,
Obserwuj
Opolskie

Pomagał powodzianom, łamiącym głosem mówi, co widział. "Stali i patrzyli, jak woda zabiera im wszystko"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
16.09.2024 07:55
- Zobaczyłem straszną potęgę żywiołu i niemoc ludzką. Przerażające było to, że ludzie chyba do końca nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje i nikt nie przewidział najgorszego scenariusza - mówił w TOK FM Dawid Krupiarz, mieszkaniec Opola, który pojechał na tereny zalane nieść pomoc potrzebującym.
|
|
fot. Michal Dubiel/REPORTER

Południe Polski walczy z wielką wodą. Część miast takich jak Opole czy Wrocław przygotowuje się na nadejście fali kulminacyjnej, a część walczy już ze skutkami żywiołu. Przypomnijmy, pod wodą znalazły się Głuchołazy, Kłodzko, Bystrzyca Kłodzka, Lądek-Zdrój, Stronie Śląskie, Nysa czy Jelenia Góra.

Tuż przed nadejściem wielkiej fali część obywateli postanowiła włączyć się w pomoc służbom mundurowym. Jednym z wolontariuszy jest Dawid Krupiarz, mieszkaniec Opola, który w poszukiwaniu zaginionych osób i zwierząt i wszystkich potrzebujących pomocy pojechał na tereny zalane, a dokładnie odwiedził Nysę, Więcmierzyce, Głuchołazy, Jarnołtówek, Kłodzko. W TOK FM opowiedział, co zobaczył i jak wyglądała ewakuacja i pomoc powodzianom.

Tak woda zalewała południe Polski. MAPA pokazuje, gdzie zagrożenie jest największe

- Dla mnie było naturalne, że chce pomóc w tak krytycznej sytuacji. W mojej ocenie w obliczu tak wielkiego kryzysu każdy, kto może, powinien działać - mówił gość 'Pierwszego programu TOK FM'. Jak dodał, nie uważa, żeby zrobił coś nadzwyczajnego, bo dla niego hasło "solidarność" objawia się nie na sztandarach, a w działaniach.  Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Gość TOK FM łamiącym się głosem opisał to, co zobaczył, a także emocje, jakie mu towarzyszyły. Jego relacja przyprawia o ciarki na plecach.  Powódź na południu Polski. "Zobaczyłem straszną potęgę żywiołu" 

- Zobaczyłem straszną potęgę żywiołu coś, co zostanie ze mną na bardzo długo, niemoc ludzką, straszne emocje, i te przerażające widoki, szczególnie to, że ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, co nadchodzi - mówił rozmówca Wojciecha Muzala.  Jak zaznaczył, tym, co najbardziej utkwiło mu w pamięci, jest ewakuacja schroniska dla psów w Nysie.

- Próbowaliśmy ratować zwierzęta, woda dosłownie z kwadransa na kwadrans podchodziła coraz wyżej. Prosiliśmy ludzi, żeby się pospieszyli z akcją ratunkową i wtedy zobaczyłem przerażenie w ich oczach: jak to, naprawdę? Oni do końca nie dowierzali, że to się dzieje. Godzinę później wojsko ewakuowało resztę psów - tłumaczył Dawid Krupiarz.   

Jak pomóc powodzianom? Pomoc gromadzi Caritas, PCK czy siepomaga [Lista zbiórek, numery kont]

Powódź nie oszczędza nikogo. Kilka miejscowości pod wodą. Co zawiodło? Zapytany o to, jak wyglądała pomoc, odparł, że czasem wystarczyło kogoś uspokoić, podać informację, pomóc w ewakuacji. -

Kiedy dojechaliśmy do Głuchołaz, zaczepiła nas starsza kobieta, która miała kilkanaście kotów i bardzo chciała je uratować przed powodzią. Zasięgnęliśmy języka, okazało się, że tam, gdzie mieszka woda nie powinna podejść, bo to była górna część miasta - czasem informacja też jest pomocą - wyjaśnił gość TOK FM. 

To, co jeszcze zostanie w jego pamięci, to widok rzeki wielkości miasta. Wielka woda płynęła wówczas do Kłodzka. 

- Rozlewisko było ogromne,

ludzie z Nowej Rudy i Kłodzka jeszcze nie wiedzieli, że idzie no nich potężna fala, która zmiecie wszystko. I to już kolejna fala. Oni po prostu tam stali i patrzyli, jak woda podchodzi pod domy, to było jedyne, co mogli zrobić.  Prowadzący program zapytał także, co było z punktu widzenia wolontariusza niedopracowane i w jakim obecnie miejscu się znajdujemy. Krupiarz wyjaśnił, że służby działały bardzo sprawnie, nie można zarzucić im opieszałości czy nieprzygotowania.

Zawalił się posterunek policji w Stroniu Śląskim. Woda zamieniła go w stertę gruzu

- Uważam jednak, że jesteśmy w tragicznym miejscu. Największym problemem jest to, że

ludzie nie dowierzali. Inną sprawą, jest to, że nikt nie przewidział najczarniejszego scenariusza.

Nikt nie pomyślał, że Głuchołazy zaleją Nysę od południa, a jednocześnie puszczą tamy, nie wiem, dlaczego nikt nie wziął tego pod uwagę. Jedna z dramatyczniejszych chwil, jakie obserwowałem, to tak, kiedy władze Kłodzka prosiły mieszkańców o samo ewakuację. I widziałem ludzi, z torbami, do których pakują dobytek życia, z przerażeniem w oczach, to było coś strasznego - podsumował gość TOK FM.