,
Obserwuj
Polska

Czy agresywne dziecko z tego wyrośnie? Psycholog: Część tak. Reszta przeniesie agresję na inny grunt

Urszula Abucewicz
12 min. czytania
02.11.2023 15:21
Marceli zabił rodziców i brata. Użył do tego siekiery. Po wszystkim zadzwonił na policję i zgłosił włamanie. 14-letni Filip dźgnął nożem w plecy partnera matki. Mężczyzna nie żyje. Przestępstwa z udziałem nastolatków elektryzują media i opinię publiczną. Czy przestępczość i przemocowość wśród młodych ludzi rośnie? Czy mamy się czego obawiać?
|
|
fot. halfpoint / Envato Elements

Grudzień 2019, Ząbkowice Śląskie. Marceli ok. godz. 1 w nocy dzwoni na policję. Zgłasza, że do jego domu włamał się mężczyzna. Gdy mundurowi przyjeżdżają na miejsce, znajdują trzy ciała. Rodziców i siedmioletniego brata. Osiemnastolatek najpierw próbuje przekonywać śledczych, że cudem uszedł z życiem. Po chwili pęka. Przyznaje się do zabójstwa. Mówi, że użył siekiery. Wskazuje, gdzie ukrył narzędzie zbrodni.

Marzec 2022, Stalowa Wola. Wczesny wieczór. Z mieszkania wybiega Filip. W ręku trzyma nóż. Goni partnera swojej matki. Gdy go dopada, nawet nie patrzy mu w oczy. Zadaje cios w plecy. Ofiara osuwa się na chodnik, a nastolatek ucieka.

Maj 2023, Wałbrzych. Dwie nastolatki biją koleżankę. Ciosy padają na twarz, potem zaczynają ją kopać. Na koniec kradną jej telefon. Napastniczki mają 13 i 15 lat.

Maj 2023, Tomisławice. Przed północą swoją dziewczynę Oliwkę odwiedza w Domu Dziecka Damian. Ona ma 16, on 19 lat. Dochodzi pomiędzy nimi do kłótni, chłopak sięga po nóż. Dziewczyna otrzymuje śmiertelne ciosy. 19-latek rani opiekunkę, która przychodzi Oliwce na ratunek. Pięcioro dzieci trafia do szpitali.

Czerwiec 2023. Nastolatkowie toczą dyskusję podczas grupowej rozmowy na messengerze. W pewnym momencie puszczają im nerwy. Zabij się! Zabij! - piszą do jednego z uczestników.

– Doszły do mnie o tym słuchy, więc postanowiłem poruszyć ten problem w klasie. I od jednego z uczniów usłyszałem: 'Wygrają silniejsi'. Co nam pozostaje? Co możemy zrobić w tej sytuacji? Zamiast przyjmować ciosy, pozostaje nam pokazać, że to my jesteśmy górą - mówi nam Maciej Frasunkiewicz, doktorant Szkoły Doktorskiej na Uniwersytecie SWPS, który od siedmiu lat pracuje z młodzieżą jako psycholog wychowawczy.

Komenda Główna Policji opublikowała statystyki dotyczące przestępczości w Polsce. Wynika z nich, że w 2022 roku na terenie całego kraju doszło do 882 278 przestępstw. Policjanci ujawnili 316 640 podejrzanych. Wśród nich 8 717 to nieletni, którym udowodniono popełnienie 18 505 czynów.

Dane policji pokazują, że mundurowi ingerowali w przypadku 426 bójek lub pobić wśród nastolatków. - To 14,7 proc. ogółu przestępstw stwierdzonych w tej kategorii, a zarazem 2,3 proc. ogólnej liczby czynów karalnych nieletnich - informował insp. Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji. - Porównując lata 2021 i 2022 stwierdzić należy, że wartości dotyczące zarówno ogólnej liczby przestępstw, jak i czynów karalnych w kategorii bójka i pobicie, utrzymują porównywalną, nieznaczną tendencję wzrostową - dodał Ciarka.

