advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

Kulisy głośnej akcji policjantów w Warszawie. Pomylili mieszkania i zgubili magazynek

3 min. czytania
07.03.2025 09:31
Akcja zatrzymania dwóch mężczyzn podejrzanych o zabójstwa starszych kobiet w Warszawie nie obyła się bez komplikacji. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", funkcjonariusze omyłkowo sforsowali drzwi niewłaściwego mieszkania, a jeden z nich zgubił magazynek do broni.
|
|
fot. Źródło: Komenda Stołeczna Policji
  • 24 lutego zatrzymano dwóch mężczyzn podejrzanych o zabójstwa starszych kobiet w Warszawie - Michała P. i Tarasa H. Mężczyźni przyznali się do winy i przebywają w areszcie;
  • "Gazeta Wyborcza" opisała kulisy akcji zatrzymania podejrzanych. Przy zatrzymaniu Tarasa H. doszło do dwóch wpadek - policja przez pomyłkę sforsowała drzwi sąsiedniego mieszkania. Ponadto jeden funkcjonariuszy zgubił na klatce schodowej magazynek do broni;
  • Jak wyjaśnił rzecznik stołecznej policji, magazynek do policyjnej broni był pusty, a do jego zgubienia doszło "w trakcie siłowego i bardzo dynamicznego wejścia do mieszkania";
  • Były policjant i antyterrorysta Jerzy Dziewulski tłumaczył, że do sytuacji opisanych przez "GW" dochodzi w policji bardzo często.

24 lutego zatrzymano dwóch mężczyzn związanych z zabójstwami starszych kobiet w Warszawie - 43-letniego obywatela Polski Michała P. i 33-letniego obywatela Ukrainy Tarasa H. Chodzi o cztery zbrodnie dokonane w ciągu kilku tygodni w mieszkaniach przy ulicach: Franciszkańskiej w dzielnicy Śródmieście, Księcia Trojdena i Pruszkowskiej na Ochocie oraz Wąwozowej na Ursynowie. Podejrzani usłyszeli zarzuty, przyznali się do winy i obecnie przebywają w areszcie.

Jak opisała "Gazeta Wyborcza", jako pierwszy zatrzymany został Michał P. którego policja znalazła na Kabatach. "Stało się to możliwe dzięki pomocy pracownika banku, który nabrał podejrzeń, że jedna z ofiar została przed śmiercią zmuszona do przekazania zabójcy pieniędzy z konta. Powiadomił policję, na miejsce udało się wysłać policjantów, którzy zatrzymali pierwszego bandytę" - czytamy.

Potem policjanci zjawili się w okolicach Szpitala Bródnowskiego na Targówku w celu zatrzymania Tarasa H. Do bloku, w którym mieszka, weszli około godz. 17.00. Tu jednak nie poszło tak łatwo.

'Zatrzymani kontrterroryści z Wrocławia i prywatny poligon. Tam trenowała ochrona Kadafiego'

Zatrzymanie podejrzanych o zabójstwa seniorek. 'Policjanci pomylili się o jeden numer'

" Do pierwszej wpadki doszło przy typowaniu mieszkania Ukraińca. Policjanci pomylili się o jeden numer. W efekcie zamiast wejść do bandyty sforsowali drzwi mieszkania obok. I weszli siłowo do lokalu pary, która nie miała nic wspólnego z zabójstwami emerytek. Według naszych informacji lokal był na szczęście pusty, więc lokatorzy nie ucierpieli w czasie wejścia policjantów, któremu przeważnie towarzyszy wrzucanie granatów hukowych. Policja będzie musiała więc zapłacić za uszkodzenia, których dokonała ekipa forsująca drzwi" - opisała "Gazeta Wyborcza".

Choć istniało poważne ryzyko, że Taras H. - zaalarmowany tym, co dzieje się za ścianą - spróbuje uciec lub zrobić sobie krzywdę, by uniknąć kary, ale nic takiego się nie stało. Trafił w ręce policji.

Zgubiony magazynek

Już po zatrzymaniu Ukraińca na jaw wyszła kolejna wpadka stołecznych policjantów. Jeden z mieszkańców bloku znalazł magazynek do policyjnej broni leżący na klatce schodowej. Zwrócił go policjantom jeszcze tego samego dnia.

Jak tłumaczył w rozmowie z "Wyborczą" Robert Szumiata, rzecznik prasowy warszawskiej policji, takie zdarzenie miało miejsce, jednak zgubiony magazynek był pusty. Policjant zaznaczył, że do jego zgubienia doszło "w wyjątkowych okolicznościach - w trakcie siłowego i bardzo dynamicznego wejścia do mieszkania", a nie "umyślnego działania funkcjonariusza". "Magazynek był używany przez policjanta na terenie jednostki w czasie treningu bezstrzałowego, tuż przed pilnym skierowaniem go na tę akcję. Przygotowując się do działań, zabrał go ze sobą" - wyjaśnił.

'Niby awans, a g**no prawda' 'Operacyjniak' o bolączkach polskiej policji [FRAGMENT KSIĄŻKI]

'Takich sytuacji są dziesiątki'

Jerzy Dziewulski - były policjant i jeden z najbardziej znanych policyjnych antyterrorystów - nie jest zdziwiony tymi doniesieniami. "Takich sytuacji są dziesiątki. (...) Bardzo często trzeba polegać na informatorach, którzy się mylą albo celowo wprowadzają funkcjonariuszy w błąd. A ciężko byłoby sobie wyobrazić sytuację, w której funkcjonariusze przed dokonaniem siłowego wejścia najpierw wypytywaliby mieszkańców bloku, czy na sto procent mają dobry adres. To mogłoby być po prostu niebezpieczne. Policja nie wie wszystkiego" - tłumaczył Dziewulski "Wyborczej".

Były policjant podobnie patrzy na sprawę zgubionego magazynka. "Sytuacja, w której policjant zostaje wyciągnięty z treningu na akcję, jest całkowicie standardowa. W tej pracy jest się przez 24 godziny na alarmowej służbie. Nieważne, czy policjant ma wolne, czy jest na treningu. Kiedy trzeba jechać na akcję, trzeba jechać. Dlatego też takie sytuacje jak ta ze zgubionym magazynkiem się zdarzają. W przeszłości prowadziłem postępowania, gdy policjanci gubili nawet broń służbową. Na szczęście tutaj magazynek był pusty" - mówił Jerzy Dziewulski.

Posłuchaj: