,
Obserwuj
Polska

"Nawet wąskie dolinki rzek są zabudowane". W Kotlinie Kłodzkiej nie ma miejsca na poldery

4 min. czytania
18.09.2024 06:32
- My mamy mnóstwo błędów popełnionych w urbanistyce, w gospodarce przestrzennej. Swawolnie dopuszczaliśmy do rozwoju zabudowy dolin rzecznych, a teraz mamy problem - podsumował w TOK FM Krzysztof Badora, doktor nauk o ziemi w zakresie geografii, geograf krajobrazu z Uniwersytetu Opolskiego.
|
|
fot. Marcin Rutkiewicz/REPORTER / MARCIN RUTKIEWICZ/REPORTER

Poziom wody w zbiorniku Racibórz Dolny, który przechwycił falę wezbraniową na Odrze stabilizuje się, nie zwiększa się już ilość gromadzonej w nim wody – wynika z informacji przedstawicieli Wód Polskich. Eksperci zgodnie podkreślają, że to on "obronił" południowo-zachodnią Polskę przed jeszcze bardziej tragiczną sytuacją powodziową. 

 

A gdyby zbiornika w Raciborzu nie było?

 

A co by było dziś, gdyby zbiornik nie powstał? - Najprawdopodobniej powtórzyłby się scenariusz z 1997 roku, kiedy wszystkie miasta po kolei - Racibórz, Kędzierzyn-Koźle, Krapkowice, Opole, Wrocław, a także Brzeg i Oława po drodze - zostały zalane przez falę powodziową - stwierdził dr Krzysztof Badora.  Przypomniał, że zbiornik Racibórz-Dolny jest w stanie pomieścić 185 mln metrów sześciennych wody, i właśnie ta wielka pojemność pozwoliła spłaszczyć falę. 

 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

- Zbiornik jest rozległy, bezpieczny, piętrzy wodę nisko, więc nie ma dużego naporu na wały. A woda, która do niego wpływa z impetem, rozlewając się szeroko, zanim dotrze do zapory, wyhamowuje - opisywał. Podkreślił też, że zbiornik w Raciborzu jest zbiornikiem suchym - zatem wypełniał się od zera, a to pozwala wykorzystać w pełni jego pojemność. Wody Polskie we wtorek rano podawały, że zbiornik jest wypełniony w 78 proc.

- Niestety zbiornik nyski czy otmuchowski to są zbiorniki zawodnione. Mają jakąś tam retencję, ale kiedy przyszła fala powodziowa, duża ich część, a według mieszkańców Nysy - wiem, bo mam tam znajomych - zbyt duża część była wypełniona wodą - relacjonował. I dodał, że zdaniem mieszkańców nagromadzoną wodę zaczęto zrzucać zbyt późno, choć wiedziano, że idzie wielka woda z gór.

Zbiorniki retencyjne? A może inaczej chronić się przed powodzią?

 

Pytany o to, które strategie zapobiegania powodziom mają sens - budowa zbiorników retencyjnych, renaturyzowanie rzek czy przywracanie rozlewisk - odpowiedział: wszystkie. - Trzeba zacząć od retencji krajobrazowej. Bardzo wysoko w górach, ale też na nizinach - wszędzie, gdzie się da, powinniśmy pozostawiać wodę na dłużej - podkreślał. Co to oznacza? Chodzi o to, aby nie meliorować bagien i torfowisk, nie wycinać drzew, ale też prowadzić gospodarkę leśną w sposób, który nie jest nastawiony na pozyskiwanie drewna.

- W górach jest to szczególnie istotne, bo tam się liczy czas. Tam nawet kilkugodzinna akumulacja wody w liściach, konarach, w strefie korzeniowej ratuje miejscowości górskie - wskazywał. Zwrócił uwagę, że na Opolszczyźnie czy na Dolnym Śląsku w dolinach rzecznych praktycznie nie ma łąk, które zbierały i przytrzymywały wodę. - W tej chwili są poorane, zaorane aż do samego koryta - opisywał. Mówiąc o Kotlinie Kłodzkiej, nawiązał do fotomap i zdjęć, na których widać, że wąskie dolinki tamtejszych rzek są również zabudowane. - To nie jest rdzenna zabudowa miejscowości górskich, tylko zabudowa nowa, turystyczna - wskazywał.

Powódź dotarła tu wcześniej, niż zakładali. W Szprotawie wysadzę wały? Jest odpowiedź

 

Nie ma miejsca na poldery

 

I dlatego - jak mówił - w tym rejonie nie ma gdzie zrobić miejsc rozlewowych czy polderów, bo wszystko zostało zabudowane. - My mamy mnóstwo błędów popełnionych w urbanistyce, w gospodarce przestrzennej. Swawolnie dopuszczaliśmy do rozwoju zabudowy dolin rzecznych, a teraz mamy problem - podsumował Krzysztof Badora.

Pytany o sprawę wycinki drzew w Masywie Śnieżnika, wskazał na jeszcze jeden aspekt, który mógł się przyczynić do tak poważnej sytuacji powodziowej. - Chodzi o następstwo kataklizmu ekologicznego, do którego doszło w tamtym regionie, a mianowicie całkowitego zniszczenia drzewostanów świerkowych - wyjaśniał. Dlaczego to tak istotne?

- Po stronie czeskiej monokultury świerkowe zajmowały potężne obszary. Zarówno Polacy, jak i Czesi prowadzili w ciągu ostatnich 20 lat politykę wymiany takich świerków, które nie dawały sobie tam rady, na drzewostany bukowo-jodłowe. Ale ten odbudowywany lat będzie pełnił funkcję retencyjną za kilkadziesiąt lat, kiedy te drzewa staną się starodrzewiami - wyjaśniał. 

Nie unikniemy kolejnej wielkiej wody? 'Problemu powodzi nie rozwiązuje się w rzece, wtedy jest już za późno'

 

Wnioski? Cały system do przebudowy

 

Anna Piekutowska zapytała dr. Krzysztofa Badorę o wnioski na dziś. - Na dziś wiemy, że system ochrony przeciwpowodziowej miast i miasteczek, wsi Kotliny Kłodzkiej, jest dysfunkcyjny, mówiąc delikatnie. A wiele obiektów jest dysfunkcyjnych, tak jak zapora w pobliżu Stronia Śląskiego. Te zapory, po przerwaniu, mogą zagrażać - wskazywał. Dlatego jego zdaniem przebudować należy całą filozofię myślenia o ochronie przeciwpowodziowej w górach.

A co się stanie na nizinach? - Te prognozy dla mnie nie są zbyt optymistyczne, bo fale z Odry i z Kotliny Kłodzkiej nałożą się - przyznał. Ocenił, że do przebudowy nadaje się prawo wodne, ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym, ustawy o ochronie przyrody, prawo budowlane. - Jeżeli będziemy polegać tylko na tych obiektach, coś dobudujemy, to będziemy mieli powtórkę za kilkanaście lat - prognozował.