Niepokojące zjawisko wśród naukowców, także w Polsce. "Widzą w tym doskonały biznes"
- Stanowisko w sprawie nieetycznych postępowań w nauce wydała Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, która porusza wątek tzw. papierni;
- Papiernie produkują ogromne ilości artykułów naukowych. Ich celem jest przede wszystkim publikowanie ich w prestiżowych czasopismach naukowych, a co za tym idzie - zbieranie punktów;
- Według profesora Michała Tomzy "papiernie" to jedna ze spraw, która bardzo negatywnie wpływa na naukę i wymaga interwencji nowego ministra nauki Marcina Kulaska;
- Przed nowym szefem resortu jest jednak więcej wyzwań, w tym kwestia ewaluacji i dialogu ze środowiskiem.
"Nic nie zwalnia badaczy i organizacji reprezentujących środowiska naukowe z troski o przestrzeganie fundamentalnych zasad etycznych w prowadzeniu badań i publikowaniu ich efektów" - podkreśla w swoim stanowisku Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). Jej przedstawiciele informują, że w ostatnim czasie obserwują "wiele niepokojących zjawisk, które nakazują w sposób zasadniczy przeciwstawić się przypadkom naruszenia norm etycznych w nauce". Chodzi w głównej mierze o tzw. papiernie.
Papiernie - co to takiego i dlaczego są groźne?
Papiernia (ang. paper mills) to - mówiąc obrazowo - grupa osób, która "produkuje" ogromne ilości artykułów naukowych. Ich celem jest przede wszystkim publikowanie ich w prestiżowych czasopismach naukowych, a co za tym idzie - zbieranie punktów.
- Powstają grupy osób, głównie z krajów gorzej naukowo rozwiniętych, które widzą doskonały biznes w tworzeniu artykułów - w dużej mierze fałszywych, często z fałszywymi wynikami. Potem handluje się autorstwami czy cytowaniami takich tekstów. I w ten sposób - nieuczciwie - niektórzy podwyższają swój poziom osiągnięć naukowych. Niestety, w niektórych czasopismach ci oszuści są nawet w stanie przejąć kontrolę nad radami naukowymi - opowiada TOK FM prof. Michał Tomza.
- Te kartele publikacyjne, bo tak bym je nazwał, produkując tysiące publikacji rocznie, potrafią "nakręcić" cytowania tym pracom i nagle okazuje się, że pojawiają się naukowcy, którzy mają dorobek - teoretycznie, w liczbach - wybitniejszy niż najwspanialsi nobliści na Harvardzie - opisuje dalej Tomza i zaznacza, że "w Polsce też zaczynamy mieć z tym problem". Co znajduje zresztą odbicie w stanowisku wydanym przez KRASP.
"Coraz częściej pojawiające się artykuły o tzw. papierniach (...), nieetycznych praktykach zapewnienia sobie wysokiego poziomu cytowań - budzą nasz autentyczny niepokój. Wspomniane niegodne praktyki wymagają pilnej reakcji ze strony środowiska naukowego" - napisali rektorzy.
Jak zmieniły się warunki do prowadzenia nauki w Polsce?
Według profesora Michała Tomzy "papiernie" to jedna ze spraw, która bardzo negatywnie wpływa na naukę i wymaga interwencji nowego ministra nauki Marcina Kulaska.
Wśród innych wyzwań dla nowego szefa resortu wymienia "większe otwarcie na dialog ze środowiskiem". - Mieliśmy kilka lat z ministrem Przemysławem Czarnkiem, który w ogóle nie rozmawiał z naukowcami, a po nim - ministra Dariusza Wieczorka, który podjął dialog, ale zbyt mały. Dlatego wciąż jest potrzebna dużo większa otwartość na wysłuchanie głosów środowiska naukowego o tym, jak powinna wyglądać nauka - przekonuje nasz rozmówca.
