadzenie jej do aresztu, nie musiało się odbyć w ten sposób. Nie musiało mieć formy spektakularnej akcji. I to też sąd wziął pod uwagę - wyjaśnia dalej prawniczka.

Jak informuje Kolektyw Szpila, w toku całego procesu, prokuratura nie pojawiła się na sali sądowej ani razu. Wyrok wydała sędzia Justyna Koska-Janusz, znana m.in. z tego, że pozwała ministra Zbigniewa Ziobrę i wygrała.

Tęczowa Noc a przemoc

Protesty w sprawie Margot i działania policji w tamtym czasie wywołały burzliwą debatę. Opublikowany w tej sprawie raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, który działa przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, wskazywał, że zatrzymani doświadczyli poniżającego, a w części przypadków - nieludzkiego traktowania.

"Wśród zatrzymanych znalazły się m.in. osoby, które nie uczestniczyły czynnie w zgromadzeniu, a także osoby przypadkowe, które deklarowały, że akurat w danym momencie wyszły np. do sklepu i wracały z zakupami. Przedstawiciele KMPT otrzymali informacje na temat brutalnego zachowania niektórych policjantów, w tym o pobiciu jednej z osób, z którymi rozmawiali, w radiowozie. Część osób zatrzymanych posiadała widoczne obrażenia na ciele" - napisano w raporcie.