,
Obserwuj
Polska

"Utknęły na wysokościach" i już się nie zobaczą. "Popłakałyśmy się"

8 min. czytania
22.03.2025 12:00

Pani Bogumile najbardziej szkoda spotkań z przyjaciółką Heleną, z którą nie widziała się już od roku. Niby mieszkają niedaleko, bo zaledwie dwa bloki od siebie, ale "utknęły na wysokościach". - Gdy to się stało, popłakałyśmy się. Bo wie pan, co to oznacza? Że już się nie zobaczymy - mówi w tokfm.pl 76-latka.

fot. ZOFIA BAZAK/EastNews
  • Pani Urszula od pięciu lat prawie nie rusza się z domu. Mieszka na trzecim piętrze, czyli 70 schodów nad ziemią. Za wysoko, żeby zejść po zakupy, załatwić sprawy w urzędzie czy pomodlić się w kościele;
  • Pani Bogumile najbardziej szkoda spotkań z przyjaciółką Heleną, z którą nie widziała się już od roku. Niby mieszkają niedaleko, bo zaledwie dwa bloki od siebie, ale "utknęły na wysokościach";
  • Z tematów kampanijnych dla obu seniorek ważna jest tylko wojna. - Nie chcę, żeby córka, zięć i wnuki z nią zostali - mówi w tokfm.pl pani Urszula.

Utknęła 70 schodów nad ziemią. Pilnuje, "żeby wojny nie było"

Z mieszkania pani Urszuli dobiegają odgłosy awantury. Staruszka najpierw otwiera mi drzwi, a później szybko łapie pilot i ucisza kłótnię. Milkną politycy, którzy na ekranie telewizora krzyczą "Hańba!" i ścierają się o Tarczę Wschód - Teraz lepiej, możemy spokojnie porozmawiać. Zwykle nie mam z kim, dlatego daję im czasem pokrzyczeć. Lubię jeszcze posłuchać, co dzieje się w świecie - mówi 77-latka.

Ze światem ma już właściwie tylko taki kontakt, bo od pięciu lat prawie nie rusza się z domu. Mieszka na trzecim piętrze, czyli 70 schodów nad ziemią. Za wysoko, żeby zejść po zakupy, załatwić sprawy w urzędzie czy pomodlić się w kościele. Sprawy i zakupy załatwia jej córka, a gdy pani Urszula ma wizytę u lekarza, przyjeżdża zięć. - Na szczęście taki rosły mi się trafił. Znosi mnie na dół i wiezie do doktora. Jeszcze przy tym zażartuje, a to dla mnie ważne, bo czuję się wtedy mniejszym ciężarem - dodaje i na chwilę smutnieje.

O takich jak ona mówią "więźniowie czwartego piętra". Ale pani Urszula o tym określeniu nie słyszała i się do niego nie uśmiecha. - Więzień siedzi za karę, a ja nikomu nie zawiniłam - ucina.

Odkąd niemal nie wychodzi z domu, odległy świat jej się przybliżył, a ten za oknem oddalił. Nie wie, czym żyją przechodnie na ulicy, ale ma dobre rozeznanie w tym, co pokazują w telewizji. - Widzę, że w wyborach startuje wielu takich, którzy ułatwiliby Putinowi sprawę, gdyby chciał nas najechać. Dlatego już zamówiłam na maj taksówkę wyborczą, czyli zięcia. Muszę przypilnować, żeby wojny nie było - podkreśla seniorka.

Groźba wojny wszystko jej wyklarowała. "Jeszcze coś mogę"

Pani Urszula mówi, że na starość jej sen kończy się o godz. 4:30. Za wcześnie, żeby urządzić się w nowym dniu. Nie zaczyna go od przygotowywania śniadania, bo wszystko wtedy wypada jej z rąk i robi się głośno. Boi się, że obudzi sąsiadów. Nie chce być dla nikogo uciążliwa.

- Telewizji też jeszcze nie ma co puszczać, bo o tej godzinie nie nadają świeżego programu. Leci tylko to, co już widziałam. Krzyżówkami nie chcę z samego rana męczyć oczu, bo później przez resztę dnia mam z nimi problemy. Dewotką nie jestem, żeby klepać pacierze już przed świtem. Modlę się, ale wieczorem, żeby podsumować Bogu dzień. Leżeć bez snu nie będę, bo mnie to mierzi. Siadam więc przy oknie i czekam, aż się rozjaśni. Zimą jest więcej czekania i starość jakby się dłuży. Ale teraz na wiosnę raz dwa mija - opowiada.

Gdy już świta, widzi za oknem wielką brzozę, którą razem z sąsiadami obroniła przed piłami. - Oni chodzili do spółdzielni, a ja dzwoniłam tam co tydzień. Pytałam, czy już zmieniła decyzję i w końcu uległa. Ucieszyłam się, że jeszcze coś mogę - mówi i dodaje, że w maju po to uczucie pójdzie na wybory.

