,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

"Nie powinno być podziału na 'my' i 'oni'". Prezydent Szczecina o oczekiwaniach wobec rządu

Sebastian Wierciak, TOK FM
3 min. czytania
16.11.2023 07:00
Dialog z samorządowcami, zmiany dotyczące finansowania edukacji czy przegląd państwowych instytucji - to tylko niektóre z oczekiwań wobec przyszłego rządu, wymieniane jednym tchem przez prezydenta Szczecina. - Nie oczekujemy cudów. (...) Musimy mieć jednak wytyczoną ścieżkę i podane koła ratunkowe - podkreśla Piotr Krzystek.
|
|
fot. Krzysztof Cwik / Agencja Wyborcza.pl

Sebastian Wierciak, TOK FM: Jakie są oczekiwania Szczecina wobec nowego rządu?

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina: Samorządy przede wszystkim oczekują dialogu z rządem. W ostatnich latach tego dialogu nie było wcale albo był pozorowany, z wybranymi samorządowcami. To nie przynosiło dobrych efektów. Pojawiały się rozwiązania ustawowe, które nam szkodziły.

Kolejna ważna kwestia to zmiany związane z finansowaniem i organizacją oświaty. To największe nasze zadanie i tu sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi tylko o płace [nauczycieli], ale też o organizację szkół czy podstawy programowe, które powinny zostać zreformowane.

Kolejna rzecz to sanacja finansowania zadań samorządu. Polski Ład doprowadził do katastrofalnej sytuacji, szczególnie w miastach na prawach powiatu. Powinien być jasny program powrotu do stabilności i tego, by dochody były powiązane z rozwojem gospodarczym. Oczywiście nikt nie mówi o odbieraniu pieniędzy słabszym samorządom, ale muszą być racjonalne systemy wyrównywania dochodów. Większe ośrodki muszą mieć możliwość finansowania swoich zadań z własnych pieniędzy, tym bardziej że szereg świadczeń realizujemy dla całego regionu.

Szczecin. Duże mieszkania czekają na duże rodziny. Minimum pięcioro dzieci i długa lista warunków

Skoro wspomnieliśmy o szkole i finansach, to warto przypomnieć, że Szczecin poszedł z państwem do sądu.

Tak, dlatego że subwencja oświatowa, którą otrzymujemy [z budżetu państwa], nie wystarcza nawet na pokrycie podstawowych płac nauczycielskich. Wyliczyliśmy to bardzo dokładnie. W ciągu zaledwie trzech lat w budżecie Szczecina zabrakło 111 mln złotych. Dlatego złożyliśmy pozew w sądzie w Warszawie. Myślę, że to powinno wywołać szerszą dyskusję na temat finansowania zadań oświatowych. (...)

Bez dobrej szkoły trudno myśleć o rozwoju i przyszłości. Co ważne, ten temat dotyka prawie każdego, bo mamy dzieci czy wnuki. Nie powinno być zatem żadnego podziału na 'my' i 'oni', bo to nasza wspólna odpowiedzialność. (...) Ta zupełna dowolność, że państwo daje na oświatę tyle, ile uważa, nie jest właściwa. To państwo określa siatkę godzin czy podstawę programową. To państwo mówi, ile dzieci powinno być w klasie, szczególnie w szkołach podstawowych. To oznacza, że my - jako samorządy - wiele czynników mamy już określonych. Nasza swoboda jest mała. Dlatego państwo przynajmniej ten podstawowy pakiet płac nauczycieli powinno w 100 proc. zabezpieczać.

Wspomniał pan, że Prawo i Sprawiedliwość topiło finanse samorządów. Czy w związku z tym 15 października poczuł Pan, jakby wyciągnął głowę spod wody i złapał głęboki oddech?

My w Szczecinie jeszcze nie byliśmy pod wodą. Było zimno i ciężko, ale utrzymywaliśmy się na powierzchni. Mamy płynność finansową. Nasze finanse zawsze były jednymi z najzdrowszych w Polsce. Natomiast niewątpliwie odetchnęliśmy. Jest nadzieja, że politycy, którzy w tej chwili będą stanowili większość, rozumieją problemy samorządów. I jest szansa, że wreszcie zaczniemy o tym rozmawiać.

My oczywiście nie oczekujemy cudów. Wiemy, jaka jest sytuacja. Musimy mieć jednak wyznaczoną ścieżkę i podane koła ratunkowe - przynajmniej ci, którzy są w bardzo trudnej sytuacji. To wszystko nie może się odbyć kosztem podstawowych usług, które świadczymy mieszkańcom. Gdyby - przykładowo - IPN zamknąć na miesiąc, to pewnie Polacy by to jakoś przeżyli. A spróbujmy na jedną dobę wyłączyć wodę w kranach. Jakie będą skutki?

Czy poza finansami wskazałby Pan jeszcze jakąś sprawę albo może nadzieję w związku z powołaniem nowego rządu?

Trzeba dokonać przeglądu instytucji państwowych. Jest ich setki, jeśli nie tysiące, być może nie zawsze są potrzebne. Moim zdaniem przyda się odchudzenie administracji. Powinniśmy doprowadzić do taniego i sprawnego państwa, które będzie służyło obywatelom i będzie rozwiązywało wszystkie podstawowe problemy. Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy popadali w coraz większe długi i coraz większe kłopoty.

Czyli ponowna decentralizacja?

Jak najbardziej. Samorządy w Polsce się sprawdziły, są dobrze skonstruowane i myślę, że tego się trzeba trzymać. Państwo nie powinno wchodzić w każdą sferę. W PRL-u tak było, że byli naczelnicy gminy, a gdzieś tam w Warszawie towarzysze decydowali o tym, czy i jak dana sprawa będzie załatwiona. Jakie były tego skutki? Doskonale pamiętamy. Gdy popatrzymy na polskie gminy, widzimy, że są zadbane, że są prowadzone remonty, że mieszkańcy mają wpływ na swoje otoczenie i mają wpływ na władze. Trzeba to umacniać - dawać ludziom nadzieję i szansę, żeby o swoich sprawach mogli decydować lokalnie. To jest klucz nowoczesnego, sprawnego państwa. Nie chcemy takiego, które jest zarządzane wyłącznie z Warszawy.