Dramat nastoletnich braci. Głodni i chorzy żyli w namiocie. "Suma nieszczęść porusza do głębi"
"15-letni Piotr i 17-letni Paweł [imiona zmienione] z gminy Chojnice nie mają ojca (zmarł wiele lat temu). Ich matka od drugiej połowy lipca czeka w areszcie na proces karny, ma zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co w najlepszym razie grożą trzy lata. Nie wiadomo, kiedy wyjdzie na wolność. Chłopcy przez niemal miesiąc byli bez dachu nad głową, mieszkali w namiocie na trawniku" - poinformował trójmiejska "Gazeta Wyborcza".
Wszystko zaczęło się od aresztowania matki nastoletnich braci. Wtedy na prośbę kobiety Piotrem i Pawłem zajęła się sąsiadka. Po pewnym czasie chłopcy pojechali do 21-letniego brata, który mieszka w Gdańsku. Ale nie było tam dla nich miejsca, bo w małym mieszkaniu mieszka w sumie pięć osób, w tym małe dziecko.
Głodni i chorzy bracia żyli w namiocie. MOPR czekał aż wakacje się skończą
Nastolatkowie zdecydowali więc, że zamieszkają w namiocie, którzy rozbili na trawniku przed budynkiem, w którym mieszka ich starszy brat. Co ciekawe, "do chłopców dotarli pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku i zdecydowali się zaalarmować policję. Ale nie od razu, a dopiero pod koniec sierpnia, gdy kończyły się wakacje".
Nowe doniesienia w sprawie Sebastiana z Krakowa. Sprawa się komplikuje
Jak informuje "GW", policjanci po otrzymaniu sygnału od pracowników MOPR-u pojechali, by zobaczyć, co dzieje się z braćmi. Zastali nastolatków "brudnych, głodnych i chorych nastolatków, bez opieki i dostępu do toalety". "Chłopcy zostali umieszczeni tymczasowo w pogotowiu opiekuńczym w Gdańsku. Są tam do dziś" - czytamy.
Nastoletni bracia żyli w namiocie. "Suma nieszczęść porusza do głębi"
Dlaczego przez miesiąc MOPR zrobił niewiele, by pomóc nastolatkom? Urzędnicy nie mają sobie nic do zarzucenia. 'Wyborcza" stawia też o zachowanie policji z rodzinnej miejscowości nastolatków i braku reakcji tamtejszego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Służby przerzucają się odpowiedzialnością.
- Suma nieszczęść, jakie dotknęły tych chłopców, porusza do głębi. Nie dość, że nie mają ojca, to jeszcze stracili opiekę matki, która trafiła do aresztu. I w sytuacji, gdy wszystkie służby powinny stanąć na wysokości zadania, by zapewnić dzieciom wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, znalazły się w namiocie, bez opieki, bez zapewnienia podstawowych warunków higienicznych, ale co jeszcze ważniejsze - pozostawione same sobie z traumą utraty domu - skomentowała w rozmowie z "GW" mediatorka społeczna dr Aneta Kowalewska.