,
Obserwuj
Pomorskie

Działacz pro-life skazany za zniesławianie osób LGBT. Ma przeprosić za "kampanię nienawiści"

PAP, tokfm.pl
2 min. czytania
17.01.2024 14:42
Sąd Okręgowy w Gdańsku utrzymał w mocy wyrok skazujący Mariusza D., prezesa fundacji pro-life, na rok ograniczenia wolności. Mężczyzna ma też przeprosić osoby LGBT+ za kampanię nienawiści, którą prowadził za pomocą jeżdżących po Gdańsku furgonetek. Wyrok jest prawomocny.
|
|
fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Sąd Okręgowy w Gdańsku utrzymał w mocy wcześniejszy skazujący werdykt sądu pierwszej instancji. W marcu 2023 roku Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe skazał prezesa Fundacji 'Pro Prawo do Życia' Mariusza D., na rok ograniczenia wolności w wymiarze 20 godz. prac społecznych miesięcznie, przeproszenie pokrzywdzonych, zapłatę nawiązki na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej w wysokości 15 tys. zł oraz pokrycie kosztów sądowych.

Sprawa toczyła się z oskarżenia prywatnego osób fizycznych (Marty Magott, Nikodema Mrożka) i gdańskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób LGBT Tolerado. Była związana z akcją wymierzoną w społeczność osób LGBT+, w ramach której po Gdańsku jeździły ciężarówki ze zdjęciami osób roznegliżowanych i hasłami odnoszącymi się do osób homoseksualnych w kontekście pedofilii. Apelację od skazującego wyroku wniósł obrońca oskarżonego.

Sędzia Mariusz Kaźmierczak uzasadniał, że zarzuty podniesione w apelacji są niezasadne. - W ocenie sądu nieprawidłowy jest pogląd (?), że jeżeli pomawia się jedną, dwie, trzy ściśle określone osoby, to jest to pomówienie, a jeżeli pomówi się całą grupę takich osób, to ogólność tego pomówienia wyklucza możliwość uznania, że doszło do działania na szkodę określonej osoby, niewymienionej wprost w tym komunikacie - mówił sędzia.

Matka Franka kontra 'płodobusy'. Prawicowa fundacja na razie górę. 'Nie odpuszczę'

Jego zdaniem komunikat oskarżonego dotyczył istniejących, żyjących osób ściśle zdefiniowanych przez konkretne cechy. Sędzia Kaźmierczak uzasadniał, że to jest grupa, do której przynależność deklaruje bardzo wiele osób o konkretnych cechach związanych z deklarowaną orientacją seksualną.

- Sąd okręgowy zgodził się z sądem rejonowym, że oskarżony nie wykazał w należyty sposób prawdziwości prezentowanych przez siebie tez - tłumaczył dalej Kaźmierczak. I dodał, że oskarżony odwoływał się do konkretnych artykułów i opracowań, pomijając jednak fakt, że były one krytykowane przez uznane autorytety naukowe i były to opinie, a nie twarde naukowe tezy poparte badaniami.

Według sądu działania oskarżonego nie mieściły się w wolności słowa i miały dzielić społeczeństwo, a głoszone komunikaty stanowiły element mowy nienawiści przekraczającej granice dopuszczalnej krytyki.

Obrońca oskarżonego radca prawny Wawrzyniec Knoublauch powiedział po wyroku, że w podobnej sprawie w Gorzowie Wielkopolskim zapadł wyrok uniewinniający i z tamtym stanowiskiem się zgadza. - Poczekamy na uzasadnienie - dodał.

Pełnomocniczka osób oskarżających o zniesławienie Katarzyna Warecka przyznała, że jest zadowolona z wyroku. - To jest ta kropka nad i, której wszyscy potrzebowaliśmy, żeby jakiś sąd w Polsce powiedział wyraźnie, że takie komunikaty, to jest homofobia i mowa nienawiści, która tworzy antagonistyczne nastroje społeczne - podsumowała.

Pierwszy taki wyrok w Polsce. Kierowca homofobusa prawomocnie skazany za zniesławienie osób LGBT+