,
Obserwuj
Pomorskie

Dramat nastoletnich braci. Głodni i chorzy żyli w namiocie. "Suma nieszczęść porusza do głębi"

oprac. AS tokfm.pl
2 min. czytania
12.09.2024 17:44
"Ojciec nie żyje, matka została aresztowana. 15-letnim Piotrem i 17-letnim Pawłem zaopiekowała się sąsiadka, potem pojechali do starszego brata. Ale nie było dla nich miejsca" - historię nastoletnich braci z Pomorza nagłośniła"Gazeta Wyborcza".
|
|
fot. Zdjęcie nadesłane

"15-letni Piotr i 17-letni Paweł [imiona zmienione] z gminy Chojnice nie mają ojca (zmarł wiele lat temu). Ich matka od drugiej połowy lipca czeka w areszcie na proces karny, ma zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co w najlepszym razie grożą trzy lata. Nie wiadomo, kiedy wyjdzie na wolność. Chłopcy przez niemal miesiąc byli bez dachu nad głową, mieszkali w namiocie na trawniku" - poinformował trójmiejska "Gazeta Wyborcza".

Wszystko zaczęło się od aresztowania matki nastoletnich braci. Wtedy na prośbę kobiety Piotrem i Pawłem zajęła się sąsiadka. Po pewnym czasie chłopcy pojechali do 21-letniego brata, który mieszka w Gdańsku. Ale nie było tam dla nich miejsca, bo w małym mieszkaniu mieszka w sumie pięć osób, w tym małe dziecko.

Głodni i chorzy bracia żyli w namiocie. MOPR czekał aż wakacje się skończą

Nastolatkowie zdecydowali więc, że zamieszkają w namiocie, którzy rozbili na trawniku przed budynkiem, w którym mieszka ich starszy brat. Co ciekawe, "do chłopców dotarli pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku i zdecydowali się zaalarmować policję. Ale nie od razu, a dopiero pod koniec sierpnia, gdy kończyły się wakacje".

Nowe doniesienia w sprawie Sebastiana z Krakowa. Sprawa się komplikuje

Jak informuje "GW", policjanci po otrzymaniu sygnału od pracowników MOPR-u pojechali, by zobaczyć, co dzieje się z braćmi. Zastali nastolatków "brudnych, głodnych i chorych nastolatków, bez opieki i dostępu do toalety". "Chłopcy zostali umieszczeni tymczasowo w pogotowiu opiekuńczym w Gdańsku. Są tam do dziś" - czytamy.

Nastoletni bracia żyli w namiocie. "Suma nieszczęść porusza do głębi"

Dlaczego przez miesiąc MOPR zrobił niewiele, by pomóc nastolatkom? Urzędnicy nie mają sobie nic do zarzucenia. 'Wyborcza" stawia też o zachowanie policji z rodzinnej miejscowości nastolatków i braku reakcji tamtejszego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Służby przerzucają się odpowiedzialnością.

- Suma nieszczęść, jakie dotknęły tych chłopców, porusza do głębi. Nie dość, że nie mają ojca, to jeszcze stracili opiekę matki, która trafiła do aresztu. I w sytuacji, gdy wszystkie służby powinny stanąć na wysokości zadania, by zapewnić dzieciom wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, znalazły się w namiocie, bez opieki, bez zapewnienia podstawowych warunków higienicznych, ale co jeszcze ważniejsze - pozostawione same sobie z traumą utraty domu - skomentowała w rozmowie z "GW" mediatorka społeczna dr Aneta Kowalewska.