,
Obserwuj
Polska

Obiecali i zostawili. Dlaczego wciąż nie ma asystencji osobistej? "Jak wielka tajemnica"

Anna Gmiterek- Zabłocka
6 min. czytania
12.09.2025 08:18

Choć projekt ustawy o asystencji osobistej jest gotowy od miesięcy, wciąż nie trafił pod obrady Sejmu. Społecznicy, eksperci i osoby z niepełnosprawnościami nie kryją frustracji. - Dla mnie cała ta historia jest z pogranicza jakiejś wielkiej tajemnicy - podaje jedna z naszych rozmówczyń.

Co z projektem asystencji osobistej?
Co z projektem asystencji osobistej?
fot. Co z projektem asystencji osobistej?

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na jakim etapie jest projekt ustawy o asystencji osobistej?
  • Dlaczego osobom z niepełnosprawnościami tak zależy na tym rozwiązaniu?
  • Na czym polega praca asystenta osobistego?
  • Jakie korzyści daje to rozwiązanie osobom z niepełnosprawnościami, ale też państwu?

Joanna Cwojdzińska od lat działa na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Jest przewodniczącą gdańskiego koła PSONI, czyli Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. W ramach realizowanego przez kilka lat projektu "Włączenie społeczne" w Gdańsku - w ramach pilotażu - wdrażany był program asystencji osobistej dla osób, które jej na co dzień potrzebują. Wypracowano m.in. standardy asystencji i zasady szkoleń dla asystentów. - Nic tylko brać i wdrażać w całym kraju - mówi. Nie kryje, że jest poirytowana tempem prac nad projektem ustawy o asystencji. 

Gdzie jest obiecana ustawa o asystencji osobistej?

Przypomnijmy - projekt od dawna jest gotowy, ale wciąż nie trafił pod obrady Sejmu. Owszem, wpisano go kilka miesięcy temu do wykazu prac legislacyjnych rządu, ale niewiele to zmieniło. Mimo dyskusji znowu spadł z posiedzenia Stałego Komitetu Rady Ministrów.

Minister Maciej Berek, który jest odpowiedzialny za wdrażanie polityki rządu, powiedział ostatnio w wywiadzie dla TVP Info, że projekt wymaga jeszcze dopracowania, bo wciąż pozostawia wiele do życzenia, mimo że pracowało nad nim wielu ekspertów i przeszedł szerokie konsultacje społeczne. - Dawno nie mieliśmy na posiedzeniu Stałego Komitetu projektu, nad którym tak wiele godzin dyskutowaliśmy. (...) Tam ciągle są wątpliwości związane z tym, jak to będzie funkcjonowało - powiedział Berek. Dodał też, że to projekt bardzo kosztowny. 

Redakcja poleca

- Ja tego nie rozumiem - kręci głową pani Joanna. - Na kilkuletni pilotaż wydaliśmy duże środki z funduszy europejskich po to, by sprawdzić tę usługę w praktyce wobec osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Pilotaż był poprzedzony badaniami i analizami naukowymi, na podstawie wcześniejszych doświadczeń z Polski i z zagranicy. I wydawało się, a nawet byliśmy pewni, że efekty bardzo szybko znajdą odzwierciedlenie w rozwiązaniach systemowych. To jest gotowy materiał, sprawdzony, z którego nikt dzisiaj nie chce korzystać - opowiada w rozmowie z TOK FM Cwojdzińska.

I dodaje: "Jest we mnie ogromne zdziwienie, że te doświadczenia nie znalazły do tej pory akceptacji w obecnym rządzie. Dla mnie cała ta historia jest z pogranicza jakiejś wielkiej tajemnicy". 

Co z asystencją osobistą? Pieniądze i cięcie kosztów w tle 

- Będę stanowczo stał przy swoim zdaniu i będę bronił tego projektu do ostatniej kropli. I mam nadzieję, że to zostanie docenione, i że ta Rada Ministrów za chwilkę przesunie ten projekt do Sejmu - tak mówił w TOK FM w maju minister Łukasz Krasoń, pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych. Do dziś nic takiego się nie wydarzyło, projektem nie zajęła się też cała Rada Ministrów. Do tego RMF FM podało w czwartek (11 września) nieoficjalnie, że Krasoń ma stracić stanowisko wiceszefa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej.

Początkowo szacowano, że w pierwszych 10 latach obowiązywania państwowej, ustawowej asystencji osobistej budżet państwa musiałby na to zarezerwować około 70-80 miliardów złotych. Dziś jednak projekt zdecydowanie okrojono, ale nawet w tej okrojonej wersji nie zyskał akceptacji Stałego Komitetu Rady Ministrów. - Niestety, wszystko mi się zaczyna układać w bardzo smutną i bardzo sprytną całość. Ten projekt po zmianach to "kadłubek" pierwotnego dokumentu. Okrojony w wielu miejscach pod kątem finansowym. Bo ktoś uznaje, że jest zbyt kosztowny. Polecam analizę Kamila Sobolewskiego w tym temacie, głównego ekonomisty Pracodawców RP - mówi Małgorzata Szumowska z Fundacji Centrum Edukacji Niewidzialna. 

