,
Obserwuj
Mazowieckie

Marta Lempart wygrała z Ordo Iuris. Prawnik zwraca uwagę na jeden szczegół

3 min. czytania
02.07.2025 12:41
Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew o naruszenie dóbr osobistych, który złożyło Ordo Iuris przeciwko Marcie Lempart. Aktywistka nazwała organizację "opłacanymi przez Kreml fundamentalistami".
|
|
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER
  • Chodzi o wpis Marty Lempart w mediach społecznościowych z 2019 roku;
  • Pełnomocnik aktywistki mówi, że sąd - w ustnym uzasadnieniu - zwrócił uwagę na wolność słowa;
  • "Dla mnie szczególnie ważne jest wskazanie przez sąd, że ten pozew był tzw. SLAPP-em" - powiedział mecenas;
  • Wyrok nie jest prawomocny.

Ordo Iuris kontra Marta Lempart. O co chodzi?

Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris żądała od Marty Lempart przeprosin oraz 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia za nazwanie tej organizacji "opłacanymi przez Kreml fundamentalistami". We wtorek warszawski sąd orzekł, że wpis nie naruszał dóbr osobistych Ordo Iuris.

W całej sprawie chodziło o wpis Lempart na X (dawniej Twitter) z 2019 r. odnoszący się do rozpatrywanego przez Sejm projektu obywatelskiego "Stop pedofilii". Projekt zakazywał edukacji seksualnej w szkołach. Autorem projektu była walcząca z dostępem do legalnej aborcji fundacja Pro - prawo do życia. W październiku 2019 r. Ogólnopolski Strajk Kobiet zorganizował przed Sejmem demonstrację protestacyjną. To wtedy Lempart we wpisie na Twitterze odniosła się do działalności Ordo Iuris.

Ordo Iuris kontra Marta Lempart. Co orzekł sąd?

- Dla mnie szczególnie ważne jest wskazanie przez sąd, że ten pozew był tzw. SLAPP-em, a więc strategicznym postępowaniem przeciwko zaangażowaniu publicznemu. Działaniem, które tylko pozornie miało służyć ochronie praw tej organizacji, a w rzeczywistości miało prowadzić do wyciszenia krytyki ze strony Marty Lempart. Cieszę się również, że sąd wyraźnie podkreślił obowiązek ochrony aktywistów i aktywistek, którzy podejmują się walki o prawa kobiet oraz społeczności LGBT+ - mówi nam jeden z pełnomocników aktywistki mecenas Paweł Knut.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia podkreślił, że Marta Lempart - pisząc o "finansowaniu przez Kreml" wcale nie musiała przedstawiać dowodu na przepływ środków między Kremlem a Ordo Iuris. Zdaniem sądu wystarczyły dowody pośrednie wykazujące na istnienie związków osobowych i organizacyjnych. Sąd wskazał też na jedną z kluczowych wolności, tj. wolność słowa, a także na konieczność ochrony aktywistów i aktywistek przed próbami ich uciszania. Wyrok nie jest prawomocny.

SLAPP-y. Będzie nowy projekt 

Polska pracuje nad nowym prawem w zakresie SLAPP-ów, czyli pozwów, których celem jest uciszanie krytyki ze strony aktywistów czy dziennikarzy. W styczniu 2025 r. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego przedstawiła projekt ustawy. W kwietniu dokument został zmodyfikowany. Zakłada m.in. dodatkową możliwość zakończenia sprawy tzw. SLAPP-u nie tylko przez oddalenie oczywiście bezzasadnego pozwu (jak przewiduje unijna dyrektywa), ale także przez jego odrzucenie z powodu nadużycia prawa procesowego. Dodatkowo wprowadza zarówno możliwość nałożenia kary pieniężnej, jak i możliwości nałożenia obowiązku publikacji sentencji wyroku na koszt powoda.

Zdaniem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która właśnie opublikowała swoją analizę w tej sprawie, projekt idzie w dobrym kierunku. Zawiera założenia, które mogą skutecznie ograniczyć nadużywanie tego typu postępowań sądowych. Jednak - zdaniem prawników z fundacji - zaproponowane w projekcie kryteria stosowania niektórych środków ochrony są zbyt restrykcyjne i w efekcie mogą okazać się nieskuteczne. Poza tym nie uwzględniają realiów polskiego systemu prawnego.

Fundacja wskazuje m.in., że projekt nie uwzględnia wyraźnie wymogu, by to powód musiał wykazać zasadność swojego roszczenia. W praktyce stosowane byłyby ogólne reguły, które w sprawach o ochronę dóbr osobistych byłyby niekorzystne dla pozwanego w ramach SLAPP-u aktywisty czy dziennikarza. Fundacja pisze też wprost, że błędem jest brak ustawowego wykluczenia pozywania aktywistów przez władze publiczne. Czyli - mówiąc wprost - instytucje państwowe i samorządowe nadal mogłyby pozywać obywateli w sprawach o rzekomą ochronę swojego dobrego imienia.