Sąd Apelacyjny w Rzeszowie bliski przełamania paraliżu. W sprawie neo-sędziów pomogą inni sędziowie
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie jest bliski przełamania paraliżu w wydziale karnym, który rozpoznaje apelacje od wyroków w najpoważniejszych sprawach dotyczących m.in. zabójstw i dużych przestępstw gospodarczych. Obecnie tylko jeden sędzia wydziału karnego Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie to tzw. stary sędzia, czyli taki, który nie uczestniczył w budzącej kontrowersje procedurze awansowej przed upolitycznioną Krajową Radą Sądownictwa. Pozostałych pięciu sędziów z tego wydziału to neo-sędziowie. Gdy ich wyroki trafiają z kasacją do Sądu Najwyższego, są uchylane, bo sędziowie ci nie przechodzą tzw. testu niezawisłości.
Neo-sędziowie z Rzeszowa
By nie ryzykować kolejnych uchyleń, od listopada tzw. neo-sędziowie z Rzeszowa nie rozpoznają apelacji. To powoduje, że sterta spraw oczekujących na rozpoznanie z każdym dniem rośnie. Wszystko dlatego, że w sprawach odwoławczych nie orzeka tylko jeden sędzia, ale najczęściej składy trzy lub pięcioosobowe. To oznacza, że nie ma możliwości orzekania bez neo-sędziów w składzie.
- Wyroki, które zapadają, są przez Sąd Najwyższy uchylane - mówił w TOK FM pod koniec lipca rzecznik prasowy sądu apelacyjnego oraz przewodniczący wydziału karnego, sędzia Zygmunt Dudziński. - Niezależnie od tego, czy w danym składzie orzeka jedna osoba, która - zdaniem Sądu Najwyższego - została powołana prawidłowo, to i tak dwie pozostałe są osobami powołanymi w oparciu o obecną Krajową Radę Sądownictwa - tłumaczył wtedy sędzia Dudziński.
Wyjście z pata
Prezes Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, by jakoś ratować sytuację, w części spraw występował do Sądu Najwyższego z wnioskami, by - zgodnie z procedurą i wobec pata, do którego doszło - przenieść część spraw apelacyjnych do innych apelacji w Polsce. Tyle, że Sąd Najwyższy nie wyrażał na to zgody.
Teraz pojawiło się jednak światełko w tunelu, by problem - choć w części - rozwiązać. - W tej chwili mamy o tyle sytuację zmienioną, że od października w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie będą także orzekać sędziowie z niektórych innych sądów jako sędziowie delegowani. Dodatkowo, w składach karnych będą zasiadać inni sędziowie z innego wydziału, też z Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie - mówi TOK FM sędzia Dudziński.
Wszystko odbywa się zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego. Co ważne, do pracy nie zostaną przywróceni sędziowie w stanie spoczynku, pełniący wcześniej swoje obowiązki w innych miastach, chociaż taki pomysł też był brany pod uwagę. - Jestem tutaj bardzo wdzięczny sędziom z innych wydziałów, którzy będą w wypadku uwzględnienia wniosków o wyłączenie sędziów karnych, pomagać nam w orzekaniu - tłumaczy Dudziński.
Sąd w takim systemie pracy rozpoczął już wyznaczanie nowych terminów rozpraw. W pierwszej kolejności sprawy będą dotyczyć tymczasowo aresztowanych. - Siłą rzeczy pozostałe sprawy, nawet jeśli wpłynęły dosyć dawno, to muszą czekać na swój nowy termin. Kadra jest przecież mocno przetrzebiona, a możliwości orzecznicze małe – uprzedza przewodniczący wydziału karnego. Nie można się spodziewać, że rozpoznanie apelacji ruszy teraz „z kopyta", ale sytuacja z tygodnia na tydzień powinna się zacząć poprawiać. Trzeba pamiętać, że do Wydziału Karnego w apelacji trafiają sprawy duże, często wielotomowe, niejednokrotnie z wieloma oskarżonymi. A to oznacza, że samo przeczytanie akt, ich analiza i zastanowienie się nad decyzją orzeczniczą w danej sprawie, może zająć wiele dni.
Sytuacja w Rzeszowie jest precedensowa – tak dużego „węzła gordyjskiego" nie ma w żadnym innym sądzie odwoławczym w Polsce.