Społecznik kontra urząd. Chciał być bezrobotnym, napotkał na problem. "Nie mogłem uwierzyć"
"Przestroga dla osób będących w zarządach NGO. Urząd Pracy w Rzeszowie nie zauważył, że pięć lat pracy w ostatniej firmie nie kolidowało z funkcją społeczną w Fundacji Będzie Dziko i wywiązywałem się z obowiązku pracy w zakładzie. Teraz się zastanawiają, czy pełnienie funkcji w zarządzie [fundacji], gdzie nie uzyskuję dochodów, pozwala mi być gotowym do podjęcia pracy" - napisał w swoich mediach społecznościowych Zbigniew Mieszkowicz, zajmujący się ochroną przyrody w Rzeszowie. Dokładniej - ochroną drzew przed wycinką.
Mieszkowicz jest społecznym strażnikiem drzew w stolicy Podkarpacia. Od kilku lat naraża się deweloperom, łatwo nie mają z nim spółdzielnie mieszkaniowe i wydziały inwestycji urzędów miast w województwie. Jego fundacja nie jest duża, w zarządzie zasiada sam, nikogo nie zatrudnia. Nie ma dochodu z tej działalności, raczej sam do niej dopłaca.
Kiedy rozstał się z ostatnim pracodawcą, zgłosił się do Powiatowego Urzędu Pracy w Rzeszowie po formalny status bezrobotnego. Z pracy zrezygnował, bo - jak powiedział - dojeżdżał na dwie zmiany do Łańcuta. Chciał więc znaleźć coś w Rzeszowie, gdzie mieszka.
Okazało się jednak, że z tym formalnym statusem bezrobotnego to nie jest taka prosta sprawa. Urzędnicy mieli bowiem obawę, czy - działając w organizacji pozarządowej - Mieszkowicz będzie wystarczająco dyspozycyjny dla nowego pracodawcy. - Nie mogłem w to uwierzyć. Powiedziałem pani urzędniczce, że z tego wynika, żebym lepiej nic nie robił poza pracą [w fundacji], siedział w fotelu - komentował w rozmowie z TOKFM.pl Zbigniew Mieszkowicz.
Założyciel Będzie Dziko zaznaczył, że idea organizacji pozarządowych jest właśnie taka, że ludzie realizują swoje pasje. Czasem musi to być jakoś sformalizowane, ale nie jest to - przynajmniej w jego przypadku - zajęcie służące zarabianiu pieniędzy na prywatne cele.
- Teraz jestem bez pracy. Można przewidzieć, że za tydzień-dwa skończą mi się oszczędności, bo nie mam ich wiele, żaden społecznik ich nie ma wiele. Dodatkowo zostaję bez ubezpieczenia. To nie jest sytuacja komfortowa, w której człowiek czuje się bezpiecznie - rozkładał ręce działacz. Mieszkowicz mówił TOKFM.pl, że nagłośnił sprawę w mediach społecznościowych, bo - być może - osób takich jak on jest więcej. Nie mylił się. Problem jest ogólnopolski.
"Nieostra" definicja
Urzędy Pracy - nadając status bezrobotnego - odwołują się do ustawy o zatrudnieniu, która wskazuje, że taka osoba powinna być w pełni dyspozycyjna. Inne jej aktywności nie powinny przesłaniać możliwości podjęcia pracy. - To jest nieostre, oparte na ludziach w tym znaczeniu, że decyzja urzędu jest zależna od wrażliwości urzędnika i tego, czy rozumie specyfikę organizacji pozarządowych. W tym samym urzędzie trafi się do dwóch różnych osób i sprawy mogą być załatwione zupełnie inaczej - mówi nam Łukasz Gorczyński z Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych.
OFOP zaczęła dostawać sygnały o przypadkach podobnych do Mieszkowicza, kiedy urzędy pracy zyskały dostęp do baz KRS. Dzięki temu urzędnicy "pośredniaków" widzą, że ktoś jest wpisany do zarządu.
