Co dalej z neo-sędziami? Może nas czekać istny chichot historii
Łukasz Piebiak jest sędzią Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy. Widnieje na liście sędziów jako osoba orzekająca w Wydziale Gospodarczym. Wrócił do orzekania zgodnie z decyzją ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Za rządów PiS Piebiak był wiceministrem. Musiał odejść z resortu sprawiedliwości, po doniesieniach w sprawie afery hejterskiej, z którą był ściśle łączony.
Co z nim dalej będzie?
Dwa tygodnie temu Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało pomysł, jak rozstrzygnąć kwestię neosędziów. Ustalono, że neosędziowie stracą to, co zyskali za tzw. dobrej zmiany. Ale nie wszyscy. Mają być - zgodnie z propozycją - podzieleni na trzy grupy. Pierwsza to ci, którzy skończyli Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury i przeszli asesurę (to około 1500 osób). Te osoby dostaną status sędziów powołanych zgodnie z konstytucją.
Druga grupa to osoby, które dostały awans dzięki procedurze przed upolitycznioną KRS. - W tym przypadku zostaną wyszczególnione dwie grupy. Jedna grupa to osoby, które łączy coś, co nazwaliśmy „wspólnym przedsięwzięciem". W sposób świadomy, czasami nieświadomie i lekkomyślnie, brali udział w budowaniu porządku niedemokratycznego w Polsce - mówił minister Adam Bodnar na konferencji prasowej. Osoby te mają wrócić na wcześniej zajmowane stanowiska (np. z okręgu do rejonu) i dodatkowo mają mieć postępowania dyscyplinarne. Chodzi m.in. o członków KRS, prezesów czy wiceprezesów sądów - w sumie ok. 500 osób.
Trzecia grupa to osoby, które dostały awans od KRS „mając nieprzepartą wolę awansowania w strukturze sądownictwa". To sędziowie, którzy awansowali, a teraz będą mogli złożyć oświadczenie, że chcą wrócić "piętro niżej" i wrócą na poprzednio zajmowane stanowiska, bez dyscyplinarek. Jest ich ok. 900. - Jeśli złożą oświadczenie, że był to ich błąd życiowy, to wtedy dobrowolnie wracają do sądu, w którym wcześniej orzekali, ale w stosunku do nich nic się nie dzieje. Uznajemy, że są rozgrzeszeni - mówił Adam Bodnar.
Koncepcja została oficjalnie ogłoszona na głośnym spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem, dużą grupą sędziów i przedstawicielami organizacji pozarządowych. Po spotkaniu ogłoszono publicznie, że doszło do porozumienia. Mówili o tym m.in. sędziowie z 'Iustitii', ale też przedstawiciele Wolnych Sądów, prokuratury czy adwokatury. Tyle że, jak mówią nam inni prawnicy - przedstawiciele części organizacji, które też na tym spotkaniu były - "porozumienie" to stanowczo za duże słowo. Bo zastrzeżeń i wątpliwości do zaproponowanej koncepcji jest wiele.
Czy ustawa obejmie Łukasza Piebiaka?
Zdaniem prawników z którymi rozmawiamy, w tym Krzysztofa Izdebskiego z Fundacji Batorego, Piebiak jest przykładem osoby, która tej ustawie jednak podlegać nie będzie. Bo formalnie nie jest neosędzią.
- To nieprawda - odpowiada sędzia Marta Kożuchowska - Warywoda, dyrektor Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jak tłumaczy, ustawa obejmie wszystkich, którzy przyczynili się do niszczenia praworządności w Polsce, łącznie z tymi, którzy neosędziami nie zostali. - Chodzi m.in. o sędziów takich jak sędzia Maciej Mitera, który był członkiem Krajowej Rady Sądownictwa, był jej rzecznikiem prasowym, więc - biorąc pod uwagę sposób powołania tego organu, bez większych zastrzeżeń możemy przyjąć, że mieścił się w grupie osób, które przyczyniły się do niszczenia praworządności. Z kolei pan Łukasz Piebiak był kandydatem na członka KRS, choć ostatecznie nie został wybrany do tej rady - tłumaczy pani sędzia.
Jak dodaje, w całej koncepcji chodzi o to, aby osoby, które brały udział w niszczeniu państwa prawa, nie pozostały bezkarne. - Założenia tej ustawy zostały tak przygotowane i mają takie różne bezpieczniki, by nie było zagrożenia, aby ktoś, kto brał udział w tym wspólnym przedsięwzięciu polegającym na niszczeniu praworządności w sposób aktywny i ktoś, kto czerpał z tego wymierne korzyści finansowe, odpowiedzialności za to nie podlegał - tłumaczy dyrektor Departamentu Kadr i Organizacji Sądownictwa. - Z całą pewnością pan Łukasz Piebiak będzie tej ustawie podlegał - dodaje gościni TOK FM.