57 proc. dzieci i młodzieży doświadcza przemocy rówieśniczej

O ostrożność w interpretacji statystyk, apeluje dr hab. Dagmara Woźniakowska, kryminolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Zawsze trudno nam stwierdzić, czy statystyki są odbiciem rzeczywistej przestępczości. Dobrze to widać, analizując przypadki bullyingu szkolnego (zastraszanie). 20 lat temu w statystykach nie było podobnych czynów - przyznaje. Kryminolożka wie, o czym mówi, bo dwie dekady temu wzięła udział w badaniu przestępczości nieletnich. Ona analizowała przestępczość dziewcząt, prof. Witold Klaus skupił się na młodszych nieletnich, a prof. Irena Rzeplińska była odpowiedzialna za badania dotyczące ogólnie nieletnich.

Dr hab. Dagmara Woźniakowska tłumaczyła, że bullying szkolny jest odnotowywany jako art. 190a kodeksu karnego, czyli przestępstwo uporczywego nękania, stalkingu, albo jako art. 207 Kodeksu Karnego, czyli przestępstwo znęcania się. I o ile 20 lat temu, art. 207 był, to jednak w ogóle nie był stosowany. Dłuższa przemoc rówieśnicza była zapisywana jako np. pobicie. A przecież bullying jest formą przemocy rówieśniczej.

20 lat temu statystyki milczały na temat dręczenia czy zastraszania wśród nastolatków, obecne dane są alarmujące. Monika Kamińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę mówiła w telewizji Polsat, że aż 57 proc. dzieci i młodzieży doświadcza przemocy rówieśniczej. To oznacza, że więcej niż co drugi nastolatek doznaje krzywdzących zachowań ze strony kolegów i koleżanek.

Sukces czy porażka systemu?

Kryminolożka wskazuje, że zmieniły się proporcje. Dawniej w statystykach dominowały tzw. czyny karalne, czyli de facto przestępstwa. Teraz przeważa demoralizacja, czyli innego rodzaju zachowania, takie jak: wagarowanie, unikanie szkoły, sięganie po alkohol czy różnego rodzaju uzależnienia.

– Gdy pracowałem w bursie szkolnej, jeden z naszych wychowanków zaczął w trakcie nauki w technikum sięgać po narkotyki. Rodzice, zbyt zajęci swoją pracą zawodową, rzadko podejmowali kontakt z synem, później w ogóle przestali się nim interesować. Chłopak zaś coraz bardziej tracił kontakt z rzeczywistością, zaczął wagarować, w pewnym momencie niemal w ogóle przestał chodzić do szkoły. Ćpanie stało się sensem jego życia. Niestety, zbyt późno się o tym dowiedzieliśmy - bardzo skutecznie się ukrywał. Gdy nie pomogły rozmowy, a on był w coraz gorszym stanie i stopień jego demoralizacji i wpływu na innych wychowanków był zbyt wysoki, podjęliśmy decyzję o odesłaniu go do ośrodka wychowawczego. Rodzice nie protestowali, choć na nasze wcześniejsze sygnały o podejrzeniach istnienia problemu niestety nie reagowali – opowiada psycholog.

Można się zastanawiać, czy stosowanie 'środków izolacyjnych' wobec nastolatków i umieszczanie ich w ośrodkach wychowawczych, zakładach poprawczych rzeczywiście przynosi pozytywny skutek. - Trzeba bardzo mocno rozważyć, kogo i gdzie wysyłamy. Z badań, mierzących skuteczność 'środków izolacyjnych' wynika, że spośród wychowanków opuszczających tego typu placówki 20 proc. kobiet w dorosłości popełnia przestępstwa, a w przypadku mężczyzn jest to aż 60 proc. Czy to porażka systemu? Stoję na stanowisku, że to jest raczej sukces, ponieważ udało nam się uratować 40 proc. dzieci, które były głęboko doświadczone, obciążone deficytami wyniesionymi z domów czy zmagające się z zaburzeniami psychicznymi, które zaczęto leczyć dopiero w ośrodkach. To są osoby głęboko w różny sposób upośledzone. Nie tylko psychicznie, ale również społecznie - wyjaśnia dr hab. Dagmara Woźniakowska.

