,
Obserwuj
Pomorskie

"O, pani! Trzy miesiące czekania". Mama małej Zosi ma związane ręce. I nie tylko ona

4 min. czytania
13.10.2023 18:00
Bez ważnego orzeczenia, nawet miejsce parkingowe dla osób z niepełnosprawnością jest poza ich zasięgiem. Problem w tym, że orzeczenie uzyskać ostatnio bardzo trudno. - Nałożyło się kilka problemów - rozkładają ręce urzędnicy.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Aleksandra Marcinkowska jest mamą 8-letnich bliźniaczek - Tosi i Zosi. Zosia jest dzieckiem z niepełnosprawnością. Ma mózgowe porażenie dziecięce i padaczkę w wyniku niedotlenienia okołoporodowego. Mimo przeciwności losu - jak mówi jej mama - jest zawsze uśmiechnięta.

Zosia jest niepełnosprawna od urodzenia, ma dokument z tzw. ustawy 'za życiem', świadczący o tym, że na co dzień potrzebuje wsparcia i to się nie zmieni. Ale co kilka lat - tak jak inni - musi stawać przed komisją orzekającą o niepełnosprawności.

- Poprzednie zaświadczenie mieliśmy wydane w 2018 roku, na pięć lat. Wszystko było w porządku aż do teraz. Zgodnie z przepisami, wniosek o nowy dokument można złożyć na 30 dni przed upływem końca poprzedniego. Tak też zrobiłam, ale okazało się, że kolejki są ogromne i będziemy czekać na komisję o wiele dłużej - opowiada mama Zosi, mieszkanka Gdańska.

"O, pani! Trzy miesiące czekania"

- Pojechałam osobiście złożyć wniosek. Było strasznie dużo ludzi, dlatego zdecydowałam się go wysłać pocztą. Był w nim błąd, wezwano mnie do jego usunięcia. Pojechałam, by pomyłkę poprawić. I wtedy, na pytanie, kiedy możemy mieć komisję, usłyszałam: "O, pani! Trzy miesiące czekania". Zrobiłam wielkie oczy. Jak to? Przecież muszę mieć ciągłość, by zachować choćby świadczenie pielęgnacyjne czy móc skorzystać z refundacji na sprzęt do rehabilitacji - tłumaczy pani Ola.

Okazało się, że problemu nie da się przeskoczyć. Co więcej - w podobnej sytuacji są też inne dzieci i dorośli z niepełnosprawnościami. Powód to ogrom wniosków o wydanie orzeczenia, a z drugiej strony mała liczba komisji orzekających.

Efekt? Mama Zosi, a także inni, mają związane ręce. Bez orzeczenia nie mogą nic - nawet parkować na miejscu przeznaczonym dla osób z niepełnosprawnościami. A pani Aleksandra codziennie jeździ z córką na rehabilitację i musi płacić za parking. - Wszędzie potrzebne jest to orzeczenie, nawet w fundacji, za pośrednictwem której zbiera się pieniądze dla dziecka. Teraz widzimy tam czerwoną adnotację: 'Proszę przysłać orzeczenie, bo poprzednie straciło ważność' - rozkłada ręce nasza rozmówczyni.

Marcinkowska całą historię opisała w mediach społecznościowych. - Po moim wpisie na Facebooku odezwało się do mnie mnóstwo osób z tym samym problemem, z różnych części Polski. Gdyby nasze orzeczenie skończyło się do 5 sierpnia, zostałoby z automatu przedłużone, bo takie były przepisy. Ale skończyło się później i o przedłużeniu nie ma już mowy. Pozostaje czekać. Ja sobie jakoś poradzę, ale co mają zrobić samotne mamy, które dostają świadczenie pielęgnacyjne i z tego się utrzymują? - zastanawia się pani Aleksandra.

Osoby z niepełnosprawnościami czują się zagrożone i piszą do minister Malęg. 'Żądamy upublicznienia prac'

Nałożenie się kilku problemów

Władze Gdańska sprawę znają i zdają sobie sprawę z aktualnych kłopotów. Przekonują jednak, że wynikają one z odgórnych decyzji podjętych na poziomie rządu, a nie samorządu. Wiceprezydent do spraw rozwoju społecznego i równego traktowania Monika Chabior mówi TOK FM, że nałożyło się kilka problemów, stąd kolejki.

- Pozyskanie lekarzy orzeczników jest dla nas dużym wyzwaniem, ponieważ dostępność specjalistów w Polsce stanowi ogromny problem - mówi Chabior. Poza tym, nawet jeśli uda się pozyskać nowych medyków, muszą przejść szkolenie organizowane przez służby wojewody. A na to trzeba czekać.

- Kolejnym problemem jest zmiana przepisów. Jesteśmy na etapie wygaszania przepisów covidowych. Pandemia sprawiła, że duża liczba osób zaczęła chodzić do lekarzy, a co za tym idzie - obserwujemy zwiększoną liczbę osób, które po raz pierwszy ubiegają się o orzeczenie. Z drugiej zaś strony osoby, które były niejako chronione przepisami covidowymi i miały przedłużoną ważność swoich orzeczeń, teraz ponownie muszą stanąć przed komisją. Dodatkowo mamy też osoby, którym akurat teraz orzeczenie się kończy i też muszą je przedłużyć - wylicza wiceprezydentka Gdańska.

Do tego wszystkiego dochodzą kwestie finansowe. Działanie komisji orzekających jest finansowane z pieniędzy rządowych, których jest za mało. - Poruszamy się w ograniczonym i niekomfortowym budżecie - mówi wiceprezydent. W pierwszym kwartale roku 2023 Gdańsk zawnioskował do wojewody o dodatkowe 721 tysięcy złotych właśnie na orzecznictwo - na początku października otrzymał 80 tysięcy złotych, czyli bardzo niewielką część wnioskowanej kwoty.

- W budżecie miasta na 2023 rok ponad 900 tysięcy złotych to wkład własny samorządu. W 2024 roku przewidujemy zwiększenie wkładu własnego do 1,2 mln złotych. Nie otrzymaliśmy informacji od wojewody pomorskiego o zwiększeniu budżetu na przyszły rok - informuje Marta Formella z referatu prasowego Urzędu Miasta Gdańsk.

Jak wskazuje wiceprezydentka, do urzędu trafiło pismo od pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych Pawła Wdówika. - Pisze do nas o osobach z niepełnosprawnościami, z troską wyrażając się o ich potrzebach dotyczących orzecznictwa. Natomiast jego propozycja sprowadza się do słów: 'zwracam się o podjęcie działań organizacyjnych i dołożenie szczególnej staranności'. Nie ma natomiast żadnych rozwiązań ani finansowych, ani przyspieszających różne procedury, ani wydłużających ochronę dla osób, którym stopniowo - również w tym momencie - kończą się orzeczenia, aby tę prace można było sensownie zrealizować. My jako Gdańsk, ale też inne samorządy, regularnie zgłaszamy możliwe do wprowadzenia zmiany legislacyjne. Czasem wystarczy zmiana rozporządzenia ministra. Ale na razie tego nie widzimy - podsumowuje Monika Chabior.

Matka niepełnosprawnego o 'cwanej zagrywce rządu'. 'Nie nadążam odbierać telefonów od zrozpaczonych rodziców'