Sądownictwo w tyle za nową technologią. "Marnujemy i papier, i ludzkie zasoby"
Sędzia Karolina Rokita orzeka w Sądzie Rejonowym w Przemyślu, w III Wydziale Rodzinnym i Nieletnich. Aktywnie działa też w Stowarzyszeniu Sędziów Polskich Iustitia, gdzie stoi na czele Zespołu do Spraw Cyfryzacji w wymiarze sprawiedliwości. Jak mówi TOK FM - od dawna słychać, że polskie sądy cyfrowo trzeba zreformować, powstają strategie i wytyczne, ale w praktyce niewiele się zmienia.
- Przy ministrze cyfryzacji mamy powołaną Radę do Spraw Sztucznej Inteligencji, mamy politykę dotyczącą sztucznej inteligencji zaplanowaną do 2027 roku, nawet na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości znajdziemy zakładkę odnośnie cyfryzacji sądownictwa, ale wszędzie tam brakuje konkretów. Zapisy i uzgodnienia w żaden sposób nie przekładają się na codzienne funkcjonowanie sądów i na szybsze rozpoznawanie spraw naszych obywateli - mówi pani sędzia.
W jej opinii nasze sądownictwo nie nadąża za zmianami w zakresie nowych technologii. - W moim sądzie w Przemyślu od nowego roku działa system dotyczący elektronicznych dokumentów. Brzmi to obiecująco i ładnie. W praktyce jednak wygląda to tak, że strona przychodzi do sądu, do biura podawczego, zostawić papierowe dokumenty. Panie w biurze wszystkie te kartki skanują i wysyłają mailem do konkretnego wydziału. Potem w wydziale panie te skany drukują, by dołączyć je do papierowych akt danej sprawy. A zatem próby cyfryzacji są podejmowane, ale efekty - nazywając rzeczy po imieniu - bywają absurdalne - tłumaczy gościni TOK FM. - Marnujemy i papier, i ludzkie zasoby, bo pracownicy mają kolejny obowiązek, tracą czas, a to w żaden sposób nie przyspiesza rozpoznania sprawy, co powinno być kluczowe - dodaje sędzia Rokita.
Sąd w drapaczu chmur? Niespotykany przykład z Warszawy
Wydłuża się czas rozpoznania sprawy
Nasza rozmówczyni wskazuje, że statystyki - jeśli chodzi o sprawność postępowań - spadły w ostatnich latach na łeb, na szyję. W niektórych rodzajach spraw czas oczekiwania na rozpoznanie wydłużył się nawet o 80 procent.
- Podam przykład z mojej praktyki zawodowej - sędziego rodzinnego. Trafia do mnie sprawa, w której mam rozpatrzyć sytuację jakiegoś dziecka, bo jest sygnał, że w danej rodzinie coś może się dziać nie tak, jak powinno. Ja muszę zwrócić się o informację np. do lokalnej jednostki policji w Przemyślu lub do przemyskiego ośrodka pomocy społecznej, czy w rodzinie były jakieś interwencje. I ja to wszystko robię pisemnie, 'na piechotę'. Potem czekamy - powiedzmy - dwa czy trzy tygodnie na odpowiedź. Nie tak to powinno wyglądać, w XXI wieku, w dobie nowoczesnych technologii - mówi Rokita.
I przekonuje, że w innych krajach cyfryzacja jest wykorzystywana w sądownictwie od dawna. - Na przykład w Brazylii działa system Sokrates, który pozwala zaprojektować orzeczenie w oparciu o dane, którymi jest nakarmiony. W USA - w sprawach dotyczących warunkowych przedterminowych zwolnień z zakładu karnego - jest z kolei system, który - w oparciu o dane do niego wprowadzone - tworzy prognozę dla danego skazanego, z jakim prawdopodobieństwem powróci do przestępstwa. W Estonii w bardzo dużym stopniu cyfryzacją objęto postępowanie dotyczące drobnych spraw o zapłatę. Kolejny przykład to Słowacja, gdzie ze środków pozyskanych z KPO prowadzi się w bardzo szerokim zakresie cyfryzację akt - wylicza rozmówczyni TOK FM.
- Świat jest coraz bardziej cyfrowy. Przelewy robimy w aplikacji, PIT rozliczamy przez internet, oceny dzieci sprawdzamy w dzienniku elektronicznym. Podobnie może być w sądzie. Tak powinno działać nowoczesne państwo. Takie, które o nas dba i któremu ufamy. Cyfryzacja to łatwy dostęp do sądu i sprawne postępowania - przekonuje nasza rozmówczyni. - W mojej codziennej pracy widzę, jak bardzo cyfryzacja mogłaby sądowe procedury usprawnić. To wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć - podsumowuje.