'Dorosły powinien być nieobrażalny'

Większość psychologów i pedagogów twierdzi, że problemy dzieci w 90 proc. wynikają z błędów wychowawczych i w wielu sytuacjach pomocna byłaby terapia rodzinna lub chociaż szczera praca nad relacją w rodzinie i umiejętnościami wychowawczymi. Maciej Frasunkiewicz zauważa, że niestety rodzice ją lekceważą. - Mówią: 'Nie mam czasu', 'To nic nie da', zachwalają własne metody wychowawcze (choć ewidentnie dobrze nie działają) albo zrzucają problem na dziecko - denerwuje się psycholog. - Zdarza się też, że rodzice w przypadku konfliktów w szkole biorą bezapelacyjnie stronę własnego dziecka i zdają się nie dopuszczać do siebie możliwości, że ich syn czy córka faktycznie zawinił bądź zawiniła broniąc ich jak konstytucji. Niestety, miałem również przypadek, w którym mieliśmy w szkole poszkodowaną dziewczynkę i jej matka z góry założyła, że córka kłamie, mataczy i na pewno jest wszystkiemu winna - nie wierzyła w żadne jej słowo. Propozycja terapii rodzinnej również spotkała się z odmową ze strony rodzica. W taki sposób budujemy w dziecku przeświadczenie, że jest nic niewarte, a dalsze konsekwencje mogą być bardzo złe - wspomina Frasunkiewicz.

Psycholog wyjaśnia, że 'potrzeby dziecka powinny być cały czas na pierwszym miejscu, nawet jeśli nam jako rodzicom jest ciężko' i dodaje, że nasi podopieczni mają różne kryzysy rozwojowe. - Kiedyś usłyszałem takie zdanie, że 'dorosły w oczach dziecka powinien być nieobrażalny'. Bardzo sobie cenię te słowa i staram się powtarzać dalej. Nie chodzi w nich o to, aby nie uczyć czy wyzbyć się ego, ale aby zrozumieć, że dziecko na świat patrzy w znacznie bardziej ograniczony sposób i w zasadzie wszystko, co się zdarza z jego udziałem, jest okazją do nauki - wyjaśnił.

Dziewczynki coraz częściej trafiają do policyjnych kartotek?

Wydaje się, że dziewczynki sprawiają coraz więcej problemów wychowawczych i coraz częściej trafiają do policyjnych kartotek. Zdaniem kryminolożki z Uniwersytetu Warszawskiego, to wciąż niewielki odsetek w statystykach. - Udział dziewcząt w przestępczości nieletnich wynosi ok. 25 proc., a w czynach dewiacyjnych ok. 30 proc. Nawet jeżeli stosują przemoc, to w odsetkach nie większych niż 20 lat temu. Skutki tej przemocy są właściwie bardzo małe. Są to na ogół pobicia, które nie zostawiają większego śladu, a raczej zadrapania albo siniaki. 87 proc. to były czyny z kategorii 'żadnych śladów' albo 'siniaki i zadrapania'. Jeżeli dziewczynki zachowują się agresywnie, to skutki ich zachowania są delikatniejsze niż w przypadku chłopców. Nastolatki, które kopały swoją koleżankę? Te przypadki nie są nagminne. Analiza spraw, które trafiają do sądów, pokazuje, że tych przypadków nie ma aż tak dużo - wyjaśnia naukowczyni.

Dr hab. Dagmara Woźniakowska przestępczość dziewczynek analizuje poprzez wpływ kultury i wychowania, dlatego w jej ocenie zachowania wymykające się wizerunkowi grzecznej i potulnej dziewczynki ocenia 'niekoniecznie źle'. - W teorii tłumaczącej przestępczość kobiet i dziewczynek pojawiają się pytania, dlaczego nie popełniają przestępstw. Nadal 75 proc. czynów karalnych popełniają chłopcy. Wydaje się, że poza teoriami biologicznymi, które mówią o wpływie testosteronu, największym hamulcowym jest kultura, społeczeństwo i sposób socjalizacji dziewczynek. Znaną regułą jest też to, że im silniejszy patriarchat w danym państwie, tym mniejsza przestępczość kobiet. A im silniejsza pozycja kobiet, im mają więcej do powiedzenia, tym większy jest ich udział w przestępczości - uważa dr hab. Dagmara Woźniakowska.

