,
Obserwuj
Podkarpackie

Chińska platforma wystawiła jej obraz za 50 zł. "Jak mam walczyć z takim gigantem?"

5 min. czytania
14.08.2025 06:28
Małgorzata Kruk, malarka, właścicielka galerii sztuki w Rzemieniu koło Mielca, przypadkiem znalazła swój obraz na Temu. Wiedziała, że to kradzież, bo nikt nie ma z nią umowy na sprzedaż prac w internecie. - Jak mam walczyć z takim gigantem? - pyta malarka. My pytamy o to prawniczkę, która tropi w sieci fałszywki prac Zdzisława Beksińskiego.
|
|
fot. Archiwum prywatne
  • Małgorzata Kruk znalazła na Temu swój obraz podkarpackiej łąki, sprzed 10 lat, za około 50 zł;
  • Twórczyni powołuje się na Google Analytics i wylicza, że w ostatnim czasie wyraźnie przybyło jej obserwujących z Chin;
  • Wyrzuca sobie, że 10 lat temu zbyt mało wiedziała o tym, jak dbać o prawa autorskie i jak utrudnić kradzież swoich prac w internecie;
  • Do tego, by twórcy walczyli o swoje prawa, zachęca Aneta Pankowska, prawniczka z kancelarii, która na zlecenie Muzeum Historycznego w Sanoku od kilku lat tropi fałszywki prac Zdzisława Beksińskiego.

- Wpadłam na to, gdy przeglądałam z ciekawości oferty innych artystów. Byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam swój obraz sprzed 10 lat. Sprzedający na Temu nawet nie usunęli mojego autografu. Obraz to reprodukcja za niespełna 50 złotych - opowiada nam Małgorzata Kruk. Malarstwo jest jej pasją od 25 lat.

Równie długo trwa fascynacja podkarpacką łąką, którą pokazuje na swoich dziełach. - Minęło ćwierć wieku, od kiedy zaczęłam malować łąki z pozycji żaby - tak niziutko, przyglądając się każdej roślince. To było nieoczywiste spojrzenie na łąkę, charakterystyczne dla mnie - mówi nam malarka. I właśnie dlatego natychmiast rozpoznała swoją pracę, a sam podpis nie pozostawiał już żadnych złudzeń.

Małgorzata Kruk wylicza, że namalowała w swoim życiu już kilkanaście tysięcy obrazów przedstawiających łąkę. - Na mojej stronie jest sześć tysięcy, na Pintereście około siedmiu tysięcy. One dokumentują całą moją twórczość - mówi.

Jak dbać o własne dzieła w sieci?

Wyrzuca sobie, że 10 lat temu zbyt mało wiedziała o tym, jak dbać o prawa autorskie i jak utrudnić kradzież swoich prac w internecie. Chwaliła się nowymi obrazami w sieci, pliki w żaden sposób nie były zabezpieczone - nie tylko nie miały znaków wodnych, lecz także były w tak dobrej rozdzielczości, że spokojnie mogły być drukowane. Kobieta przypuszcza, że przez to Temu wyłowiło właśnie jej prace.

Twórczyni powołuje się na Google Analytics (narzędzie oferowane przez Google, które służy do analizy ruchu na stronach internetowych i w aplikacjach) i wylicza, że w ostatnim czasie wyraźnie przybyło jej obserwujących z Chin. W liczbach wygląda to tak: z Ukrainy trzy osoby, z Rosji pięć, z Chin dwadzieścia.

Czy to koniec tanich zakupów z Shein i Temu? Europa stawia granice fast fashion [TECHSTORIE LIGHT]

Małgorzata Kruk, dopytywana, co zrobiła, gdy odkryła, że ktoś ukradł jej obraz i sprzedaje reprodukcję na chińskiej platformie sprzedażowej, odpowiada, że nic. I pyta: jak miałaby walczyć z takim gigantem? - Nie mam możliwości prawnych ani finansowych. Nie jestem w stanie nic praktycznie zrobić i myślę, że większość artystów, których prace sprzedaje Temu, ma to samo odczucie. A może jeszcze się nie dowiedzieli, że ich prace mogą tam być? - zastanawia się malarka.

Obrazy na Temu. Co na to prawniczka? Warto zgłaszać nadużycia

Do tego, by twórcy walczyli o swoje prawa, zachęca Aneta Pankowska, prawniczka kancelarii RKKW - KWAŚNICKI, WRÓBEL & Partnerzy. To właśnie ta kancelaria na zlecenie Muzeum Historycznego w Sanoku od kilku lat tropi fałszywki prac Zdzisława Beksińskiego (muzeum w rodzinnym mieście malarza jest jedynym spadkobiercą nieżyjącego, wybitnego twórcy).

Prawniczka podkreśla, że w Europie z Temu korzysta już ponad 45 milionów użytkowników i że platforma jest pod lupą Europejskiego Urzędu do Spraw Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Temu było już karane za praktyki naruszające interesy konsumentów. Platforma jest zobowiązana do stosowania procedur zmierzających do eliminowania aukcji i ofert sprzedaży rzeczy, które naruszają prawa własności intelektualnej (np. wydruków i reprodukcji dzieł malarskich).

