Rząd szykuje rewolucję w samorządach. "To jedno zdanie mnie zmartwiło"
Ministerstwo Finansów przygotowuje pomysł zmian w finansowaniu samorządów. Money.pl poznał szczegóły planowanej reformy, która ma wejść w życie w 2025 roku. Resort liczy, że dzięki niej w przyszłym roku do jednostek samorządu terytorialnego łącznie trafiłoby 27 mld złotych więcej niż w tym. "Główna zmiana, jeśli chodzi o wpływy z podatków, ma polegać na tym, że samorządy dostaną określony udział w dochodzie, jaki wypracowują ich mieszkańcy, a nie - jak dziś - w pobieranych podatkach" - czytamy w artykule Money.pl.
"Robocze założenie jest takie, że po reformie PIT stanie się de facto podatkiem samorządowym, a budżetowi pozostaną co najwyżej jakieś 'resztówki'" - twierdzi rozmówca Money.pl znający kulisy przygotowań. "W zamian, jak słyszymy, państwo będzie przyznawać lokalnym władzom mniejsze środki z subwencji budżetowej" - napisano.
Money.pl ocenia, że "taki mechanizm ma spowodować, że jakiekolwiek zmiany PIT wprowadzane przez rząd - np. obniżki procentowych stawek PIT, ulgi czy zwolnienia - nie będą obniżały ich dochodów".
Samorządowcy będą zadowoleni?
Planowane zmiany w "Magazynie EKG" w TOK FM komentował prezydent Katowic Marcin Krupa. Jak mówił, ujawnione przez Money.pl informacje były już wcześniej sygnalizowane przez szefa resortu finansów Andrzeja Domańskiego. - To [planowane zmiany] jest coś, co zaspokaja potrzeby nas jako włodarzy poszczególnych gmin. Mamy przewidywalne źródło dochodów. Wiemy, ile środków dostaniemy i w zależności od tego, jak się rozwijamy, jak sprawne są władze danej gminy, to tych pieniędzy jest albo więcej, albo mniej - mówił gość Macieja Głogowskiego.
Jak zaznaczył, zmartwiło go jednak pewne zdanie z artykułu Money.pl - mówiące o tym, że "państwo będzie przyznawać lokalnym władzom mniejsze środki z subwencji budżetowej".
- Subwencja, w szczególności ta oświatowa, to jeden z największych elementów dochodu do budżetu - wskazał Marcin Krupa. - Trzeba zwrócić uwagę na to, że subwencja już teraz nie wystarcza na prowadzenie szkół w 100 procentach (...). W Katowicach zawsze brakuje około 50 procent. Ponad miliard złotych kosztują nas szkoły, jako cała oświata, a subwencji mamy około 600 milionów złotych - nadmienił.
Dwukadencyjność w samorządzie
Marcin Krupa wygrał wybory na prezydenta Katowic w pierwszej turze. W poniedziałek (6 maja) został zaprzysiężony na swoją trzecią i ostatnią już kadencję. W "Magazynie EKG" był pytany o sens tego ograniczenia do dwóch kadencji.
- Trudno jednoznacznie powiedzieć, bo czasami - jak człowiek ma już natłok tej pracy i serdecznie dość - to mówi: całe szczęście, że jest ustawa i nie będzie kusić do kolejnego startu - odparł prezydent Katowic. - Zwycięzca w pierwszej turze ma już dość swojej pracy? - zdziwił się prowadzący audycję red. Głogowski.
Krupa odparł następująco: "Kiedy ogłoszono wyniki, w duchu sobie powiedziałem: 'teraz już wyluzuję'. Ale następnego dnia już o 7.30 byłem w pracy, więc trudno powiedzieć, że odpuszczam. Nie odpuszczam, bo tego nie da się odpuścić w żaden sposób".
Prezydent Katowic przyznał, że limitu nie powinno być, bo "każdy wie, kiedy ze sceny zejść". Wskazał też, że to sami mieszkańcy dokonują takiego a nie innego wyboru i jeśli uważają, że ktoś nie powinien dalej rządzić - dają żółtą lub czerwoną kartkę. Ostatnie wybory, jak wskazał Krupa, doskonale to pokazały. Kilku wieloletnich samorządowców albo nieoczekiwanie trafiło do drugiej tury (jak Jacek Sutryk we Wrocławiu) albo wręcz straciło stanowisko (jak Wojciech Szczurek w Gdyni).