Dramatyczna sytucja w Bieszczadach. Wyjeżdżali do pożarów co 12 minut. "Nieszczęście gotowe"
- To był pierwszy tak pracowity weekend dla strażaków walczących z pożarami traw na łąkach, pastwiskach i nieużytkach;
- W ciągu tych 48 godzin strażackie wozy w województwie podkarpackim wyjeżdżały do takich akcji średnio co 12 minut;
- Z ogniem walczyło ponad 2700 strażaków ochotniczej i państwowej straży pożarnej.
- Tylko w ciągu ostatnich 48 godzin pożary zdewastowały ponad 100 hektarów ziemi. Ogień niejednokrotnie zatrzymywany był w pobliżu domów i budynków gospodarczych. Wchodził także w młodniki i lasy - informuje rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie, bryg. Marcin Betleja.
Strażacy przypominają, że wypalanie traw jest nielegalne i grozi wysokimi karami. Ostrzeżenia i apele o rozsądek płyną także z Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Władze BPN przypominają, że na terenie parku obowiązuje bezwzględny zakaz używania otwartego ognia. - Apelujemy! Nie wyrzucajcie niedopałków w darń roślinną - jest to wykroczenie wobec zapisów ustawy o ochronie przyrody i stwarza niebezpieczeństwo dla wszystkich odwiedzających park - czytamy na profilu BPN na Facebooku.
Mało śniegu i deszczu. To będzie trudna wiosna
Bieszczadzki Park Narodowy podkreśla, że przez mało śnieżną zimę i niewielkie opady deszczu, niekoszone łąki, zarośla i połoniny są mocno przesuszone i wyjątkowo zagrożone pożarami. W weekend w pobliżu parku doszło do dwóch poważnych pożarów.
Znane miejsce w Bieszczadach spłonęło. 'Chwilowo nie mamy swojego kąta'
W niedzielę po południu płonęły łąki w miejscowości Hulskie. Ogień był blisko granicy lasu i to był priorytet dla strażaków - ochronić las. Na miejsce przyjechali strażacy z całej okolicy, poza ochotnikami, także zawodowcy z PSP w Ustrzykach Dolnych. Komendant OSP w gminie Lutowiska, Jakub Doliwa zwraca uwagę, że Hulskie to miejscowość w zasadzie już nieistniejąca. Oddalona o kilka kilometrów od najbliższych zabudowań w sąsiedniej Zatwarnicy. - Jest jeden czy dwa zamieszkałe domy na pustkowiu, w środku lasów. - mówi komendant. OSP z Lutowisk wysłało na miejsce dwa samochody gaśnicze i quada. - W takich działaniach w terenie czasami tylko taki sprzęt pomaga nam dotrzeć jak najbliżej pożaru. W tym wypadku ogień pojawił się na zboczu o sporym nachyleniu. Nie mogliśmy dojechać autem gaśniczym nawet w pobliże pożaru - opowiada Jakub Doliwa. W czasie takich akcji strażacy używają ręcznych narzędzi (tłumic). Niedzielny pożar w Hulskiem strawił 2 hektary łąki, strażakom udało się zatrzymać go przed linią lasu.
Jeszcze poważniej wyglądał sobotni pożar w okolicach Mucznego (znanego turystom, bo jest tam zagroda pokazowa żubrów i Centrum Promocji Leśnictwa Lasów Państwowych). Tym razem chodziło o teren w samym sercu Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Informacje o pożarze przekazał turysta wędrujący grzbietem Bukowego Berda. Mówił, że widzi palący się las. Po tej informacji znów wszystkie okoliczne OSP zostały zaalarmowane. W Mucznem jest wieża widokowa, która jest świetnym punktem obserwacyjnym. Strażacy wyjechaliśmy quadem na górę i weszli na wieżę widokową, żeby rzucić okiem na okolice. - Okazało się, że faktycznie pali się na pograniczu Polski i Ukrainy od strony wsi Tarnawa Niżna - opowiada komendant strażaków ochotników w gminie Lutowiska. Ogień pojawił się w kilku miejscach po ukraińskiej stronie granicy. Wiatr przesuwał zagrożenie do Polski. Granicą okazał się San. - W tym miejscu rzeka nie jest szeroka, bo ma zaledwie 3-4 metry, ale to wystarczyło, by pożar się zatrzymał. Ogromne szczęście, bo dalej były już torfowiska, wyjątkowo trudne do gaszenia - mówi Jakub Doliwa.
Wypalanie traw i niedopałki papierosów - od tego się zwykle zaczyna
Komendant OSP w Lutowiskach zwraca uwagę, że z tej bieszczadzkiej miejscowości do ukraińskiej granicy są zaledwie 2 km w linii prostej i że wiosna często przynosi pożary po drugiej stronie granicy. - W Ukrainie świadomość tego, że wypalanie traw nie jest dobre dla przyrody i niesie ogromne niebezpieczeństwo także dla ludzi, jest gorsza niż u nas. Tam nadal wiosenne wypalanie traw jest plagą - mówi strażak.
W Polsce, mimo surowych kar i wielu lat akcji edukacyjnych prowadzonych przez strażaków, pożary łąk nadal najczęściej zaczynają się od wypalania traw. Czasami zdarza się nieumyślne zaprószenie ognia przez spacerowiczów czy zbieraczy poroża. - Ktoś rzuci niedopałek i nieszczęście gotowe. Zdarzały się pożary od, wzniecane przez, przez przejeżdżające samochody. A gdy jest sucho tak jak teraz, to wystarczy, by doszło do tragedii - podkreśla Jakub Doliwa z OSP w Lutowiskach.
Od początku tego roku podkarpaccy strażacy wyjeżdżali już ponad tysiąc razy do gaszenia pożarów traw na łąkach, pastwiskach i nieużytkach. Z ogniem walczyło blisko 20 tysięcy strażaków. Spłonęło 377 hektarów terenu.