Profesor Tomza prowadzi badania na Uniwersytecie Warszawskim. Jest fizykiem, chemikiem teoretycznym, laureatem wielu grantów, w tym prestiżowego grantu ERC i grantów Narodowego Centrum Nauki. Przebywał na stażach naukowych, m.in. na Uniwersytecie w Granadzie, Uniwersytecie Harvarda czy Uniwersytecie w Innsbrucku. W ostatnich miesiącach - jeszcze za rządów Dariusza Wieczorka w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego - mocno angażował się w walkę o większe pieniądze dla Narodowego Centrum Nauki (NCN). Był choćby na posiedzeniu sejmowej komisji nauki, gdy ważyły się losy środków finansowych dla tej jednostki.
Jak mówi TOK FM, nie zamierza wyjeżdżać z Polski na stałe, choć - tak jak wielu innych najlepszych polskich naukowców - dostaje propozycje pracy w ośrodkach zagranicznych. - U nas na wydziale, na Uniwersytecie Warszawskim, mamy znakomitych, bardzo zdolnych studentów. I nie chciałbym tracić z nimi kontaktu. To jest coś, co ma dla mnie duże znaczenie. Poza tym bardzo bym chciał, aby polska nauka doścignęła polską gospodarkę i notowała nieustanne wzrosty. Uważam, że mamy w tym zakresie duży potencjał. Wielu młodych naukowców decyduje się na powrót do Polski i to jest coś, co należy wykorzystać i co mnie wciąż motywuje do tego, by zostać w kraju - mówi nasz gość.
Przyznaje, że w ostatnich 20 latach bardzo zmieniły się warunki do prowadzenia nauki w Polsce. - Polskie uczelnie skutecznie aplikowały o różnego rodzaju środki unijne, wiele instytutów wybudowało nowoczesne budynki, więc baza lokalowa jest całkiem sensowna. Czasami mówię swoim studentom czy doktorantom, że doktoranci na Oxsfordzie czy na Harvardzie mają gorsze warunki, bo mają mniejsze biurka, ciaśniejsze biura i też często - gorsze stypendia. Jeśli chodzi o sprzęt, o wyposażenie laboratoriów, tutaj też jest coraz lepiej - mówi prof. Michał Tomza.
Co w nauce musi się jeszcze zmienić?
Zdaniem profesora, kluczowym wyzwaniem w polskiej nauce - oprócz wyżej wymienionych - jest jeszcze kwesta ewaluacji. - I tutaj na pewno ministerstwo musi zastanowić się, jak to rozwiązać. Na pewno istnieje konieczność opracowania nowego systemu ewaluacji, a tak naprawdę został rok, aby go wprowadzić, abyśmy nie mieli prawa działającego wstecz - mówi gość TOK FM.
Jak dodaje, problemem wciąż jest też to, że polska nauka jest niedofinansowana. - Jeśli chcemy włączyć się w wyścig ze światem i z Europą o realne osiągnięcia naukowe, to pieniędzy musi być więcej. Na pewno 1,1 proc. PKB, jak jest obecnie, to zdecydowanie za niski wskaźnik. Świętym Graalem byłoby 3 proc., bo powinniśmy koniecznie systemowo zwiększać finansowanie - dodaje nasz gość. Jak jednak podkreśla, samo dosypanie pieniędzy do systemu to za mało. - Trzeba to zrobić mądrze i trzeba rozwiązać te problemy, które mamy, w tym negatywny wpływ tzw. punktozy na system ewaluacji - mówi profesor.
Nasz rozmówca zwraca też uwagę na pilną konieczność uregulowania kwestii związanych z wykorzystaniem w nauce ustawy o zamówieniach publicznych. Jak pisaliśmy na naszym portalu, naukowcy od dawna zgłaszają, że przepisy nie przystają do naukowej rzeczywistości, a w efekcie prowadzą do absurdów. - Trzeba pamiętać, że my nie mówimy o zamówieniach publicznych do budowania mostów czy autostrad, tylko o nauce, która rządzi się swoimi prawami - mówi nam prof. Tomza.