Z katarem do przedszkola. "Nie mówimy, że dziecko ma zostać w domu. Od tego jest rodzic i lekarz"
Amelia Walotek, psycholożka i nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej w Terapeutycznym Punkcie Przedszkolnym 'Kraina Marzeń' w Katowicach przyznaje, że takie sytuacje wcale nie zdarzają się rzadko. - Ale to nie jest tak, że zakatarzone i podziębione dziecko spędzi w przedszkolu cały dzień. Jeśli będzie się źle czuło, zadzwonimy do rodziców i poprosimy o odebranie - informuje nauczycielka. Podkreśla, że w takich sytuacjach ważne jest także zdrowie pozostałych dzieci, których nie powinno się narażać.
Walotek zauważa też, że pandemia koronawirusa spowodowała większą wrażliwość i skupienie na objawach chorobowych. - Dlatego kiedy widzimy, już podczas powitania, że dziecko wygląda na chore, od razu sugerujemy rodzicowi, żeby zabrał je z powrotem do domu albo prosimy, żeby był pod telefonem, bo damy znać, w którą stronę ta sytuacja się rozwinie - mówi nauczycielka.
Alergia czy przeziębienie?
Maria Matonóg, wicedyrektorka Przedszkola nr 3 w Tychach zauważa z kolei, że rodzice często mówią, iż dzieci mają alergię, więc katar pojawia się u nich częściej i nie ma związku z przeziębieniem. - Jeśli jednak dziecko - oprócz kataru - źle się czuje, to informujemy rodzica lub prosimy, żeby dziecko było zdiagnozowane przez lekarza - informuje wicedyrektorka. - My nie jesteśmy lekarzami. Nie mówimy rodzicowi, że dziecko jest chore i powinno zostać w domu. Od tego jest rodzic i przede wszystkim specjalista - dodaje.
Podobnie jest w Przedszkolu nr 8 w Rudzie Śląskiej. Jego dyrektorka Alina Rabiej zaznacza, że trudno stać nad rodzicem i sprawdzać, czy przyprowadzone właśnie dziecko ma katar. - Jeśli katar jest dla dziecka uciążliwy, przeszkadza mu w oddychaniu, w funkcjonowaniu, to wtedy dzwonimy do rodzica i informujemy go o tym - wyjaśnia. Dodaje jednocześnie, że ostatnio takie sytuacje zdarzają się dość często.
Personel przedszkola również czasem choruje, co potwierdzają nasze rozmówczynie. - Nie jesteśmy ze stali - mówi Walotek. - Jeśli na przykład trzeba pomóc wytrzeć maluchowi nos, to nawet gdybyśmy się nie wiem jak bardzo dezynfekowali, będziemy mieć styczność z bakteriami - dodaje.
- Pracując w miejscu, gdzie mam bardzo duży kontakt z dziećmi, naprawdę muszę mocno dbać o swoje zdrowie. Staram się jeść dużo witamin, zdrowo się odżywiać i zwyczajnie o siebie dbać. A jeśli już czuję się chora, od razu konsultuję się z lekarzem, nie chcąc zarazić swoich maluchów - dopowiada.
Co to jest choroba?
Małe dzieci często nie rozumieją, dlaczego źle się czują. Słowo 'choroba' nie jest dla nich jasne. Pani Amelia stara się uczyć maluchy, że lepiej zapobiegać niż leczyć. - Choroba to coś, co się roznosi i przez to źle się czujemy. Czasem pokazuję dzieciom eksperyment z bakteriami. Do pojemnika z wodą wsypuje się pieprz, który imituje bakterie. Następnie na palec nakładamy trochę mydła i wkładamy go do pojemnika z wodą, bakterie - czyli pieprz - pięknie uciekają od palca. Wtedy tłumaczymy dzieciom, że jeśli będziemy zachowywać higienę, myć ręce, to bakterie do nas się nie zbliżą - opowiada nauczycielka z Terapeutycznego Punktu Przedszkolnego 'Kraina Marzeń'.