,
Obserwuj
Opolskie

Coming out w religijnej społeczności. "Ostracyzm w małych miejscowościach jest dosyć silny"

6 min. czytania
01.06.2024 10:25
- Ostracyzm w małych miejscowościach jest dosyć silny, nie tylko w kwestiach orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. Nawet rozwód może budzić w takich społecznościach poruszenie. W szkole podstawowej przestałem chodzić na religię, co również rozniosło się echem - mówi Kuba Piaskowska ze środowiska osób LGBT+.
|
|
fot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl

- Byłem osobą, która w związku ze swoją tożsamością płciową doświadczała różnych form przemocy rówieśniczej. Pomimo tego, że jako dziecko różne rzeczy starałem się ukrywać, myślę, że wiele osób wiedziało, że nie jestem heteroseksualnym cispłciowym mężczyzną - mówi nam Kuba Piaskowska z Kolonowskiego, małej miejscowości na granicy województwa opolskiego i śląskiego. Obecnie jest osobą 19-letnią, tuż po maturze, która liceum, a także szkołę muzyczną II stopnia, ukończyła w Opolu. W odniesieniu do siebie używa zaimków męskich i żeńskich (w tekście też są one stosowane naprzemiennie, zgodnie z wolą rozmówcy i autoryzowane).

- Już w szkole podstawowej swoje poglądy starałam się otwarcie werbalizować, co chyba skłaniało wiele osób do przemyśleń, choć i tak wiązały się z tym przykre dla mnie sytuacje - stwierdza. Zaznacza jednak, że to, co bolało najbardziej, to niewielka - jak ocenia po latach - determinacja osób dorosłych, w tym pracowników miejscowej szkoły, by zapobiegać aktom rówieśniczej agresji i werbalnej przemocy. Zarazem wielu nauczycieli ze szkoły podstawowej Kuba wspomina dobrze. - Bo prostu zawsze lubiłem się uczyć, a to byli dobrzy pedagodzy - mówi. Raniły jednak zaczepki rówieśników. - Wtedy udawało mi się to jakoś rozegrać, ale przecież była to przemoc. Choć wtedy mój stan psychiczny, a także związana z nim konieczność hospitalizacji, nie były wyłącznie podyktowane kwestią tożsamościową - dodaje.

 

To jest przepaść

 

- Ostracyzm w małych miejscowościach jest dosyć silny, nie tylko w kwestiach orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. Nawet rozwód może budzić w takich społecznościach poruszenie. Ponadto w szkole podstawowej przestałem chodzić na religię, co również rozniosło się echem - mówi Kuba.

Jak tłumaczy, nie tylko ukrywanie queerowej tożsamości było trudne. - W czasie, gdy byłem uczniem podstawówki, wiele spraw było w szkole podporządkowanych religii. Chociażby początek roku szkolnego czy zakończenie wiązały się z jakimiś religijnymi uroczystościami. Obecność na nich tylko teoretycznie nie była obowiązkowa. Praktycznie wszyscy chodzili na religię czy przystępowali do komunii. Niektórzy nauczyciele nawet na świeckich zajęciach odmawiali przed lekcją modlitwę. Najpierw była to dla mnie norma, ale w końcu zaczęło mi to przeszkadzać - opowiada. I przyznaje, że coming out w mocno skupionej wokół religii społeczności może być dla bardzo młodej osoby barierą nie do pokonania. - Mogę powiedzieć, że mam dużo szczęścia, bo mam bardzo odpowiedzialną mamę i wsparcie ze strony rodziny - podkreśla.

Z 'wielkiej' Warszawy jeźdź do małych wiosek, by opowiadać o LGBT. O to pytają najczęściej

 - W mniejszych miejscowościach osób queerowych praktycznie nie widać. To jest rzadkość i jeżeli zdarzy się taka osoba, nie jest ona pozytywnie odbierana - mówi. Szybko zaznacza jednak, że nie uważa, iż absolutnie wszystkie osoby z mniejszych miejscowości (a także wszystkie osoby religijne) były nietolerancyjne i jakoś uprzedzone do środowiska LGBT+. - Zdarzyło mi się rozmawiać z bardzo otwartymi ludźmi w Kolonowskiem i bardzo zamkniętymi ludźmi w Opolu - wskazuje.

