Na jego ościach zbudowano Amsterdam, Francuzi się do niego modlili. Ryba, bez której nie ma świąt
I to właśnie z kanclerzem kojarzona jest jedna z najpopularniejszych wersji śledzi, którą jemy do dziś: śledzie patroszone i marynowane w drewnianych beczkach, w kwaśnej, kilkuprocentowej zalewie octowo-korzennej z dodatkiem warzyw i przypraw, oleju, cebuli, nasion gorczycy i liści laurowych.
Ma to związek z historią przetwórni ryb w Stralsundzie, którą w drugiej połowie XIX wieku założył przedsiębiorczy kupiec Jochann Wiechmann. Podobno kwotę, która pozwoliła na tę inwestycję, wygrał na loterii, a zmysł kupiecki i marketingowy kazał mu przesłać na ręce Bismarcka beczułkę marynowanych śledzi.
Działo się to w 1871 roku, a więc roku niezwykle ważnym dla współczesnych dziejów Niemiec, bo właśnie wtedy doszło do ich zjednoczenia, do czego wydatnie przyczynił się właśnie Bismarck. Kanclerzowi przysłane ze Stralsundu śledzie podobno przypadły do gustu i zgodził się on na prośbę kupca, by ten mógł swój sztandarowy produkt nazwać 'Bismarckhering' - śledź Bismarcka. Kanclerz zgodę wyraził w osobiście napisanym liście, którego manuskrypt miał potem wisieć na honorowym miejscu w fabryce, w gabinecie kolejnych szefów zakładów - aż zaginął wraz z innymi pamiątkami podczas drugiej wojny światowej.
Ostatnie pokolenie... ryb? Zanim zjesz, sprawdź, skąd pochodzi
Śledzie a la Bismarck do dziś cieszą się powodzeniem, także w niemieckiej dyplomacji. Kanclerz Angela Merkel przekazywała jej jako prezent swoim zagranicznym gościom. Beczkę śledzi otrzymał np. prezydent USA George Bush.
Śledź rządził w średniowieczu
Śledź od wieków stanowił podstawę wyżywienia mieszkańców Skandynawii, Holandii czy Wysp Brytyjskich. W średniowieczu śledzie były popularne w całej Europie. Prymat w poławianiu i przyrządzaniu ryby należał do Holendrów. To stamtąd oczywiście wzięły się słynne matiasy. Początkiem potęgi floty holenderskiej miała być właśnie flotylla poławiaczy śledzi. Mówi się nawet, że Amsterdam zbudowano na śledziowych ościach, a sami Holendrzy śledziowy odór potrafili zamienić w złoto. Śledziami zachwycali się także Francuzi, którzy modlili się do świętego śledzia. Same ryby bywały środkiem płatniczym. Ważną rolę pełniły też w diecie Skandynawów.
Również i w Polsce śledzia zajadano przynajmniej od średniowiecza, bo o śledziach wspominał już w XII wieku kronikarz Gall Anonim. Początkowo smakiem tych ryb cieszyli się mieszkańcy głównie północy kraju, ale ulepszenie metod konserwacji w XIII i XIV wieku umożliwiło ich transport w głąb lądu. Złowione śledzie solono od razu po połowie, dzięki czemu mogły być transportowane nawet na duże odległości, a połów śledzia żyjącego w ławicach nie był ani skomplikowany, ani specjalnie drogi, dlatego nawet najbiedniejsi mogli sobie na tę rybę pozwolić.
Chcesz wiedzieć jeszcze więcej o historii śledzia w Polsce? Posłuchaj tego odcinka audycji "Otwarta Kuchnia":
Śledź jak każda ryba dostarcza wielu wartościowych składników odżywczych, jest źródłem łatwo przyswajanego białka, zawiera niemal wszystkie niezbędne aminokwasy, i to w proporcjach, które odpowiadają zapotrzebowaniu człowieka. Jest też bogatym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych, dostarcza nam dużej ilości selenu, który odgrywa istotną rolę w procesach detoksykacji organizmu i chroni nas przed szkodliwym działaniem metali ciężkich, często obecnych w naszym jedzeniu. Mięso jest bogate w potas, fosfor, jod i liczne witaminy, szczególnie D3, B6 i B12.