"Przyszli głęboko wstrząśnięci". Muzeum II Wojny Światowej czekają zmiany
- Muzeum II Wojny Światowej obchodzi 8. rocznicę;
- Rozmawiamy z dyrektorem placówki o tym, jak odbierana jest obecnie wystawa główna przez turystów;
- 40 proc. zwiedzających to cudzoziemcy;
- Niektóre elementy wystawy głównej będą się zmieniać;
- Dyrektor Wnuk opowiada o sprawach, którym - po rządach Karola Nawrockiego w placówce - przygląda się prokuratura.
Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku obchodzi swoją ósmą rocznicę. Jego zasadniczą częścią jest wystawa główna, zajmująca powierzchnię ponad sześciu tysięcy metrów kwadratowych. To jedna z największych wystaw prezentowanych przez muzea historyczne na świecie. Tworzą ją trzy bloki: "Droga do wojny", "Groza wojny" oraz "Długi cień wojny". Jej twórcami byli historycy: Paweł Machcewicz, Janusz Marszalec, Piotr M. Majewski i Rafał Wnuk.
Od 2017 do 2021 roku dyrektorem muzeum był Karol Nawrocki, obecnie - kandydat PiS na prezydenta. W czasie swoich rządów w placówce zmienił treść wystawy głównej bez zgody jej autorów. Usunięto m.in. kończący wystawę film, na którym pojawiały się choćby takie postaci jak Paweł Adamowicz czy Lech Wałęsa. Dziś film na wystawę wrócił, choć w nieco zmienione formie - uaktualnionej.
- 20 procent tego filmu to jest opowieść o tym, co wydarzyło się na świecie między rokiem 2017 a 2025. To między innymi dramat w Gazie, pełnoskalowa wojna w Ukrainie czy wydarzenia na granicy Unii Europejskiej. Te wydarzenia pokazują, że II wojna światowa niewiele nas nauczyła. Dziś znacznie więcej obszarów jest objętych wojną niż na początku XX wieku. I rzeczywiście przesłanie tej wystawy [głównej] jest w dużym stopniu pesymistyczne - mówi obecny dyrektor Muzeum II Wojny Światowej prof. Rafał Wnuk. - Bo cień II wojny światowej jest dziś dużo mocniejszy i dużo ciemniejszy niż w czasie, gdy padł komunizm albo wtedy, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej - dodaje.
Z danych muzeum wynika, że około 40 procent zwiedzających stanowią turyści z różnych krajów świata. Dyrektor mówi, że zdarza mu się schodzić ze swojego gabinetu do sal wystawowych (które są czternaście metrów pod ziemią) i rozmawiać ze gośćmi. - Osoby zwiedzające naszą wystawę - i nieważne, czy są z Polski, Danii, Stanów Zjednoczonych czy Niemiec - traktują ekspozycję jako ostrzeżenie. Często wychodzą z lekkim przerażeniem, ze słowami: "Boże, przecież to wszystko już było. Populiści dochodzili do władzy metodami demokratycznymi. Potrafili manipulować tłumami". Potrafili niszczyć świat, który zastali, w myśl jakichś utopii czy ideologii - opowiada TOK FM dyrektor placówki.
Wspomina niedawną grupę amerykańskich studentów, którzy gościli w muzeum. - Przeszli przez wystawę głęboko wstrząśnięci i mówili wprost, że dopiero tutaj zdali sobie sprawę, że to, co zobaczyli, wcale nie jest odległe od tego, z czym mierzymy się dzisiaj. Mówili, że traktują tę wystawę jak ostrzeżenie. To jest na tyle uniwersalna wystawa, że za "swoją" uznają ją nie tylko Polacy, Duńczycy czy Niemcy, ale też np. Amerykanie czy nawet Japończycy, bo z nimi też zdarza mi się rozmawiać - dodaje gość TOK FM.
Fałszywe zaproszenia na wiec Trzaskowskiego. 'Pisał to ktoś, kto zna rosyjski'
"Wystawa musi żyć"
Wystawa główna w Muzeum II Wojny Światowej została stworzona przez historyków, którzy mają do niej prawa autorskie. Ale - jak przyznaje prof. Wnuk - "wystawa musi żyć, musi się zmieniać, dostosowywać do otaczającej rzeczywistości". Dlatego są planowane zmiany. Co jakiś czas ma być nieco zmieniany kończący ekspozycję wspomniany już film - tak, by był jeszcze bardziej ponadczasowy i nawiązywał do współczesności.
Ale będą też inne nowe rzeczy. - Oczywiście w porozumieniu ze wszystkimi autorami wystawy - choć nie chciałbym jeszcze zdradzać zbyt wielu szczegółów - mówi prof. Wnuk.
Jedyne, co zapowiada, to fakt, że zmieni się stół dotykowy, który opowiada o akcjach specjalnych. - Okazuje się, że to nie do końca się sprawdza i stół w obecnej formule nie jest czytelny. Osoby zwiedzające nie są w stanie poznać informacji, które są w nim zaszyte. Dlatego tę część naszej opowieści przebudujemy przy użyciu sztucznej inteligencji, by ożywić coś, co kiedyś było statyczne - zapowiada nasz rozmówca.
Ma też plan związany z możliwością podzielenia się przez zwiedzających wrażeniami z wystawy. - Obecnie mamy do tego stanowisko z komputerem, ale widzimy że to się nie sprawdza. Po tak mocnej wystawie, mocnych wrażeniach, zwiedzający nie chcą mieć już do czynienia z elektroniką, siadać przed komputerem i pisać. Dlatego chcemy, by ta część była w stu procentach manualna - by każdy człowiek miał bezpośredni kontakt z papierem, kredką, długopisem i mógł sobie napisać - np. na ścianie - to, co zostało w nim po naszej wystawie - opowiada dyrektor.
Muzeum a postępowania prokuratorskie
Prof. Wnuk złożył w prokuraturze jedno zawiadomienie dotyczące działań swojego poprzednika Karola Nawrockiego. Dotyczy ono tajemniczego zniknięcia książek - albumów o wystawie.
- Zawiadomienie dotyczy zniszczenia ośmiu tysięcy książek - katalogów wystawy wydanych w dwóch językach: polskim i angielskim. Były to albumy pokazujące wystawę. Z naszych ustaleń wynika, że te katalogi zostały najpierw "aresztowane", a później w jakiś sposób "wyparowały". To są katalogi przygotowane jeszcze przez naszą ekipę, tuż po otwarciu muzeum, ze wstępem Pawła Machcewicza - opowiada Rafał Wnuk. Informuje, że wartość rynkowa zaginionych albumów wynosi 400 tys. złotych.
Nasz rozmówca dodaje, że w tej sprawie pojawił się też inny wątek, który również zbada prokuratura. - Bo całą pracę pakowania książek, tworzenia pakietów, wykonali pracownicy muzeum. A jednocześnie wyszło na jaw, że to firma zewnętrzna otrzymała pieniądze za spakowanie tych albumów - czyli dostała pieniądze za pracę, którą wykonali nasi pracownicy. I to jest dodatkowa rzecz, którą trzeba zbadać i rozliczyć. Bo w mojej ocenie to coś więcej niż niegospodarność - to już jest chyba nawet oszustwo - podsumowuje dyrektor muzeum.