- Mam przeświadczenie, że większość ludzi po prostu chce być dobra, chce dobrze dla innych - dodaje. Jednak mając za sobą doświadczenia zarówno ze szkoły podstawowej w Kolonowskiem, jak i ze szkół średnich w Opolu, Kuba mówi wprost: 'To jest przepaść, nie tylko jeśli chodzi o kwestie tożsamościowe i związane z orientacją seksualną.'

 

W szpilkach do szkoły

 

Poza Liceum Ogólnokształcącym nr 5 w Opolu Kuba ukończył też Państwową Szkołę Muzyczną II stopnia im. F. Chopina - uzyskał dyplom z saksofonu. Jak przyznaje, choć w tym środowisku wyrażenie swojej tożsamości płciowej początkowo nie było łatwe, to pomogły wspólne muzyczne zainteresowania. - Z tego, co mi wiadomo, świat muzyki klasycznej uchodzi za raczej konserwatywny i hermetyczny, ale w mojej szkole nikt nigdy nie skomentował, gdy przyszedłem na rozpoczęcie czy zakończenie roku w szpilkach. Albo gdy malowałam się na swoje koncerty. Ewentualnie ktoś przemilczał, patrząc z niesmakiem. Nauczyłam się z tym żyć. Wszystkich nie można zadowolić - stwierdza Kuba.

W LO nr 5 w Opolu również nie spotkał się z dyskryminacją czy mową nienawiści. -  Nie zliczę, ile razy przyszedłem do szkoły w makijażu. Zdarzało mi się również przychodzić w sukience i w moim liceum rzeczywiście poczułem, że mogę wyrażać siebie w pełni. Mimo to 'czarnkowa' szkoła mnie po prostu frustrowała. Irytowały mnie wygłaszane publicznie teksty o osobach LGBT+ jako o ideologii lub tęczowej zarazie. Jednak jeśli chodzi o nauczycieli - na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, których spotkałem, którzy byli 'proczarnkowi' - przyznaje Kuba.

W Polsce jednak studiować nie chce. Jest już po egzaminach wstępnych na Uniwersytet Muzyki i Sztuk Scenicznych w Wiedniu. - Sytuacją polityczną w Polsce byłem zmęczona nie będąc jeszcze pełnoletnim. Zarówno po zaostrzeniu prawa aborcyjnego, jak i w związku z działaniami na szkodę praworządności, miałem wrażenie, że idziemy w kierunku białoruskim czy rosyjskim. Obawiałem się, jak to się skończy. Teraz wiele rzeczy się poprawia, ale wciąż frustruje mnie, że nadal niektóre frakcje w rządzie spowalniają pewne procesy legislacyjne. Tak długo czekało się na zmianę, a nadal się nic nie dzieje - dodaje.

 

Przemocy doświadczyli wszyscy

 

Sytuację osób LGBT+ w województwie opolskim ilustruje między innymi raport zrealizowany w ramach projektu 'Aktywizm to jest TO', w programie finansowanym przez Islandię, Lichtenstein i Norwegię w ramach funduszy EOG, prezentowany w zeszłym roku przez Tęczowe Opole, w którego działania Kuba Piaskowska aktywnie się włącza.

Trzy czwarte osób LGBT+ biorących udział w badaniu przyznało, że chciałoby wyjechać z regionu, a niemal wszystkie doświadczyły jakiejś formy dyskryminacji lub przemocy. Obrażanie, poniżanie, ośmieszanie i negatywne komentarze to doświadczenie 96 proc. badanych, którzy zgłosili doświadczenie dyskryminacji. Osoby te powszechnie spotykają się również z obraźliwymi hasłami i wyśmiewaniem w przestrzeni publicznej (75 proc. wskazań).

Raport wskazuje też, że w dużych miastach (powyżej 50 tys. mieszkańców) rzadziej zdarza się rozpowszechnianie negatywnych opinii, wyśmiewanie, nienawistne wiadomości czy ignorowanie. Częstsze są natomiast obraźliwe hasła w przestrzeni publicznej (zgłasza je 86 proc. badanych z miast powyżej 50 tys. mieszkańców). Z kolei ankietowani z miast do 10 tys. mieszkańców najczęściej doświadczali potrącania, uderzania, szarpania albo kopania.

