,
Obserwuj
Śląskie

Kto zatruwa powietrze w Katowicach? "Wyniki badań wydają się mocno dyskusyjne"

2 min. czytania
16.12.2025 12:55

Kolejna odsłona konfliktu dot. emisji odoru w woj. śląskim. Zakład Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów w Katowicach nie jest źródłem uciążliwości zapachowych zgłaszanych przez mieszkańców okolicznych dzielnic, a za odór mogą odpowiadać inne podmioty działające w sąsiedztwie. Tak wynika z badań, które zamówiło Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. Natomiast własne badania zamierzają przeprowadzić samorządy trzech miast, których granice stykają się w pobliżu miejsca, gdzie działa katowicki zakład.

fot. Tomasz Kawka/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są dokładne wyniki badań przeprowadzonych przez zakład?
  • Kiedy zostaną przeprowadzone niezależne badania?

Badania emisji i imisji przeprowadzone na terenie Zakładu Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów oraz w jego otoczeniu jednoznacznie wskazały, że instalacja przy ul. Milowickiej nie emituje odoru. - W naszym przedsiębiorstwie cały proces przetwarzania odpadów jest w stu procentach przeprowadzany w zamkniętych pomieszczeniach. Mówimy o wentylatorach, kominach, z których oczyszczone powietrze przedostaje się do atmosfery. Na mapce widać w pobliżu inne zakłady, gdzie np. odpady są przetwarzane na otwartym powietrzu - przekonuje Damian Stępień, dyrektor operacyjny katowickiego MPGK.

Zaznacza, że w Polsce brakuje precyzyjnych krajowych regulacji dotyczących odorowości. Aby zapewnić wiarygodność wyników, akredytowane laboratoria (BioDrain, Otto i Lemitor), przyjęły więc referencyjne wartości opracowane przez Pracownię Zapachowej Jakości Powietrza Politechniki Szczecińskiej na zlecenie Rządu Rzeczypospolitej Polskiej. - Można przyjąć, że gdyby dziś rząd podjął regulacje prawne, te badania byłyby głównym punktem odniesienia - mówi Stępień.

Pomiary imisji przeprowadzono 28 stycznia, 15 kwietnia oraz 31 lipca 2025 roku, w pięciu wybranych lokalizacjach znajdujących się w pobliżu zakładu. Sprawdzana była obecność dziewiętnastu substancji, w tym siarkowodoru, merkaptanów, amoniaku i wielu innych związków organicznych. W kwietniu tego samego dnia wykonano zarówno pomiary imisji, jak i emisji.

W pięciu punktach kontrolnych nie odnotowano żadnych przekroczeń ani uciążliwości zapachowych. Jedyny przypadek podwyższonego stężenia zanotowano w styczniu, gdy w dwóch punktach pomiarowych zarejestrowano wyższe wartości siarkowodoru. Natomiast, jak informuje dyrektor, zakład w ogóle nie emituje siarkowodoru. - Zapach mógł pochodzić m.in. z terenów położonych powyżej zakładu – dodaje Stępień.

"Czekamy na nasze badania"

- Nie znam dokładnie tych badań, ani ich metodologii, ale ich wyniki wydają się mocno dyskusyjne. Mogły być np. przeprowadzone wtedy, kiedy zakład się „pilnował” - mówi TOK FM Wojciech Nitwinko, jeden z radnych Sosnowca, który złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarządzających składowiskiem odpadów w sąsiednich Katowicach. Śledczy odmówili jednak wszczęcia postępowania. Natomiast wcześniej MPGK pozwało Nitwinkę o naruszenie dóbr osobistych. Chodziło o bezpodstawne - zdaniem miejskiej spółki - informacje, jakoby katowicki zakład był źródłem odoru.

- Czekamy teraz na nasze badania, które odbędą się w przyszłym roku - dodaje Nitwinko. Radnemu chodzi o pomysł samorządów Sosnowca, Czeladzi i Siemianowic Śląskich. Miasta te chcą wynająć niezależną firmę, by jednoznacznie stwierdzić, kto zatruwa powietrze. Problem uciążliwych zapachów na styku tych trzech miast oraz Katowic jest znany od dłuższego czasu. W ostatnich latach przy bramie katowickiego zakładu odbyło się już kilka protestów mieszkańców, w których uczestniczyli także radni Czeladzi i Sosnowca.

źródło TOK.FM