Przed godz. 7 włącza TVP Info albo Polsat News Polityka. Obie stacje często transmitują wystąpienia kandydatów na prezydenta, a pani Urszula lubi śledzić, co mówią. Najgorsze dla niej jest to, że później nie ma z kim o tym porozmawiać. Córka nie chce o polityce, a zięć do niej rzadko zagląda.

- Dlatego do niedawna miałam takie poglądy "nie na pewno". Ale odkąd mówią, że może przyjść do nas wojna, to wszystko mi się wyklarowało. Na Karola Nawrockiego już nie da się zagłosować, bo według niego to Unia jest winna atakowi na Ukrainę. Podałby rękę Putinowi, a boksowałby się z jedynym naszym sojusznikiem, czyli Europą. Mentzen jeszcze gorszy: nie dość, że ujada na Unię, to jeszcze kopie leżącą Ukrainę. Teraz już wiem na pewno, że będę głosowała przeciw nim - tłumaczy moja rozmówczyni.

Dla niej świat się skurczył. Musiała zapomnieć o urzędach, spółdzielni i poczcie

O rok młodsza pani Bogumiła lubi w ostatnich dniach patrzeć na biegi Sławomira Mentzena. Gdy kandydat Konfederacji na prezydenta kończy przemawiać do wyborców, szybko schodzi ze sceny i gna do samochodu. - Nie wiem, po co to robi, ale mnie śmieszy. Oby nie skończył jak ja. Nawet jemu tego nie życzę - mówi emerytka.

Jak dodaje, sama kiedyś też tak goniła. Była listonoszką na poczcie i każdego dnia oblatywała swój rewir miejski, a w nim duże osiedle. - Zasuwałam po schodach z poleconymi, rentami, emeryturami. Póki byłam w miarę młoda, to ubytku na zdrowiu nie zauważałam. Na wieczór włożyłam napuchnięte nogi do miednicy z wodą, odespałam i leciałam dalej. Ale później zaczęły łupać kolana i żarty się skończyły. Lekarze wbijali mi zastrzyki, przykładali specjalne lampy i stawiali na nogi. Ale co z tego, skoro zaraz brałam tę swoją torbę i leciałam do ludzi, bo czekali na renty. Co doktorzy naprawili, to od razu głupia popsułam. Do emerytury jakoś jeszcze dobiegłam, a później trzeba było już zacząć przysiadać - wspomina.

Przysiadała w drodze na targ, do urzędu i do lekarza. Wybierała takie trasy, przy których stały ławki. Ale te nagle zniknęły przy którejś "rewitalizacji" miasta. - Do dziś się zastanawiam, komu przeszkadzały. Młodzi w biegu nawet ich nie zaważali, a dla starych były zbawieniem. Może chodziło o to, że okupowali je panowie z wiecznie otwartym piwami? Ale przecież byli niegroźni. Nieraz mówiłam do takiego "posuń się, pan" i grzecznie robił miejsce. Dzisiaj miasto ma być ładne, a do niego pijak i staruszka nie pasują - wzrusza ramionami.

Ból kolan się nasilał, a jej świat stopniowo kurczył. Najpierw zrezygnowała z chodzenia na targ i poprzestała na zakupach w osiedlowym sklepie. Potem machnęła ręką na urzędy, spółdzielnię i pocztę - wszystko zaczęła załatwiać za nią wnuczka. Pani Bogumiła musiała odpuścić też spacery do kościoła i na cmentarz, gdzie leży jej mąż. - Lubiłam ich odwiedzać: Boga i swojego Karola. Ale obaj na mnie poczekają. Zwłaszcza Karol nie ma już innego wyjścia - dodaje 76-latka.

Utknęły "na wysokościach" i już się nie zobaczą. "Obie się popłakałyśmy"

Pani Bogumile najbardziej szkoda spotkań z przyjaciółką Heleną, z którą nie widziała się już od roku. Niby mieszkają niedaleko, bo zaledwie dwa bloki od siebie, ale - jak to określa moja rozmówczyni - "utknęły na wysokościach". Dopóki "nogi im jeszcze pozwalały", spotykały się codziennie. Na kawę, ciasteczko, plotki.

- Helenka w ogóle nie wychodzi, a ja już do niej nie dotrę. Gdy ostatni raz to zrobiłam, to nie dość, że nie porozmawiałyśmy, bo tak mnie bolało, to jeszcze miałam problem z powrotem do domu. Musiałam zejść z jej czwartego piętra, przejść dwa bloki, a potem wdrapać się do siebie na trzecie. To już było ponad moje siły. Sąsiedzi z parteru mi pomogli, ale przez kilka dni odchorowywałam tę wyprawę. Zadzwoniłam do Helenki i powiedziałam, że nie mogę już tak przesadzać. Obie się popłakałyśmy. Bo wie pan, co to oznacza? Że już się nie zobaczymy - tłumaczy.

