,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

Dziecko zagubione w gąszczu parawanów na plaży. "Czasem idą aż do Niemiec"

3 min. czytania
13.07.2024 09:00
- To nie zawsze wynika z nieuwagi czy beztroski rodziców. Czasem wystarczą sekundy, by dziecko zgubiło się wśród masy ludzi, która jest na plaży - mówi nam Jarek Włodarczyk prezes WOPR-u w Świnoujściu.
|
|
fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Ratownicy wodni ze Świnoujścia każdego dnia odbierają kilka zgłoszeń dotyczących zaginięcia dziecka na plaży. - Zagubione dzieci potrafią przejść plażą nawet kilka kilometrów. Często zwracają uwagę plażowiczów dopiero wtedy, gdy zaczynają płakać - mówi nam Jarek Włodarczyk prezes WOPR-u w Świnoujściu.

- To nie zawsze wynika z nieuwagi czy beztroski rodziców. Czasem wystarczą sekundy, by dziecko zgubiło się wśród masy ludzi, która jest na plaży, przy tej ilości parawanów i parasoli - dodaje. Zaznacza jednak, że zdarzają się także przypadki ewidentnych zaniedbań. - To sytuacje, gdy dzieci puszczane są do wody same. I na przykład dostają jeszcze jakiś sprzęt dmuchany. Wtedy naprawdę niewiele trzeba, by doszło do tragedii - przestrzega ratownik.

Do tego dochodzi spożywany przez rodziców alkohol. - Dwa piwa za dużo i czujność rodzica od razu spada - dodaje nasz rozmówca. I wspomina tragiczny przypadek utonięcia w Świnoujściu ośmiolatka, którego matka - w towarzystwie innych osób - odpoczywała na kocu nieopodal. Była pod wpływem alkoholu. Dziecko wypłynęło na dmuchanym materacu i wpadło z niego do wody. Gdy chłopiec został odnaleziony, pierwsza pomoc nie przyniosła już efektu. - To nie jest tak, jak w filmach, że gdy ktoś się topi, wzywa pomocy. Tak naprawdę w wodzie giniemy w ciszy. Taki jest mechanizm tonięcia. Nie jesteśmy w stanie wydobyć z siebie głosu ani unieść rąk - podkreśla Włodarczyk.

To największe przekleństwo na wodzie. Wystarczy chwila, by doszło do tragedii

Dzieci przyprowadzane z Niemiec

Każde z wejść na świnoujską plażę jest oznakowane piktogramem, np. truskawką, muszelką, konikiem morskim, literą, a także nazwą ulicy. Wszystko po to, by ułatwić dzieciom orientację w terenie.

- Wchodząc na plażę, pokażmy dziecku, przy którym wejściu się znajdujemy. Odszukajmy wspólnie charakterystyczne punkty, takie jak wieża ratownicza czy jakiś budynek - zaleca szef świnoujskiego WOPR-u. I przede wszystkim - jak mówi - korzystajmy z plaży strzeżonej. - Tylko tam są ludzie, którzy wiedzą, jak profesjonalnie udzielić pomocy i tylko tam ta pomoc może szybko nadejść. To już nie te czasy, gdy jako ratownicy mieliśmy do dyspozycji czapeczkę, gwizdek i łódkę nabierającą wody. Teraz są skutery wodne, quady i możliwość błyskawicznej reakcji - stwierdza Włodarczyk.

W Świnoujściu na całej długości plaży jest również nagłośnienie, które w razie potrzeby przydaje się w poszukiwaniach zagubionych pociech. A dzieci potrafią odejść naprawdę daleko. - Zdarza się, że zagubione dzieci są przyprowadzane z Niemiec. Po prostu idą wzdłuż plaży tak długo, aż dochodzą do niemieckich ratowników, którzy następnie przyprowadzają je na polską stronę. Z ratownikami z Niemiec w takich sytuacjach mamy bieżący kontakt - zapewnia nasz rozmówca. Bywa też, że na świnoujską plażę docierają dzieci zagubione w Niemczech.

Pomoże opaska

Rodzicom, którzy zorientowali się, że dziecko przepadło w gąszczu parawanów, prezes WOPR-u w Świnoujściu radzi jak najszybszy kontakt z najbliższym ratownikiem wodnym, który poinformuje o sytuacji ratowników z pozostałych wież, co przyspieszy poszukiwania. Takich zgłoszeń ratownicy ze Świnoujścia w sezonie odbierają średnio kilka dziennie. Do najbliższej wieży ratowniczej należy również odprowadzić przestraszone dziecko idące samotnie po plaży.  

W sezonie ratownicy w Świnoujściu rozdają wypoczywającym na plażach rodzinom opaski na nadgarstki, które można założyć maluchom, a wcześniej umieścić na takiej opasce swój numer telefonu. - Wtedy nie ma problemu, żeby odnaleźć rodzica. Z pomocą ratownika lub po prostu - plażowicza, który zwróci uwagę na samotnie spacerujące dziecko i powiadomi opiekuna - dodaje nasz rozmówca.