Badaczka dodaje, że największą przestępczość kobiet w Polsce odnotowano w 1947 roku, kiedy to zanotowano skazania kobiet na poziomie 46 proc. - Zaraz po wojnie kobiety społecznie były zmuszone do tego, żeby przejąć rolę mężczyzn. Na tym przykładzie widać, że w ekstremalnej sytuacji społecznej, kobiety nie różnią się specjalnie od mężczyzn - uważa moja rozmówczyni.

- Czynniki kulturowe są bardzo hamujące. Oczywiście głośne, wulgarne i przestępcze zachowanie dziewczynek w krótkiej perspektywie nie może być akceptowane. Być może - ta ich złość, bunt i roztaczana nad nimi mniejsza kontrola społeczna, przełoży się na ich większą aktywność w przyszłości - twierdzi badaczka.

Niebezpieczne zaostrzenie kursu 

Filip, który dźgnął nożem partnera swojej matki, przebywa w zakładzie poprawczym. Będzie tam do 21. roku życia. Od 1 października ma natomiast wejść w życie poprawka Kodeksu Karnego, według której 14-latek będzie mógł odpowiadać za zabójstwo (obecnie jak dorośli sądzeni są małoletni od 15. roku życia). Krytycznie opowiedział się wobec niej Rzecznik Praw Dziecka. Stowarzyszenie Adwokackie 'Defensor Iuris' opiniowało tę zmianę 'jako wyjątkowo groźną z perspektywy społecznej'. Podobnego zdania jest moja rozmówczyni. W ocenie Woźniakowskiej 'to bardzo poważne zaostrzenie kursu, które przybliża nas do Rosji i krajów, które są spadkobiercami polityki ZSRR'. - Widać, że ustawodawca ma taką wolę, żeby bardzo surowo podchodzić do przestępczości nieletnich - komentuje naukowczyni.

To nie jedyna zmiana dotycząca przestępczości nieletnich, którą przeforsowało ministerstwo sprawiedliwości. Za przygotowanie ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, która potocznie nazwana została 'lex maluch za kraty', odpowiedzialny był Michał Woś, który tłumaczył: - To nie jest ustawa dla psychopatów do gnębienia ludzi, tylko pakiet narzędzi do wykorzystania przez dyrektorów, kuratorów, pedagogów i inne osoby, które mają kwalifikacje do pracy z młodzieżą.

Nowe przepisy zakładają, że nieletni sprawcy najpoważniejszych przestępstw, takich jak zabójstwo, gwałt, pedofilia, będą obligatoryjnie trafiali do zakładów poprawczych. Wydłużona została także górna granica wieku przebywania w takim zakładzie do 24. roku życia. Określona też została minimalna granica wieku odpowiedzialności za demoralizację na poziomie 10 lat. Zmiana ta, jak wskazało Ministerstwo Sprawiedliwości, ma umożliwić dyrektorom szkół kierowanie uczniów za mniej poważne występki do prac porządkowych na terenie szkoły i wokół niej.

Krytycznie tę zmianę przyjęło zarówno środowisko prawnicze, jak i nauczycielskie. Prof. Marek Konopczyński z Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN i Uniwersytetu w Białymstoku w TOK FM ocenił, że 'ta ustawa jest zła. Ona nie mieści się we współczesnym myśleniu o postępowaniu z dziećmi i młodzieżą'. Jeszcze na etapie procedowania w Sejmie ekspert komentował, że 'projekt ustawy jest bardziej szkodliwy niż ustawa sprzed 40 lat, która powstawała w klimacie PRL-owskim, w klimacie wychowania socjalistycznego'.

Kiedy reagować?

Niezależnie od tego, czy kradnie lub wagaruje chłopiec, czy dziewczynka, powinniśmy reagować jak najwcześniej. Dr hab. Dagmara Woźniakowska zwraca uwagę, że baczną obserwacją powinniśmy objąć dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym i podejmować wczesne interwencje. - Z badań kryminologicznych Terrie Moffitt wynika, że wczesna aktywność kryminalna dzieci przekłada się potem na przestępczość w dorosłości. Dziecko młodsze niż 10-letnie powinno zostać objęte systemem opiekuńczym. Zawsze mówię trochę ironicznie, że najlepszym produktem szkolnym jest dziecko, które przyjdzie do tej szkoły udane i wspierane przez swoich rodziców. A jeżeli nie ma tego wsparcia, to dzisiejsza szkoła nie jest w stanie takiego dziecka wesprzeć w jego trudnościach - zaznacza kryminolożka.