Do sklepu czasem jeszcze pójdzie, ale potem wszystko ją boli i cały dzień nie może dojść do siebie. Musi zapomnieć o wchodzeniu wyżej. Ma limit schodów do przejścia, a wyczerpuje go już na swojej klatce. - Ale nie ma się co żalić. Helenka nie ma nawet tego - dopowiada moja rozmówczyni.

Ukraińskie staruszki wynoszone na krzesłach. "Takiej wojny się boję"

Bogumiła i Helena wiszą na telefonie całymi godzinami, bo tylko takie rozmowy im zostały. Ostatnio się zmówiły, że przegłosują "biegającego Mentzena". Do lokalu wyborczego nie dotrą, ale poproszą wnuczki, by w ich imieniu złożyły w gminie wnioski o głosowanie korespondencyjne. Seniorki dostaną do domu pakiety wyborcze, wypełnią go i odeślą.

- Gdyby Mentzen nie startował, to już machnęłabym ręką na wybory. Bo jestem stara, właściwie odcięta od świata, to po co mam meblować go młodym. Ale kiedy usłyszałam, jak ten biegający młodzieniaszek nadaje na Ukraińców, pomyślałam, że te wybory dotyczą też mnie - mówi pani Bogumiła.

Przyznaje, że sama przez większość życia była niechętna Ukraińcom. - Bo uczepiłam się rzezi wołyńskiej, jak pijany płotu. Ale gdy Putin ich zaatakował, zobaczyłam w telewizji te ukraińskie starowinki, które wynosili na krzesłach z mieszkań. Tak ratowali je przed Ruskimi. Zastanawiałam się, gdzie je wiozą. Dokąd mnie by powieźli, gdyby Putin nas najechał? Gdzie wtedy postawiliby krzesełko ze mną? Takiej wojny się boję. A Mentzen nadaje na jej ofiary. Każdy, kto to robi, staje po stronie Putina i go rozochoca. Jeszcze tylko tego brakuje, żeby ktoś taki został prezydentem. Wtedy to już na pewno Putin wlezie nam do Polski - irytuje się moja rozmówczyni.

Jak dodaje, nie powinna bać się wojny, bo zostało jej już niewiele życia. - Ale ukraińskie starowinki pewnie też miały nadzieję, że jej nie doczekają - dopowiada 76-latka.

Mieszkanie do wymiany? "Nie mam już siły zapuszczać nowych korzeni"

Z tematów kampanijnych również dla pani Urszuli ważna jest tylko wojna. - Po pierwsze: nie chcę, żeby córka, zięć i wnuki z nią zostali. A po drugie: kandydaci nie przymilają się do starych i nic nie mają nam do zaoferowania. O emeryturach nie mówią, a przynajmniej ja nie słyszę. Obniżki cen leków też mają w nosie - wylicza seniorka.

Odpowiadam, że co prawda nie z ust kandydatów na prezydenta, ale niedawno  padła propozycja tzw. najmu senioralnego. Zgłosiła ją rządowi minister Marzena Okła-Drewnowicz. Chce umożliwić przeprowadzkę osobom starszym, które żyją na co najmniej trzecim piętrze w budynku bez windy. Oddawałyby gminom swoje mieszkania "w zarządzanie", a w zamian dostawałyby od nich lokale na parterze albo w bloku z windą. Seniorzy w każdej chwili mogliby cofnąć tę zamianę.

- To jest dobre rozwiązanie, ale tylko dla chętnych. Ja się go boję. Córka mieszka na parterze dwa bloki dalej i proponowała mi zamianę. Była gotowa oddać mi dwa pokoje w zamian za moją kawalerkę. Powiedziała, że dziecko ma odchowane, a z mężem jakoś u mnie się pomieszczą. Przyznaję, że na dobroć odpowiedziałam nerwami. Ze strachu, że będzie naciskać. Później przeprosiłam i wytłumaczyłam, że jestem jak to drzewo, które zestarzało się w jednym miejscu. Gdyby je przesadzić, to już się nie zazieleni. Nie mam już siły zapuszczać nowych korzeni. Córka to zrozumiała - mówi pani Urszula.

- Właśnie dlatego nigdy nie narzekam - dopowiada pani Bogumiła. - Nie chcę, żeby ktoś mnie przenosił ani nawet to proponował, bo zaraz wyjdę na niewdzięczną. Jest mi tu, jak jest, ale niczego innego już nie oczekuję. Można powiedzieć pół żartem, że z góry wiedziałam, na co się piszę. Moja świętej pamięci mama mówiła: "Nie wyprowadzaj się ze wsi, bo jeszcze do bloków trafisz. Nie daj Bóg na wyższe piętro. Jak się zestarzejesz, to nie będziesz miała jak wyjść". Ostrzegała, dlatego teraz nie mam co biadolić - podkreśla.

Zastrzega jednak, że jej przyjaciółka Helena zgodziłaby się na wspomnianą zamianę mieszkania. - Dobrze, że o takich Helenkach ktoś myśli. Młodsi powinni, przecież stać ich na to - podsumowuje pani Bogumiła.

Źródło: TOK FM