- Wiele z tych wyników mnie nie zaskoczyło, bo one po prostu w dużym stopniu odzwierciedlają rzeczywistą sytuację - komentuje Kuba Piaskowska. - W województwie opolskim nie mieliśmy co prawda stref 'wolnych od LGBT', ale w moim przeświadczeniu jest jednak duże przyzwolenie na akty przemocy.  I to nie tylko jeżeli chodzi o kwestie orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, ale również jeżeli chodzi o przemoc względem kobiet i przemoc seksualną. A sprawcę czy sprawczynię przemocy często się usprawiedliwia - dodaje Kuba.

- Sam raczej nie wyszedłbym na ulicę w szpilkach i w sukience, i to niezależnie od tego, czy mówimy o Opolu, czy mniejszej miejscowości. Nie jest to dla mnie do końca kwestią odwagi, lecz raczej bezpieczeństwa. Oczywiście fajnie by było, gdybym mogła wyjść w ten sposób wszędzie. W szkole w stylizacji żeńskiej czułem się bezpiecznie, ale nie na ulicy. Wracając z wydarzeń organizowanych przez Tęczowe Opole również biorę ze sobą ubranie na zmianę - przyznaje. Podkreśla też, że nietolerancję i dyskryminację nakręca coś w rodzaju błędnego koła - im mniej osób LGBT+ jest widocznych w lokalnych społecznościach, tym trudniej kolejnym ujawnić swoją tożsamość i w ten sposób ich 'niewidzialność' się ugruntowuje.

 

Sprowokuj z nami równość

 

W Opolu społeczność LGBT+ zaznacza swoją obecność 1 czerwca, w związku VI Marszem Równości, organizowanym tego dnia ze wsparciem Arkadiusza Wiśniewskiego, prezydenta Opola, a także marszałka województwa opolskiego Andrzeja Buły oraz Komisji Europejskiej w Polsce. Jak podkreśla stowarzyszenie Tęczowe Opole - to, co jeszcze rok temu wydawało się nierealne, czyli wsparcie rządu RP, stało się faktem. Patronatu dla opolskiego Marszu Równości udzieliła Katarzyna Kotula, ministra do spraw równości, a także Monika Jurek, wojewoda opolska. Dzień wcześniej, 31 maja, w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu odbył się saksofonowy koncert Kuby Piaskowskiej.

Równocześnie Tęczowe Opole kontynuuje zainicjowaną niedawno akcję społeczną 'Jest nas więcej! Sprowokuj z nami równość'. W ramach kampanii zbierane są relacje i doświadczenia osób queerowych z małych miejscowości województwa opolskiego. Jak słyszymy, odzew jest bardzo pozytywny, a do Tęczowego Opola napływają poruszające historie osób w różnym wieku, opisujących zarówno traumatyczne przeżycia, jak i pozytywne doświadczenia. W większych miastach województwa zawisły banery związane z kampanią, a w mniejszych - dystrybuowane są wlepki.

- Stawiamy na widoczność osób queerowych, żeby mogły one znaleźć cząstkę siebie w tych materiałach i żeby te pozytywnie nacechowane hasła niosły się w morzu negatywnych treści, którymi jesteśmy bombardowani - tłumaczy Kuba Piaskowska. - Wiem, że dla mnie 'z podstawówki', kiedy nie miałam jeszcze swojej społeczności i nie byłem wyoutowana, podobna kampania byłaby niezwykle ważna - dodaje. - Chodzi też o to, by nasza opolska opinia publiczna wiedziała, że osoby LGBT+ są nie tylko w Opolu. Są w każdej wsi i każdym mieście. Może to być nasz sąsiad, pani ze sklepu albo nauczyciel. Albo nasze dziecko - dodaje.

Warto przypomnieć, że czerwiec to czas widoczności osób LGBT+ i solidaryzowania się z nimi oraz promowania równości i solidarności. Określa się go Miesiącem Dumy - z tych, którzy odważyli się walczyć o swoje prawa.