"Zakopywał nie tyle gotówkę, co złoto". Nieznane fakty o aferze RARS
"Czy Morawiecki mógł o całej sprawie nie wiedzieć? Czy tylko przymykał na nią oko? Jest co najmniej kilka poszlak mogących wskazywać, że premier doskonale wiedział, jaką grę prowadzi RARS. (...) Chociaż mechanizm wyprowadzania pieniędzy z agencji wydawać się może skomplikowany, a kwoty, o których mówią śledczy, przyprawiać o zawrót głowy - to sprawa była banalnie prosta". Prezentujemy fragment książki Jacka Harłukowicza pt. "Chłopcy z ferajny. Największa afera w polskiej polityce".
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Chłopcy z ferajny. Największa afera w polskiej polityce" autorstwa Jacka Harłukowicza, wydanej 15 października 2025 roku nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne.
(W oryginale książki pojawia się pełne nazwisko twórcy marki Red is Bad Pawła S., który 25 października 2024 roku został zatrzymany w związku z podejrzeniem o pranie brudnych pieniędzy i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Dlatego postanowiliśmy zamienić pełne nazwisko na inicjał - redakcja tokfm.pl.)
Droga, jaką przeszli bohaterowie tej historii - od szycia ciuchów i noszenia harcerskich mundurków do czarnego paska na oczach w każdym serwisie informacyjnym w kraju - to gotowy scenariusz na film. A przy okazji świadectwo upadku głoszonych zasad w zamian za kolejne wpływające na konto miliony.
Prześledźmy zatem, co do tej pory udało się ustalić mi, jako dziennikarzowi, który ujawnił sprawę, a także dużo lepiej zorientowanym w jej meandrach prokuratorom z Katowic, a wcześniej agentom CBA.
Udział w aferze harcerzy z otoczenia Morawieckiego - jak Michał Kuczmierowski czy Paweł Kleszczewski - jest bezsporny. Zaangażowanie ówczesnego szefa KPRM Michała Dworczyka i samego premiera Mateusza Morawieckiego - wciąż czeka na wyjaśnienie. Bez wątpienia obu obciąża jednak bliskość z tymi, którzy odpowiadają za wielusetmilionowe straty w RARS. A próba obrony aferzystów pod hasłem "to polityczna zemsta bandy Tuska i Bodnara" jest nonsensowna. Przypomnijmy raz jeszcze: CBA rozpoczęła akcję wobec RARS jeszcze w czasie, gdy szefem rządu był Mateusz Morawiecki, ministrem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, a samo CBA, jak wszystkie inne służby specjalne, nadzorował Mariusz Kamiński.
Otwarte pozostaje pytanie: czy Morawiecki mógł o całej sprawie nie wiedzieć? Czy tylko przymykał na nią oko? Jest co najmniej kilka poszlak mogących wskazywać, że premier doskonale wiedział, jaką grę prowadzi RARS. Ale o tym dalej.
Chociaż mechanizm wyprowadzania pieniędzy z agencji wydawać się może skomplikowany, a kwoty, o których mówią śledczy, przyprawiać o zawrót głowy - to sprawa była banalnie prosta.
Wcześniej opisałem już z grubsza, na czym polegał ten megaprzekręt. Teraz podam trochę więcej szczegółów z własnych ustaleń, rozmów oraz cytatów z zeznań prokuratorskich i raportu CBA, do których dotarłem.
Gdy na początku 2020 roku zaczyna się pandemia, w KPRM powstaje specjalny zespół mający organizować zakupy antycovidowych środków. Koordynacja działań związanych z tymi zakupami zostaje początkowo zlecona Agencji Rozwoju Przemysłu, w której ważną rolę odgrywa wspomniany już wcześniej Cezariusz Lesisz - wieloletni znajomy Mateusza Morawieckiego z Solidarności Walczącej, w latach osiemdziesiątych kierowca i ochroniarz jego ojca Kornela.
Wśród osób zamieszanych w aferę RARS, z którymi rozmawiałem, był również Hubert Burczyński, pełniący funkcję szefa działu zakupów RARS przed Justyną Gdańską. Powiedział mi, że na początku to właśnie Lesisz wskazywać miał konkretne podmioty, z którymi agencja miała później zawierać umowy na dostawę sprzętu.
- Na jednym z roboczych spotkań zespołu na stronę wziął mnie Lesisz i wprost oświadczył, że oczekuje, iż będziemy zamawiali sprzęt od spółek Pawła S. - mówił mi we wrześniu ubiegłego roku Burczyński.
Odbyliśmy wówczas trwającą ponad trzy godziny rozmowę face to face w siedzibie jednej z prywatnych agencji PR, która zajmuje się doradztwem w sytuacjach kryzysowych. Burczyński wynajął ją, by pomogła mu uporać się z nadchodzącymi problemami. A tych spodziewał się już po pierwszych moich publikacjach, z których dowiedział się, że CBA dysponuje setkami stron podsłuchanych rozmów pracowników RARS.