Skąd zatem głosy, że ustawa go nie obejmie? Prawdopodobnie głównie stąd, że na razie nie widzieliśmy projektu tej ustawy - wiemy jedynie, że dokument ma określić status neosędziów. Prawnicy, na spotkaniu z ministrem Bodnarem, zobaczyli jedynie założenia całej koncepcji. Na realny projekt wciąż czekamy. Sędzia Kożuchowska - Warywoda zapewnia, że ustawa obejmie wszystkich, którzy mieli wpływ na to, jak niszczono demokratyczne państwo prawa.
Zastrzeżenia i wątpliwości - jakie?
Prawnicy, którzy zgłaszają wątpliwości do koncepcji zmian, pytają m.in. o to, czy neosędziowie nie będą przypadkiem podwójnie karani za zło z czasów rządów PiS? Chodzi o to, że z jednej strony mają być cofnięci na poprzednie stanowiska, szczebel niżej, a z drugiej - część z nich ma też podlegać odpowiedzialności dyscyplinarnej. - Te wątpliwości są poważne i dosyć daleko idące - mówi Maciej Nowicki z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
- W moim przekonaniu, to nie jest podwójne karanie. Kwestia zejścia o schodek niżej to kwestia sanacji (uzdrowienia, naprawy - przyp. red.) statusu neosędziów. Ustawa, którą proponujemy, zakłada nieważność uchwał nieprawidłowo ukształtowanej KRS, a co za tym idzie - uchwały w sprawie awansu neosędziów też trzeba uznać za nieważne. Stąd powrót na poprzednio zajmowane stanowiska, do sądów niższych instancji - odpowiada wiceminister Dariusz Mazur.
Jakie są inne zastrzeżenia prawników?
Chodzi m.in. o to, że sędzia cofnięty na mocy ustawy do niższej instancji - nie będzie się mógł nigdzie od tej decyzji odwołać. Wiceminister sprawiedliwości, Dariusz Mazur w rozmowie z TOK FM tłumaczy, że taki sędzia będzie mógł ponownie wystartować w konkursie przed nową KRS i - jeśli awansu nie dostanie - to wtedy będzie mu już przysługiwać odwołanie do sądu administracyjnego.
- Ale będzie to odwołanie od decyzji KRS, a nie od przeniesienia na inne stanowisko w sądownictwie, na mocy czyjejś arbitralnej decyzji. Moim zdaniem, to nie jest to samo - odpowiada Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju. W jego ocenie, część neosędziów może zarzucić, że - nie dając możliwości odwołania - odebrano im prawo do sądu, czyli naruszono art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. I pójdą z tym do Strasburga.
- W innych krajach - jak choćby Ukraina, Mołdawia czy Serbia - też były postępowania weryfikacyjne sędziów, tylko na o wiele mniejszą skalę. Tworzono tam do tego specjalne komisje, procedury były bardzo długotrwałe, oprócz tego - była przewidziana droga odwoławcza. I nigdzie te procedury nie zakończyły się sukcesem - mówi Mazur. Stąd taki a nie inny pomysł ministerstwa, by w Polsce wszystko poszło w miarę sprawnie i szybko.
- Zgodnie z zaproponowanym przez pana ministra rozwiązaniem, chcemy powołać ciało kolegialne, Konsylium Dyscyplinarne - może będzie się to nazywać Radą Rzeczników - które przed skierowaniem danej sprawy do sądu dyscyplinarnego dokładnie ją zbada. To wtedy wszystkie wątpliwości dotyczące konkretnych sędziów zostaną zweryfikowane i sprawdzone - tłumaczy sędzia Kożuchowska - Warywoda.
- Mam obawy, że neosędziowie - w obliczu braku możliwości odwołania się od decyzji o powrocie na poprzednio zajmowane stanowisko - rzeczywiście będą się starali iść do tego symbolicznego Strasburga, by wygrywać te sprawy. To byłoby - delikatnie mówiąc - przykre dla wielu z nas, w tym dla obywateli, którzy przez osiem lat stawali w obronie praworządności w Polsce - mówi w TOK FM Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego.