Badaczka wyjaśnia, że to od niepowodzeń szkolnych na wczesnym etapie edukacji zaczyna się schodzenie na złą drogę. - Dziecko zaczyna odstawać, nie nadąża z materiałem. Czuje się coraz gorzej, jest niejednokrotnie wyśmiewane przez nauczycieli, zaczyna się nudzić na lekcjach, bo nie rozumie tego, co się dzieje. Zaczyna łobuzować i dostawać coraz gorsze oceny. Jest coraz gorzej traktowane i przestaje chodzić do szkoły. A to jest już prosta droga dewiacyjna. W przypadku wielu tych osób, które realizują karierę kryminalną widać, że to się zaczyna od niepowodzeń szkolnych - argumentuje.

- Jeżeli chcielibyśmy zmienić gruntownie naszą politykę w stosunku do nieletnich, to byłoby to bardzo mocne, kompleksowe wspieranie dzieci na tym wczesnym etapie, w którym już wykazują pewne syndromy demoralizacji - tłumaczy naukowczyni.

Przemocowe dziecko w szkole również powinno zostać objęte opieką. - Jeśli sprawa takiego dziecka trafia do sądu dla nieletnich, to nie dlatego, żeby to dziecko ukarać. Polskie postępowanie z nieletnimi nie posługuje się co do zasady koncepcją kary. Mamy za to koncepcję dziecka w niebezpieczeństwie. Traktujemy zachowania dewiacyjne, czyny karalne dzieci jako przejaw tego, że dziecko znalazło się w trudnej sytuacji. Badamy to po to, żeby sprawdzać, co takiego dzieje się w jego życiu, że zaczęło się tak zachowywać i jak możemy mu pomóc - wyjaśnia Woźniakowska.

Psycholog wskazuje, że "osoby doświadczające przemocy, zaczynają reagować przemocą". - Może się wydawać, że pochodzą z tzw. dobrego, stabilnego domu, ale gdy dziecko lub nastolatek doświadcza zachowań przemocowych, może stać się ofiarą albo katem - tłumaczy Frasunkiewicz.

Wzór czy katharsis?

Niektórzy wskazują, że zachowania przemocowe nasze dzieci przejmują z gier, w których strzelają, zabijają i niwelują wroga. - Już dawno udowodniono, że jeśli jeździmy czołgiem i uderzamy w inne auto podczas gry, to wcale nie chcemy tego robić w życiu. Gdy doszło do masakry w szkole Columbine w 1997 roku, media ochrzciły sprawców potworami z Doom, bo jeden z nich grał w tę grę. A nie wspominano o tym, że jeden z nich był odrzucany, że miał problemy psychiczne, że nie miał wsparcia u matki. Gra była sposobem ucieczki, a nie zapalnikiem, który zainspirował go do masakry. Zresztą podobnych przypadków było co najmniej kilka, a media ochoczo wskazywały winnych, często za szybko i niesprawiedliwie - wyjaśniał psycholog.

 - Niektórzy nastolatkowie grają nałogowo w strzelanki, oglądają patostreamy, spędzają na nich dużo czasu. Rodzice są zapracowani, nie mają dla nich czasu. Są sami. To przykład dzieci zaniedbanych, pozostawionych samych sobie, często odrzuconych przez klasę, doświadczających bardzo dużo przemocy wobec siebie. Oni sami nieraz nie wykazują się przemocą wobec innych, ale tę przemoc akceptują - opowiada mój rozmówca, wskazując na drugie dno zachowań nastolatków "outsiderów".

Choć z drugiej strony Maciej Frasunkiewicz przywołuje badanie przeprowadzone z udziałem pięcioletnich chłopców, których podzielono na dwie grupy. W jednej dzieci oglądały film, w którym była strzelanina. A w drugiej nie. W pomieszczeniu na stoliku położono nienaładowany pistolet. Chłopcy z pierwszej grupy brali broń do ręki i próbowali z niej wystrzelić. Uczestnicy drugiej grupy nie byli zainteresowani przedmiotem. - Naukowcy argumentowali, że oglądanie filmu nie jest przejawem przemocy, bo dziecko jest bardziej ciekawe, co się wydarzy. Jednak sięgnięcie po pistolet ma już takie znamiona, ponieważ ktoś zobaczył wystrzał, chce to odwzorować i sprawdzić, jak działa - wyjaśniał Frasunkiewicz.

Dr hab. Woźniakowska zauważa, że "w kryminologii istnieje całkowicie odmienna koncepcja – katharsis, która dotyczy też pornografii". - Zakładamy, że jeśli ktoś się wyżyje, strzelając w grze komputerowej, to nie będzie tego robił w rzeczywistości, bo w ten sposób odreaguje swoje frustracje - ripostuje moja rozmówczyni. - Aż 80 proc. gra w te gierki i jakoś nie wychodzi na ulicę, nie kopie bezdomnych, nie strzela do ludzi na ulicy - dodaje.

Staliśmy się bardziej wrażliwi

Kryminolożka po raz kolejny wskazuje, że przestępczość wśród nieletnich wręcz spada. Jej zdaniem wynika to z demografii, z tego, że młodych ludzi jest znacznie mniej. Więcej zaś doniesień o przestępczości młodych ludzi tłumaczy większą wrażliwością osób dorosłych, którzy w większym stopniu zwracają uwagę na ich różne zachowania. - Dobrym przykładem na zmianę podejścia wśród dorosłych jest eksperyment, który telewizja TVN przygotowała we współpracy z Niebieską Linią. W 2007 roku zaaranżowano scenę, w której postawna kobieta tłukła swojego partnera. Ukryta kamera kręciła reakcje przechodniów. 16 lat temu nikt nie zareagował. Gdy eksperyment powtórzono w tym roku, ludzie podchodzili, interweniowali, pytali. Takiej wrażliwości na przemoc wcześniej nie było - mówi kryminolożka.

Ekspertka z Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że "w miarę normalne jest to, że dzieci popełniają przestępstwa". Jej zdaniem, większość ludzi wyrasta z przestępczości. - Największa aktywność dewiacyjno-kryminalna następuje między 14. a 21. rokiem życia, a potem gwałtownie spada. Większość ludzi z różnych powodów przestaje się zachowywać dewiacyjnie. Dojrzewa, dorasta, ma inne sposoby i metody osiągnięcia celów, bardziej legalne. Gdy zapytamy znajomych, co porabiali za czasów nastolectwa to mogą nam opowiedzieć różne historie. Zachowania dewiacyjne w okresie nastolectwa życia im nie złamały - uśmiecha się Woźniakowska.

- W życiu dorosłym zaczyna się pojawiać trochę inna perspektywa. Coraz częściej młodzi ludzie zauważają, że zachowania przemocowe w życiu nastoletnim były opłacalne, ale na krótką metę. Odkrywają, że w życiu dorosłym już to się nie opłaca. Część z nich wyrasta, a część przenosi je na grunt, na którym tego nie widać – chociażby w warunkach domowych – wobec dziecka, partnera czy partnerki. Często zanim przemoc zostanie ujawniona miną długie lata. Może również przyjąć inne formy i objawiać się agresją pomiędzy pracownikami czy mobbingiem wobec podwładnych - zauważa Frasunkiewicz.

Psycholog dodaje, że lubi podczas rozmowy z nastolatkami odwoływać się do kontekstu społecznego. – Ludzie, którzy zachowują się przemocowo, sprawiają, że się ich boimy. Czy chcemy, żeby się nas bano? To jest niebezpieczne pytanie, ponieważ niektórzy odpowiedzą twierdząco. Czy chcemy żyć w takim świecie, w którym musimy wykazywać się przemocą, żebyśmy mogli poczuć się bezpiecznie? Mnie się wydaje, że nie. Budowanie poczucia wartości na tym, że ktoś nas się boi, jest kruche, bo przyjdzie ktoś, kogo to my się będziemy bać i nasza pewność siebie szybko zniknie i poczujemy się bezradni i bezwartościowi – mówi na koniec Maciej Frasunkiewicz.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>