,
Obserwuj
Polska

Czemu Sebastian M. wyjechał do Emiratów? Tak tłumaczył się przed sądem

PAP
4 min. czytania
19.01.2026 20:26

Oskarżony o spowodowanie wypadku na A1 Sebastian M. przekonywał w poniedziałek sąd, że wyjechał do Dubaju w celach biznesowych i nie mógł wrócić do Polski z powodu zakazu opuszczania Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). Zapowiedział, że później złoży wyjaśnienia dotyczące wypadku.

Sebastian M. podczas jednej z wcześniejszych rozpraw
Sebastian M. podczas jednej z wcześniejszych rozpraw
fot. Tomasz Stanczak / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na jakim etapie jest proces ws. Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku, w którym zginęła rodzina?
  • Jaka jest linia obrony mężczyzny?
  • Co o jego wersji mówi pełnomocnik rodziny ofiar?

Proces Sebastiana M. oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, toczy się od października 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.

Na kolejnej rozprawie w poniedziałek Sebastian M. odpowiadał na pytania prowadzącej sprawę sędzi Renaty Folkman, która kilka razy dopytywała oskarżonego, dlaczego po wypadku wyjechał z Polski i - jak powiedziała - nie wziął problemu "na klatę".

- Giną ludzie, przecież jest jakaś gradacja - mówiła.

Oskarżony przyznał, że nie czuł się winny śmierci ofiar wypadku i wyjechał do Dubaju w celach biznesowych. Po trzech dniach został tam aresztowany. - Dwa miesiące byłem w więzieniu, potem przebywałem na wolności. Nie wróciłem do Polski, bo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich byłem obarczony zakazem opuszczania kraju. Trwało postępowanie ekstradycyjne (do Polski - PAP) - tłumaczył.

Redakcja poleca

Dodał, że poprosił o ekstradycję do Niemiec, bo jest również obywatelem tego kraju. Tłumaczył to tym, że w Polsce w tym czasie trwała nagonka na niego oraz jego rodzinę. - Chciałem wrócić do Polski z możliwością odpowiadania przed sądem z wolnej stopy. Dwa razy odmówiono mi listu żelaznego - mówił.

"Można było zachować się inaczej"

Pełnomocnik rodziny ofiar wypadku, mec. Łukasz Kowalski żałował, że Sebastian M. nie skorzystał z możliwości wcześniejszego powrotu do kraju, bo - jak dodał - proces byłby już zakończony.

- Przecież można było zachować się inaczej. Wielokrotnie powtarzałem, żeby przyjechał do Polski i wyjaśnił wszystko podczas procesu. Dziś sąd zadał pytanie, dlaczego to wszystko było tak przewlekane. Przecież gdyby pan Sebastian udał się do jakiejkolwiek placówki w Dubaju lub złożył poprzez swoich pełnomocników stosowne oświadczenie, że chce dobrowolnie wrócić do Polski, to by wrócił. Nie było w interesie służb emirackich przetrzymywanie kogoś, kto chce dobrowolnie wrócić do swojego kraju. Ale tego chyba zabrakło - dodał.

Z kolei zdaniem prokuratury wyjazd Sebastiana M. do Dubaju był ucieczką do Dubaju przez Niemcy i Turcję przed odpowiedzialnością karną w Polsce.

Oskarżony złożył również dwa oświadczenia podważające działania biegłego w wydanej przez niego opinii w sprawie wypadku, w tym zawyżenia prędkości kierowanego przez niego BMW oraz prokuratury poprzez przekazywanie stronie Zjednoczonych Emiratów Arabskich nieprawdziwych informacji podczas zakończonej w zeszłym roku procedury ekstradycyjnej. Jak przekonywał, nieprawdą było m.in. twierdzenie, że uciekł z miejsca wypadku i nie wezwał służb ratunkowych.

Prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach podkreślił, że zaangażowany do sprawy biegły jest wysokiej klasy specjalistą i niekwestionowanym autorytetem w tym zakresie.

- Te zarzuty stanowią pewne tezy wyrwane z kontekstu i na ich podstawie budowana jest linia obrony. Oskarżony formułuje je już od jakiegoś czasu. Odnoszę się do nich na bieżąco na rozprawie, wskazując na pracę policji i prokuratury w postaci zabezpieczania śladów, zasięgania opinii, uzyskania dowodów, które w ocenie prokuratury wskazują na to, kto odpowiada za wypadek z września 2023 r. - zaznaczył.

Mec. Kowalski ocenił, że w ostatnim czasie zmieniła się postawa Sebastiana M.

- Najlepszą obroną jest atak i tak to można skomentować. To jest próba wywrócenia wszystkiego do góry nogami - powiedział.

Poinformował, że brakiem porozumienia zakończyły się mediacje obu stron i - jak dodał - rodziny ofiar żałują swojej wcześniejszej zgody na próbę porozumienia się z oskarżonym.

"Nie należy dziwić się oskarżonemu"

Sebastian M. zapowiedział, że złoży wyjaśnienia dotyczące wypadku w późniejszym terminie.

- Nie należy się dziwić oskarżonemu, że nie chciał składać wyjaśnień na początku procesu, kiedy nie byłyby one poparte żadnym materiałem dowodowym. Nietrudno zauważyć, jak oskarżony jest postrzegany przez opinię publiczną i jak jego słowa byłyby odebrane wcześniej - tłumaczyła obrończyni Sebastiana M. adw. Katarzyna Hebda.

Na poniedziałkowej rozprawie zeznawali też policjanci obecni na miejscu wypadku. Następne posiedzenie odbędzie się 10 lutego. W lutym zaplanowano w sumie pięć terminów.

Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina - małżeństwo i ich pięcioletni syn - zginęła na miejscu.

Oskarżony w maju ub. r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.

Źródło: PAP