Czy próbując przywrócić ochronę praworządności nie ustanawiamy negatywnych standardów i precedensów?- Żeby sprawa była jasna - z punktu widzenia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uregulowanie statusu neosędziów jest konieczne. My nie uważamy, że należy zostawić takie status quo, jakie mamy obecnie. Co więcej, uważamy, że w części przypadków konieczne jest wszczęcie postępowań dyscyplinarnych wobec tych sędziów, którzy sprzeniewierzyli się przysiędze sędziowskiej czy wręcz łamali prawo. Natomiast protestujemy przed rozwiązaniem, które ma cechy odpowiedzialności zbiorowej. Pytanie jest zasadnicze - czy my przypadkiem teraz, próbując przywrócić ochronę praworządności, nie ustanawiamy negatywnych standardów i precedensów? - pyta Małgorzata Szuleka z zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Są i inne wątpliwości. Dotyczą tych sędziów, którzy wzięli udział w konkursie przed neoKRS w roli "kamikadze", by pokazać nielegalność całej procedury i zablokować konkurs. To sędziowie, którzy w ostatnich latach aktywnie walczyli o przywrócenie praworządności.
- Czy oni też mają podlegać pod ustawę o neosędziach? - pytają prawnicy. - Jeśli chodzi o sędziów kamikadze, a ja też takim sędzią byłam, projekt nie przewiduje automatyzmu i nie zakłada, że sam start w konkursie automatycznie będzie skutkował podjęciem czynności wyjaśniających w kierunku postępowania dyscyplinarnego, w stosunku do danego sędziego. To ciało kolegialne, czyli Kolegium Dyscyplinarne, ma wszystkie takie okoliczności - m.in. jak udział w konkursie przed upolitycznioną KRS - zbadać. Nie będzie tak, że wchodzi ustawa i aotumatycznie - każdy sędzia, który awansował albo brał udział w konkursie, ma postępowanie dyscyplinarne. Trzeba przeprowadzić czynności wyjaśniające, w toku których ustali się zakres uwikłania tego sędziego w to wspólne przedsięwzięcie, którym było łamanie praworządności - dodaje sędzia Kożuchowska - Warywoda.
Część neosędziów z wydziałów karnych - gdy sprawy, w których orzekali trafiały do Sądu Najwyższego - była poddawana tzw. testowi niezależności. Część tego testu nie przechodziła, ale inni - owszem. Ich wyroki nie były uchylane. - Co z tymi sędziami? Zostali wybrani w nieprawidłowej procedurze, ale Sąd Najwyższy niejako potwierdził ich status. I teraz ustawa ma to zmienić i wrócą do orzekania w niższej instancji? - zastanawia się Maciej Nowicki z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Wątpliwości dotyczą też tego, co z adwokatami i prokuratorami, którzy w ostatnich latach - za Zbigniewa Ziobry - zostawali sędziami. Gdzie mają wrócić? Adwokatura już zapowiedziała, że nie będzie ich z automatu wpisywać na listę czynnych adwokatów. W prokuraturze - nie jest to tak proste. - Tu pojawia się pytanie o zwykłą ludzką sprawiedliwość - jedni wylecą z zawodu, a inni jedynie wrócą na poprzednie stanowisko? - pytają prawnicy.
Kolejnym problemem jest kwestia "czynnego żalu"
Chodzi o pomysł, by neosędzia, który nie brał bezpośredniego udziału w łamaniu praworządności (nie był prezesem, członkiem neoKRS czy innym "funkcyjnym"), na piśmie wskazał, że popełnił błąd i chce wrócić na wcześniej zajmowane stanowisko, do sądu niższej instancji. Wtedy nie spotka go postępowanie dyscyplinarne. - To będzie takie ukorzenie się przed władzą, pokazanie pewnego rodzaju słabości, więc od razu może się pojawić pytanie o niezależność takiego sędziego - mówi Patryk Wachowiec z FOR.
Wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur mówi w TOK FM, że ministerstwo zdaje sobie sprawę ze zgłaszanych wątpliwości. Ale, jak tłumaczy, to precedensowa sprawa, nikt wcześniej nie miał tak ogromnego problemu ze statusem części sędziów w systemie sądownictwa.
Minister sprawiedliwości poprosił Komisję Wenecką o stanowisko w tej sprawie - to ma być tzw. opinia abstrakcyjna nie na temat konkretnego projektu (bo tego jeszcze nie ma), tylko na temat samego pomysłu na to, co zrobić z neosędziami. Opinia Komisji Weneckiej ma być w połowie października. Z naszych informacji wynika jednak, że resort nie będzie na nią czekał - projekt zmian ma się pojawić wcześniej, do konsultacji.