Nie tylko "trupi miodek". Skąd się wzięły słodkie przysmaki sprzedawane przy cmentarzach 1 XI?
1 listopada przy cmentarzach można kupić nie tylko znicze czy kwiaty. To czas, w którym spróbować można m.in. pańskiej skórki czy trupiego/tureckiego miodku. O tym, skąd wzięły słodycze przy cmentarzach i jak nasi przodkowie oswajali za pomocą jedzenia temat śmierci Paulina Nawrocka-Olejniczak rozmawiała w TOK FM z antropolożką Dorotą Majkowską-Szajer.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie słodkie przysmaki tradycyjnie sprzedaje się przy cmentarzach w Krakowie czy Warszawie
- Skąd wziął się zwyczaj sprzedawania jedzenia, słodyczy przy cmentarzach
Przy cmentarzach w Krakowie tradycyjnie w okolicach Wszystkich Świętych można kupić bezowe misie czy trupi miodek, który nazywany jest też tureckim miodkiem. Co to takiego? - To jest właśnie tradycja krakowska, że jak Turcy najechali na Polsce, to mieli taki zwyczaj, żeby na grobach bliskich popijać i zagryzali to właśnie miodkiem - mówiła w rozmowie z Pauliną Nawrocką-Olejniczak jedna z pań, sprzedających przy Cmentarzu Rakowickim ten specjał. Miodek to po prostu cukierek na bazie miodu, który powinien zawierać też orzechy.
W Warszawie nie ma miodku. Specjał, który sprzedawany jest przy cmentarzach, to pańska skórka. - Skład to cukier, białko, guma arabska. Pańska skórka słynęła oryginalnie z tego, że jest mięciutka i gładka. Nie tylko w dotyku miała przypominać skórę młodych dziewcząt. Miała też mieć zabarwienie cieliste, różowe. Kiedyś miała nazwę "panieńska skórka" i sprzedawana była w aptekach, jako lekarstwo dla dzieci na gardło - mówiła w rozmowie z dziennikarką TOK FM antropolożka kultury Dorota Majkowska-Szajer. Ekspertka z Muzeum Etnograficznego w Krakowie przypomniała, że pańska skórka w 2008 roku została wpisana na listę produktów regionalnych Ministerstwa Rolnictwa.
Specjałów, które w okolicach 1 listopada sprzedawane są przy cmentarzach, jest oczywiście więcej. Jak wyliczała Nawrocka-Olejniczak w "Otwartej kuchni", to m.in. szczypki z Lublina, czy popularne obwarzanki.
Nie tylko "cmentarne" słodycze
Skąd się wzięło jedzenie przy cmentarzach? Na pewno - jak mówiła dziennikarka TOK FM - w czasach, kiedy podróże na cmentarze trwały dłużej, a pogoda w listopadzie bywała zimowa, trzeba się było ogrzać. Ale to nie wszystko.
- Tropy, którymi się posługujemy, patrząc na zwyczaj podjadania przy okazji cmentarza, jest rys zjawiska, który jest powtarzalne i obecne w kulturze, czyli jedzenia jako rodzaju połączenia, stworzenia społeczności - w tym wypadku z naszymi przodkami. Jak siadamy do stołu, to czujemy, że to rodzi rodzaj wspólnoty - wyjaśniła Majkowska-Szajer.
Jak dodała, nasi przodkowie mieli zwyczaj częstowania jedzeniem zmarłych. - Czasami w zastępstwie zamarłych pożywieniem częstowano innych ludzi. To np. byli ludzie oczekujący pod kościołami i cmentarzach. Nazywano ich mianem dziadów. To były zwykle starsze osoby, które nie mogły zarabiać - oczekiwały na wsparcie, jałmużnę. Te osoby częstowano pieczywem. Są też przekazy, że częstowano je tzw. kaszą, czyli czymś w rodzaju brei z rozgotowanych na wodzie nasion, zaprawianych na przykład kwaśnym mlekiem - opowiadała gościni "Otwartej kuchni".
Jedzenie dla naszych zmarłych. I żałobników
Okazuje się, że jałmużnicy bywali zapraszani do domów "i podawano im potrawy, która osoba zmarła najbardziej lubiła".
Jak mówiła rozmówczyni Pauliny Nawrockiej-Olejniczak, pielęgnowano też zwyczaj zostawiania przy zwłokach zmarłego chleba, wody i wódki. I tymi produktami częstowano gości, którzy przychodzili do domów pożegnać zmarłego. - Czujemy, że to moment, kiedy wciąż jesteśmy zanurzeni w tym samym świecie. Jedni gdzieś po drugiej stronie, w świecie, z którym kontakt jest utrudniony i my tutaj, ciągle wykonujący jakieś gesty w ich stronę - tłumaczyła ekspertka z Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
Quiz: Sprawdź, czy jesteś na bieżąco! Quiz o ważnych i ciekawych wydarzeniach minionego tygodnia
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Źródło: TOK FM