Sobolewski wskazuje, że asystencja osobista nie jest kosztem budżetu, który byłby nadmierny wobec możliwości państwa. "To inwestycja o krótkim okresie zwrotu, korzystna dla gospodarki i finansów publicznych" - wskazuje ekonomista. Jak dodaje, Polki i Polacy dwa razy częściej niż średnia UE rezygnują z pracy, by się kimś opiekować. "To rekord Europy" - alarmuje analityk. I wylicza, że gdyby - dzięki asystencji - aktywność zawodową podjęło: 30 proc. opiekunów-członków rodzin czy 10 proc. osób z niepełnosprawnościami, to mielibyśmy w Polsce dodatkowy milion pracujących, średnio na pół etatu. "3 proc. więcej pracujących to społeczny przełom - te osoby czują jak marnują potencjał i biedują za socjal, mimo że z lekką pomocą mogłyby być produktywne. To skok konsumpcji. To też PKB wyższe o 1-2 proc., 40-80 mld zł" - wylicza Kamil Sobolewski. 

Przeciwko cięciom w projekcie protestują samorządowcy. Przekonują, że nie będą mieć wystarczających środków na wdrożenie asystencji. Projekt przewiduje bowiem, że będzie ona zadaniem zleconym powiatom. - Teraz z projektu wynika, że z budżetu państwa będą finansowane tylko koszty zatrudniania asystentów, a wszystkie pozostałe są przerzucone do kosztów [samorządów - red.] - wyjaśniała mec. Bernadeta Skóbel, reprezentująca Związek Powiatów Polskich,  cytowana przez portal wartowiedziec.pl

Asystencja to nie tylko pieniądze

Jak podkreśla Joanna Cwojdzińska, społeczniczka z Gdańska, asystencja to coś więcej niż tylko pieniądze i budżet. To realna zmiana życia wielu osób, co widać było w gdańskim pilotażu. - Znam szereg osób z niepełnosprawnościami, które dzięki asystencji mogły podjąć pracę. Pamiętam m.in. panią z niepełnosprawnością wzroku, która została zatrudniona w instytucji publicznej w Gdańsku, ale bez pomocy asystenta nie mogłoby się to wydarzyć. On pomagał jej chociażby w tym, by dotrzeć z pracy na peron kolejowy i z domu do pracy. Ten asystent dziennie kosztował nas ok. 100 zł, a pani - pracując - była płatnikiem podatków i wszystkich składek na ubezpieczenie. I przede wszystkim nie była biorcą świadczeń z pomocy społecznej, nie brała zasiłku dla bezrobotnych czy innych zasiłków celowych - opowiada Cwojdzińska. 

Jak dodaje, asystenci dają osobom z niepełnosprawnościami poczucie normalnego życia. - To są bardzo wzruszające historie. Przykładowo: mama, która pracowała jako nauczycielka i skończyła pracę, gdy syn przestał się uczyć, bo nie miałby się nim kto zająć. Bo w polskim systemie wsparcia po ukończeniu szkoły nic już nie jest "należne". I dzięki asystencji osobistej ta rodzina po raz pierwszy w życiu wyjechała na wspólny weekend. Małżeństwo w końcu, po 30 latach, spędziło wieczór we dwoje, a ich dorosły syn po raz pierwszy w życiu poszedł do kina bez mamy. To są rzeczy, które trudno przeliczyć na złotówki - podkreśla nasza rozmówczyni.

"Niefajnie się żyje w poczuciu, że jest się dla kogoś obciążeniem"

Radzi, by ci, którzy nie rozumieją potrzeb osób z niepełnosprawnościami, spróbowali się postawić w ich sytuacji. - Wyobraźmy sobie, że sami jesteśmy uzależnieni od pomocy rodziców, że nie jesteśmy w stanie wyjść z domu, że niemal o wszystko musimy prosić - niefajnie się żyje w poczuciu, że jest się dla kogoś obciążeniem. Asystencja to wszystko zmienia. Szkoda, że nie da się zrobić takiego pilotażu pod hasłem: "Zamieńmy się na miesiąc". Zamienilibyśmy się miejscami i zobaczyli, czy to rzeczywiście jest taki "luksus", jak twierdzą niektórzy - proponuje gościni TOK FM. 

Do tematu odniósł się też w mediach społecznościowych Mateusz Majkut, który sam jest osobą z niepełnosprawnością, ale dzięki asystentowi - pracuje i wszedł do polityki. "Odkryłem, że - mając pracę i asystenta - należę do "elity" osób z niepełnosprawnością. Na czym ta moja "elitarność" polega? Ano na tym, że - mając pracę i asystenta - mogę normalnie żyć, mogę wyjść z domu, spotkać się z kimś na mieście albo po prostu szlajać się po mieście bez celu" - wskazuje pan Mateusz w swoim wpisie. 

Zdaniem Małgorzaty Szumowskiej, aktywistki i społeczniczki działającej na rzecz osób z niepełnosprawnościami, część członków rządu nie rozumie, czym jest asystencja osobista i stąd głosy sprzeciwu wobec projektu. - Głównym zadaniem Łukasza Krasonia, jako pełnomocnika rządu, było to, by - oprócz przygotowania projektu ustawy - uświadomić polityków na ten temat. Bardzo wspierałam Łukasza Krasonia w tym początkowym okresie, ale mam wrażenie, że wszystko się dziś rozjechało, a pan pełnomocnik został trochę rzecznikiem samego siebie. Przykro mi to mówić - przyznaje Szumowska.

Na dziś nie wiemy, ile potrwa poprawianie projektu. Wiadomo, że raczej nie uda się dotrzymać terminów w nim przewidzianych, tak by jak najszybciej stworzyć narzędzia do zatrudniania i szkolenia asystentów, i by jak najszybciej mogły ruszyć nabory na asystentów osobistych. 

Źródło: TOK FM