"Najlepszym rozwiązaniem byłby strajk". W gdyńskiej komunikacji miejskiej domagają się podwyżek
Związkowcy argumentują swoje żądania coraz wyższymi kosztami życia. Tłumaczą, że z komunikacji miejskiej - z powodów finansowych - zwolniło się w tym roku kilkadziesiąt osób. Ich zdaniem warunki pracy i płace nie są atrakcyjne dla nowych kierowców. Domagają się wyższej stawki godzinowej i dodatków.
- Nasze postulaty to dwa złote do stawki godzinowej dla pracowników komunikacji miejskiej, 1,44 złote do prowadzenia autobusu standardowego i wypłata dodatku stażowego dla pracowników, którzy będą przechodzić do systemu komunikacji miejskiej, a odbyli staż u innych pracodawców - wylicza Stanisław Taube, przedstawiciel związkowców.
Władze Gdyni i przedstawiciele zarządów spółek transportowych spotkali się z kierowcami. Efektem dwugodzinnych rozmów było jednak tylko ustalenie kolejnego terminu spotkania. - Jest to zbyt wczesna pora, abyśmy byli w stanie podejmować decyzje budżetowe dotyczące przyszłego roku - tłumaczyła wiceprezydentka Gdyni Katarzyna Gruszecka-Spychała.
Pieniędzy brakuje
Kolejne spotkanie odbędzie się w październiku, gdy znane będą wydatki miasta na energię elektryczną. Samorządowcy spodziewają się wzrostu stawek o kilkaset procent. Jednocześnie wiceprezydent zapewnia, że rozumie oczekiwania kierowców.
- Oczywiście jest dla nas jasne, że przy tak galopującej inflacji i przy tak dramatycznych efektach gospodarczych wojny podwyżki są niezbędne - przyznała Gruszecka-Spychała. - Musimy jednak brać pod uwagę, że nie mniej dramatyczne dla samorządu były efekty Polskiego Ładu. Jeżeli z budżetu opiewającego na dwa miliardy złotych ubywają kwoty rzędu 300 milionów, to podjąć jakąkolwiek decyzję finansową jest bardzo trudno - powiedziała.
Jest porozumienie, ale potrzebny jest aneks
- Najlepszym rozwiązaniem byłby strajk - nie ukrywa rozczarowania Stanisław Taube. - To by na pewno było to, czego oczekują pracownicy i kierowcy komunikacji miejskiej - dodaje. Na razie kierowcy mają związane ręce, bo ciągle obowiązuje porozumienie płacowe zawarte z władzami w ubiegłym roku, obowiązujące do końca pierwszego kwartału 2023 roku.
Związkowcy domagają się jednak, by do tego dokumentu stworzyć aneks. Jak wylicza Taube, kosztowałby on rocznie spółki komunalne przewozowe dziewięć i pół miliona złotych.
Jeśli miasto nie zgodzi się na aneks, związkowcy zapewniają, że i żądania, i działania wejdą na nowy poziom. - Jeżeli nie dojdziemy porozumienia i kolejne spotkanie nic nie przyniesie, to wchodzimy w tryb ustawy o rozwiązaniu sporów zbiorowych, czyli zgłaszamy postulaty do pracodawców - precyzuje związkowiec. - Ale już to nie będą takie małe postulaty i małe kwoty godzinowe, tylko na pewno większe - zapowiada.