- Platforma ma bardzo prosty formularz, który pozwala w dość szybki sposób dokonać zgłoszenia i poinformować o nadużyciu - mówi Aneta Pankowska. Prawniczka zaznacza, że Temu to kapitał chiński, ale za sprzedaż na terenie Unii Europejskiej odpowiada spółka zarejestrowana w Irlandii i to do niej trafiają zgłoszenia klientów. - Zachęcam także młodych twórców do tego, by zapoznać się ze stroną Temu i znaleźć część dotyczącą zgłoszenia naruszeń praw własności intelektualnej. Z naszego doświadczenia wynika, że już wypełnienie formularza i wysłanie zgłoszenia doprowadza do usunięcia podejrzanej oferty, więc warto takie zgłoszenia robić - radzi mecenas.

Skarpetki z pracami Beksińskiego? 'Na pewne rzeczy nie możemy pozwolić'

Zaznacza, że w sprawach, które kancelaria prowadzi na zlecenie Muzeum Historycznego w Sanoku, często wystarczyło zgłoszenie o tym, że gdzieś pojawiła się fałszywa praca Zdzisława Beksińskiego. - Najwięcej naszych interwencji wiąże się z udaremnieniem sprzedaży podrabianych prac tego wybitnego malarza, gdy wiemy, że nie ma zgody muzeum na wytworzenie i sprzedaż reprodukcji. Naszym zadaniem jest zablokowanie takich sprzedaży. Najczęściej występujemy do platformy zakupowej, która zamieszcza oferty sprzedawcy takich rzeczy, żądamy ich usunięcia i zwykle takie interwencje kończą się powodzeniem - mówi Pankowska. W sytuacjach, które wskazują na komercyjny charakter sprawy, sanockie muzeum decyduje się na kroki prawne.

Prawnicy na tropie fałszywek Beksińskiego

Od kilku lat, na zlecenie Muzeum Historycznego w Sanoku, prawnicy śledzą aukcje i platformy sprzedażowe. Sprawdzają, czy na rynek nie trafiają fałszywki prac Beksińskiego, ale dostają też sygnały od muzeum w Sanoku i fanów artysty. Dotąd udało się usunąć wiele ofert podrobionych prac Zdzisława Beksińskiego z portali aukcyjnych znanych na całym świecie.

Obrazy lub szkice oferowane były jako oryginały. W opisach aukcji były nawet spreparowane dokumenty, które miały wskazywać na autentyczność prac. Przeprowadzone ekspertyzy wykazały, że te obrazy nigdy nie były ani w zbiorach muzeów, ani prywatnych właścicieli, i że Beksiński nie namalował tych obrazów. Podrobione prace zostały usunięte z aukcji niezwłocznie po otrzymaniu pism o zaprzestaniu ich sprzedaży.

W jednej ze spraw prawnicy doprowadzili do usunięcia z amerykańskiej platformy sprzedażowej ponad czterech tysięcy produktów z cyfrowymi reprodukcjami prac Zdzisława Beksińskiego. Użytkownik platformy wystawiał na sprzedaż torebki, maseczki, odzież, puzzle, pokrowce na telefon, notesy i plakaty, wykorzystując cyfrowe reprodukcje prac artysty bez wymaganej zgody Muzeum Historycznego w Sanoku. W tej sprawie wystarczyło wezwanie do usunięcia treści naruszających autorskie prawa majątkowe muzeum w rodzinnym mieście malarza.

W ostatnim czasie kancelaria RKKW zakończyła karną sprawę, która była istotna dla muzeum. - Mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której obywatel Polski uczynił sobie z tego procederu stałe źródło utrzymania i na różnych platformach oferował reprodukcje wytworzone bez zgody muzeum. Handel kwitł na bardzo dużą skalę. Ostatecznie sprawa zakończyła się skazaniem tej osoby i zasądzeniem odszkodowania na rzecz muzeum, co ma też niewątpliwie wymiar prewencyjny. To ważny sygnał dla rynku, że sankcje w przypadku trudnienia się takim procederem mogą być naprawdę dolegliwe - ostrzega mecenas Pankowska.

Wyjątkową dla prawników sprawą była ta dotycząca gry komputerowej, której twórcy utrzymywali, że inspirowali się pracami Beksińskiego. - Inspiracja cudzym utworem jest dozwolona prawnie. Niedozwolone jest natomiast opracowanie cudzego utworu, czyli przejęcie bardzo charakterystycznych elementów twórczości, w tym wypadku Zdzisława Beksińskiego. W naszym przekonaniu to było już zdecydowane przekroczenie inspiracji - mówi prawniczka reprezentująca spadkobierców malarza.

Aneta Pankowska nie ukrywa, że od strony prawniczej pozostaje pewien niedosyt. - Ugoda jest oczywiście zawsze najlepszą formą zakończenia sporu dla klienta, najbardziej optymalną, bo wiemy, że spory - zwłaszcza w takich sprawach - trwają długo, ale ta sprawa byłaby niezwykle ciekawa. Sąd musiałby zdecydować, czy rzeczywiście już mieliśmy do czynienia z opracowaniem, czyli nastąpiło naruszenie praw autorskich, czy też mieliśmy do czynienia tylko z inspiracją. To mogłoby być ważne orzeczenie i dla nas prawników i dla wielu artystów - mówi mecenas Pankowska.