Zaginięcie 11-latki. "Pseudopotrzeba" rodziców. "Ogromny problem"
- 11-letnia dziewczynka z Opolszczyzny zaginęła we wtorek po wizycie u dziadków. Odnaleziono ją dwa dni później w mieszkaniu 24-letniego mężczyzny, z którym miała poznać się przez komunikator internetowy;
- Sprawa obudziła na nowo dyskusję o zagrożeniach związanych z przedwczesną inicjacją cyfrową dzieci, a także o rodzicach, którzy publikują wizerunek dziecka w sieci. "W przypadku tej dziewczynki aktywność w sieci rozpoczęła się, gdy miała ona pięć lat" - podkreślił w TOK FM terapeuta Daniel Dziewit;
- Zdaniem eksperta, młodzi ludzie powinni zacząć korzystać z social mediów dopiero w 16. roku życia. "To nie oznacza, że ktoś wolniej się będzie rozwijał, że będzie mniej spokojny, bo jest dokładnie odwrotnie" - wskazał.
11-latka w social mediach. "Ta aktywność nastąpiła bardzo szybko"
Od kilku dni Polska żyje sprawą zaginięcia - i szybkiego odnalezienia - 11-latki z Opolszczyzny. Dziewczynka we wtorek (13 maja) odwiedziła dziadków, a po wizycie nie wróciła do domu. Jeszcze tego samego dnia rodzice zgłosili zniknięcie córki na policję, a następnego policja uruchomiła Child Alert. W akcji poszukiwawczej uczestniczyły setki funkcjonariuszy policji, straży pożarnej i cywili.
Dziewczynkę opolscy policjanci znaleźli w czwartek nad ranem w Żorach na Śląsku, w mieszkaniu 24-letniego Karola B., który został zatrzymany i któremu postawiono zarzuty. W sobotę sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie.
Jeśli Putin zaatakuje Polskę, spuści na nas deszcz tych maszyn. 'Zostań kupy gruzu'
11-latka i mężczyzna mieli poznać się za pomocą jednego z komunikatorów internetowych, co obudziło na nowo dyskusję na temat niebezpieczeństw, które wiążą się z aktywnością dzieci w social mediach.
Jak zwrócił uwagę terapeuta i edukator cyfrowy Daniel Dziewit, 11-latka zaczęła być obecna w mediach społecznościowych bardzo wcześnie. Zanim sama nauczyła się wrzucać do sieci swoje zdjęcia, jej wizerunek publikowali rodzice dziewczynki. - Kinga Szostko z Fundacji Prospołeczna ustaliła, że w przypadku tej dziewczynki aktywność w sieci rozpoczęła się, gdy miała ona pięć lat. Skądś wzięła się wywołana przez technologię pseudopotrzeba chwalenia się swoimi dziećmi, robienia im zdjęć w bardzo wielu sytuacjach życiowych od najmłodszych lat. W tym przypadku ta aktywność nastąpiła bardzo szybko i była niesłychanie intensywna - mówił gość sobotniego "Poranka TOK FM".
Ekspert przyrównał komunikatory internetowe do "wielkich placów, gdzie są setki czy miliony ludzi". - I możemy tam wpaść na osobę, która niekoniecznie chce z nami podjąć relacje, bo nas lubi, ale dlatego, że może mieć złe zamiary, czyli - krótko mówiąc - może dojść do zaczepiania kogoś, nagabywania po to, żeby zrobić krzywdę. Technologie pomogły w takiej eksplozji zarówno przechwytywania zdjęć, jak i w szukaniu osób, które można nakłonić do spotkania z nieznajomym. To ogromny problem i duże zagrożenie - wyjaśnił Daniel Dziewit w rozmowie z prowadzącym audycję Szymonem Kępką.
Ujawnił 'darknet' dla dzieci, więc zrobiły mu 'rajd'. 'Nękały mnie i groziły mojej rodzinie'
"Młodzi ludzie jeszcze zdążą się nascrollować'"
Kiedy więc rodzice powinni pozwolić swoim pociechom po raz pierwszy założyć konto w mediach społecznościowych? Terapeuta, powołując się na - jego zdaniem "fenomenalną" publikację "Niespokojne pokolenie" Jonathana Haidta - ocenił, że powinno to nastąpić dopiero w 16. roku życia. - Haidt popiera to badaniami. Jeżeli wcześnie oddamy dziecko technologiom, sami łamiemy reguły, bo przecież nawet twórcy portali społecznościowych mówią, że konto można założyć od 13. roku życia, a nie od 5. czy 7. - wskazał Daniel Dziewit.
Jak dodał, późny wiek inicjacji cyfrowej ma same korzyści. - To nie oznacza, że ktoś wolniej się będzie rozwijał, że będzie mniej spokojny, bo jest dokładnie odwrotnie. Im później dziecko dostanie technologię do ręki, tym lepiej śpi, lepiej się uczy. Są korzystne relacje, jest chęć do robienia czegoś na zewnątrz, bieganie, przyroda, aktywność, chęć odkrywania świata, jest nuda, z której wynika kreatywność dziecka. Zatem im później, tym lepiej. Młodzi ludzie jeszcze zdążą się "nascrollować", zdążą sobie popisać, będą pracowali przed ekranami - mówił Daniel Dziewit w TOK FM.