W 2022 roku Federacja zainteresowała tym tematem Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. - Za pośrednictwem RPO wymieniliśmy się z ministerstwem pięcioma pismami. Nasze były coraz dłuższe, a ich coraz krótsze i sprowadzały się do tego, że oni nie widzą problemu. W tych pismach mylili też słowa - raz pisali 'fundacja', raz 'spółka', dla nich to było obojętne - opowiada Gorczyński.
Legislacyjna mgła
Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych zapytała wszystkie urzędy pracy w Polsce, jaka jest skala problemu. Część w ogóle nie odpowiedziała. Z największych: Wrocław poprosił o więcej czasu na odpowiedź; Warszawa, Łódź i Poznań odpowiedziały, że nie mają statystyk dotyczących tego, że ktoś dostał odmowę przyznania statusu bezrobotnego, ponieważ społecznie pełnił funkcję w zarządzie fundacji czy stowarzyszenia. Kilka urzędów odpowiedziało, że w ciągu roku zdarzyły się jedna-dwie takie osoby.
Ostatni skok na kasę? Do rozdania ponad 100 mln złotych. 'Zgnilé jajo'
- Działalność społeczna kojarzy się z prostym odruchem serca, łatwym działaniem, z poświęceniem własnego czasu, ale z niczym bardziej skomplikowanym. A tymczasem mamy tak skomplikowane prawo, że działającym w sferze społecznej bywa trudniej niż przedsiębiorcom - mówi Gorczyński.
Jego zdaniem sytuację naprawiłaby drobna zmiana ustawy. Wystarczyłby - jak słyszymy - jeden dopisek mówiący (w kontekście bezrobotnych) o osobach pełniących społecznie funkcję w zarządzie organizacji pozarządowej.
- Jest szykowana nowa ustawa o zatrudnieniu. OFOP ma przygotowany przepis. (?) Jest nowa władza, więc mam nadzieję, że będzie prościej zrozumieć tę specyfikę - stwierdza Gorczyński. Jeszcze w kampanii wyborczej, pod koniec września, Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych podpisała trzy deklaracje - z Koalicją Obywatelską, Trzecią Drogą i Lewicą - w sprawie postulatów poprawy sytuacji organizacji pozarządowych (w tym przyznawania statusu osoby bezrobotnej tym, którzy społecznie pełnią funkcje w zarządzie organizacji pozarządowej).
Powiedziała na głos to, o czym we wsi mówi się szeptem. 'Wciąż są ludzie, którzy się boją księdza'
Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Rzeszowie nie chciał komentować sprawy Zbigniewa Mieszkowicza. Zapewniał, że w jego urzędzie nikomu z NGO dotąd nic złego się nie stało. Faktycznie, krótko po rozmowie z nami i po tym, jak społecznik złożył wyjaśnienia na piśmie, oficjalnie przyszła odpowiedź z urzędu, że Zbigniew Mieszkowicz finalnie zostanie wpisany na listę bezrobotnych.
Prezes zarządu Fundacji Będzie Dziko szuka nowej pracy. W tej chwili jego fundacja prowadzi kilka spraw, m.in. w Przemyślu - gdzie planowana jest wycinka drzew w ramach inwestycji drogowych wzdłuż koryta Sanu (ulica Wybrzeże) czy w Rzeszowie, gdzie trwają prace nad "standardami drzew", by usystematyzować działania w obrębie procesów inwestycyjnych i wycinek. Przedstawiciel fundacji pracuje też w komisji dialogu społecznego do spraw drzew, która rozpatruje wnioski o wycinki składane do miasta.
Łukasz Gorczyński z kolei apeluje do wszystkich społeczników, którzy byli lub są w podobnej sytuacji, o zgłaszanie się do Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Sprawa, jak mówi, nie może być zamieciona pod dywan.