Przyszli lekarze z WUM uczą się, jak pomagać na wojnie. "Czasy mamy niezbyt spokojne"
- Studenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego uczą się, jak pomagać rannym w ekstremalnie trudnych warunkach, np. podczas ataku terrorystycznego czy wojny;
- Pomysłodawcą akcji jest prof. Paweł Łęgosz, kierownik Kliniki Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego;
- - Uczyliśmy się, jak wynieść z miejsca wybuchu osobę ranną, rozmawialiśmy o tym, jak taka osoba może się zachowywać, że może być w ogromnym szoku i np. wziąć medyków za wroga. To bardzo ciekawa i bardzo praktyczna wiedza - podkreśliła jedna ze studentek WUM.
Medycyna pola walki to jeden z działów medycyny, którego głównym celem jest nauka udzielania skutecznej pomocy medycznej w warunkach militarnych, w obliczu konfliktu czy ataku terrorystycznego. Chodzi m.in. o trudne sytuacje wojenne, gdy jest ograniczony dostęp do szpitali i sal operacyjnych, do pomocy medycznej i leków, a jednocześnie o wydarzenia, w których codziennością jest wysokie ryzyko urazów.
Warszawski Uniwersytet Medyczny nie ma odrębnych zajęć w tym zakresie, ale studenci od tego roku akademickiego zaczęli poznawać podstawy medycyny pola walki. Na piątym roku mają zajęcia z ortopedii, podczas których będą działać tak, jakby byli w ekstremalnie trudnej sytuacji. Pomysłodawcą był prof. Paweł Łęgosz, kierownik Kliniki Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i zastępca dyrektora Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
- Czasy mamy niezbyt spokojne. Graniczymy z krajami, które są dziś bezpośrednio zaangażowane w konflikt, ale zdarzają się też ataki terrorystyczne u naszych zachodnich sąsiadów, np. w Niemczech. Dlatego uznałem, że ważne jest przygotowanie naszych studentów, którzy nie mają takich możliwości, do tego, by umieli się zachować w takich sytuacjach. Medycyna cywilna różni się od medycyny wojennej w sposób zasadniczy. Dlatego zależało mi na zajęciach praktycznych, z małą dawką teorii. Zaraziłem tym pomysłem moich asystentów, bo sam bym niczego nie zdziałał. I tak to się zaczęło - opowiedział w rozumie z TOK FM profesor Łęgosz. Jak dodał, po każdych zajęciach dostaje informację zwrotną od studentów, w formie ankiet. - I powiem nieskromnie, że bardzo wysoko te nasze warsztaty oceniają - dodał.
Zobacz także:
Tak system ochrony zdrowia przygotowuje się na wypadek wojny. Przykład daje Hajnówka
Nosze, symulatory krwotoku, deska ratownicza
Lekarz podkreślił, że od początku ma wsparcie dziekana i rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Otrzymałem dodatkową kwotę na zakup przeróżnych sprzętów, które będą pomagały studentom w nauce. Współpracujemy ściśle z ekspertami, którzy byli m.in. na misjach pokojowych czy na terenach objętych wojną. Oni doskonale wiedzą, jak się w takich sytuacjach zachować, by najlepiej pomóc rannym - podkreślił rozmówca TOK FM.
Dzięki wsparciu finansowemu już zakupiono m.in. specjalistyczne nosze do transportu rannych, deskę ratowniczą, różnej wielkości tzw. stazy wojskowe do opanowywania krwotoku, opatrunki izraelskie czy symulatory krwotoku.
- To wszystko po to, by młodego człowieka uczyć w warunkach najbardziej zbliżonych do bojowych, a nie ze slajdów czy prezentacji - dodał gość TOK FM. W planach są kolejne zakupy, mają być finansowane z Krajowego Planu Odbudowy. Chodzi m.in. o kolejne symulatory czy kończyny dolne z kilkoma ranami, z płynem przypominającym krew. Dzięki nim studenci mają się nauczyć opanowywania krwotoku w warunkach bojowych.
- Studenci uczą się wykonywać tzw. tamponadę, zabezpieczyć pacjenta przed śmiertelnym krwotokiem. Stymulatory, fantomy są w tym niezwykle pomocne. Zamówiłem też inne przedmioty, w tym np. nożyczki do cięcia ubrania, bo taki pacjent jest najczęściej w mundurze, z plecakiem, zabezpieczeniami i trzeba umieć się tego pozbyć - tłumaczył Łęgosz.
Warto przeczytać:
'Tu martwi uczą żywych'. KUL wreszcie doczekał się prosektorium
Na czym polegają zajęcia z medycyny pola walki?
Zajęcia są podzielone na poszczególne bloki tematyczne. - Uczyliśmy się m.in. zakładania staz. To rodzaj opaski uciskowej, który jest niezwykle ważny przy tamowaniu dużych krwotoków. Takie stazy są elementem wyposażenia medycznego żołnierza na polu walki - opowiadał po zajęciach Paweł, jeden ze studentów. Jak mówił, gdyby znalazł się w sytuacji konfliktu zbrojnego, wiedziałby, jak takiej stazy użyć.
- Uczyliśmy się też, jak wynieść z miejsca wybuchu osobę ranną, rozmawialiśmy też o tym, jak taka osoba może się zachowywać, że może być w ogromnym szoku i np. wziąć medyków za wroga. To bardzo ciekawa i bardzo praktyczna wiedza - dodaje inna ze studentek WUM.
- Co kluczowe, uczymy też naszych studentów, jak samemu sobie taką stazę założyć, w sytuacji, gdy jesteśmy poszkodowani, jak to zrobić jedną ręką. Czasami wpadam na te zajęcia, by się im poprzyglądać i widzę, jak pięcioro studentów symuluje uraz, leżą na podłodze i muszą sami założyć sobie taki opatrunek, przy użyciu jednej ręki, ale też ust i zębów - zaznaczył prof. Łęgosz. I jak dodał, studentów uczy się także, jak zakładać opatrunki na wytrzewienie, czyli w sytuacji, gdy mamy głębokie rany jamy brzusznej. Same praktyczne rzeczy - podkreślił gość TOK FM. Do dziś przeszkolono już ponad 600 osób, a zajęcia ciągle trwają.
Czytaj również:
Będą zmiany w kształceniu lekarzy. 'Proszę sobie wyobrazić pacjenta badanego przez 15 osób'
Gość TOK FM zaznaczył, że w jego ocenie zajęcia z medycyny pola walki powinny być w programie zajęć studiów medycznych. Na razie od nowego roku akademickiego mają to być zajęcia fakultatywne.
Na tym jednak nie koniec. Studenci chcą więcej zajęć
W Wojskowym Instytucie Medycznym powstało Studenckie Koło Naukowe, poświęcone właśnie medycynie pola walki. - Przyszli do nas studenci z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego z pytaniem, czy możemy zorganizować koło, które zajmowałoby się właśnie wszystkimi aspektami związanymi z medycyną taktyczną - opowiadał w TOK FM gen. prof. nauk medycznych Grzegorz Gielerak, lekarz i szef warszawskiego WIMu. - Na te zajęcia zgłosiło się ponad pięćdziesięciu studentów. Po pierwszych, trwających 2,5 godziny, zadali pytanie, czy te zajęcia mogą trwać rutynowo dłużej? Bo widzą taką potrzebę. Także widzimy, że wśród młodych ludzi też jest potrzeba szkoleń w tym zakresie i staramy się im to umożliwiać - podsumował gość TOK FM.
Posłuchaj: