Sejmowy "cyrk" ws. aborcji. "Ci ludzie są oderwani od rzeczywistości"
Podczas czwartkowego wysłuchania obywatelskie w sprawie projektów ustaw dotyczących liberalizacji prawa antyaborcyjnego najbardziej słychać chyba było przeciwników zmiany przepisów. To ich było też w Sejmie najwięcej.
- To był cyrk - oceniła w 'Poranku Radia TOK FM' Dominika Lasota. - Nie byłam zaskoczona, bo wiem jakie akcje potrafi odstawiać środowisko antyaborcyjne, ale to, co się tam działo było niesamowite - przyznała aktywistka z Inicjatywy Wschód.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Ludzie, których nazywamy 'płodziarzami', pokazywali plakaty, rozdawali ludziom na sali małe figurki płodów - opowiadała w rozmowie z Jackiem Żakowski. Przeciwnicy liberalizacji przepisów krzyczeli i obrażali też wszystkich, którzy mają inne poglądy.
Wysłuchanie publiczne ws. aborcji. Kto finansuje działania przeciwników zmian?
- Dla mnie ci ludzie, to, co oni mówią, jest oderwane od rzeczywistości - przyznała Lasota. Jak wyliczała, każdego dnia w Polsce dokonywanych jest 130 aborcji, głównie tabletkami. 'Antyaborterzy' jak mówiła, nie mają pojęcia o wciąż istniejącym w Polsce piekle kobiet. Przekonywała też, że to środowisko ma ogromne powiązania w Rosją i z radykalnymi prawicowymi środowiskami Stanów Zjednoczonych. - Dostają za to ogromne pieniądze. Żyją z tego - mówiła rozmówczyni Jacka Żakowskiego.
Lasota przypomniała też, że - jak wynika z sondaży - 70 proc. ludzi w Polsce jest za tym, żeby zalegalizować aborcję.
Potrzeba milion podpisów
Zwolennicy liberalizacji restrykcyjnych przepisów antyaborcyjnych doskonale zdają sobie sprawę, że o zmianę będzie trudno. Przede wszystkim dlatego, że cześć obecnego obozu władzy nie chce liberalizacji. A do tego dochodzi prezydent, bo Andrzej Duda wielokrotnie zapowiadał, że przepisów liberalizujących nie podpisze.
- W momencie, w którym nowa władza nie dojrzała na tyle, żeby faktycznie w Polsce dać nam dostęp do aborcji, my sięgamy po narzędzie europejskie i razem z naszymi koleżankami z różnych państw UE stworzyłyśmy taką inicjatywę ustawodawczą - mówiła gościni 'Poranka Radia TOK FM'. Na czym polega projekt 'My voice, my choise'? Chodzi o mechanizm finansowy, który miałby zostać wprowadzony w Unii Europejskiej i sprawiłby, że państwa, w których aborcja jest legalna, dostałby więcej pieniędzy, żeby z ich pomocy mogły korzystać kobiety z krajów, w których obowiązują restrykcyjne przepisy antyaborcyjne.
'Czuję presję'. Łoboda obiecuje szybkie prace nad projektami ws. aborcji
By Komisja Europejska zajęła się tym projektem, trzeba zebrać w całej Unii milion podpisów. - Mamy już ponad 220 tys. Zbieramy już ponad 2 tygodnie. Tempo jest całkiem fajne - stwierdziła Lasota. I namówiła Jacka Żakowskiego do poparcia inicjatywy.