Nie wiem, skąd w RARS wziął się Burczyński. Podczas przesłuchania w NIK, ale poza protokołem, miał dwukrotnie powoływać się na swoją przeszłość w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego.
Wśród podsłuchanych przez CBA rozmów znalazła się ta, którą Burczyński przeprowadził z Justyną Gdańską. Złożył jej wtedy korupcyjną propozycję: jeśli agencja zawierać będzie umowy na dostawę sprzętu ze wskazanymi przez niego podmiotami, te podzielą się z nim swoim zarobkiem, a on część tych pieniędzy przekaże Gdańskiej. Przekazanie pieniędzy miało mieć przebieg dość niecodzienny. Burczyński obiecał bowiem pracownicy RARS, że pochodzące z przestępczego procederu pieniądze dla niej zakopywać będzie w ogrodzie swojej mamy. CBA zarejestrowało rozmowę, w której tłumaczy Gdańskiej: "Powiedziałem mojej mamie, że tu będzie zakopane i tylko Justyna może to wziąć".
Jak ustalili później prokuratorzy, w ogrodzie Burczyński zakopywał nie tyle gotówkę, co złoto. Ile go tam zgromadził - tego nie wiem. Śledczym udało się jednak ustalić, że jedną z łapówek miało być mieszkanie, formalnie zapisane na jego rodziców. Co jednak ciekawe, nie udało mi się go odnaleźć w księgach wieczystych.
Tłumaczenia złożone przez Burczyńskiego przed śledczymi, a także wysiłki zatrudnionej przez niego agencji nie przyniosły jednak większego rezultatu. Mężczyzna został zatrzymany, a śledczy przedstawili mu zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się wyprowadzaniem środków z RARS.
Przed wakacjami opuścił areszt po kilku miesiącach pobytu za kratami. On również odpowiadać będzie przed sądem z wolnej stopy.
Ale to zaledwie niewielki okruch z ogromnego śledztwa. Smaczny, bo zakopywanie łapówki w ogródku to dość nietypowa metoda, ale przejdźmy do mechanizmu, w jaki setki milionów złotych lądować zaczęły na kontach spółek Pawła S. i Dominika Basiora. Spróbujmy rozwikłać po kolei supły tej pajęczyny powiązań i zależności w otoczeniu premiera, które prokuratura nazwała zorganizowaną grupą przestępczą.
Jak już wspomniałem, nie bardzo wiadomo, jak doszło do tego, że to akurat Paweł S. stał się osobą najwyższego zaufania w tej grupie przestępczej. Burczyński co prawda twierdzi, że wskazał go znajomy Morawieckiego z Solidarności Walczącej. Sam S., o czym wspominałem, podczas przesłuchań przekonywał, że z Kuczmierowskim znał się od czasu współpracy jego "Red is Bad" z bankiem PKO BP, a w NIK powiedział, że poznał go przez Cezariusza Lesisza i swoje wcześniejsze deale z ARP. Ale skąd tak ogromne zaufanie do młodego przedsiębiorcy, którego spółka dostaje zlecenia na pół miliarda złotych? A państwowa agencja płaci mu bez problemu wielokrotnie zawyżone marże? Wszystko wskazuje na to, że firma S. była tylko słupem, a gros pieniędzy trafiło do innej kieszeni. Nie wiemy jeszcze czyjej, ale oczywiste jest, że takie przewały robi się z osobami, co do których ma się stuprocentową pewność, że oszustwo nie wyjdzie na jaw. Dlaczego więc to właśnie S. został wyznaczony na słupa? I przez kogo?
Kiedy jako ostatni polski dziennikarz rozmawiałem z nim pod koniec maja 2024 roku za pomocą jednego z popularnych komunikatorów internetowych, za nic nie chciał mi tego zdradzić. Zapewniał jednak, że jest uczciwy i nie potrzebował brać udziału w żadnych przekrętach, bo wcześniej zarobił już miliony na szyciu koszulek i bluz z wizerunkami żołnierzy wyklętych, hasłami w stylu "Bóg, honor, ojczyzna" czy na dostawach flag dla Kancelarii Premiera.
Moi rozmówcy S. wprost łączą z harcerzami. Jeden z nich zwraca moją uwagę na założoną przez Michała Dworczyka Fundację Wolność i Demokracja. Ta organizuje cykliczną imprezę plenerową "Tropem Wilczym. Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych". Partnerem biegu zostaje PKO BP, w którym wówczas za marketing odpowiada Kuczmierowski. Z bankiem zaś - również przy temacie "wyklętych" - współpracować zaczyna założone przez Pawła S. "Red is Bad".
Harcerz, dawny pracownik centrali PiS: - S. to przecież był dobry znajomy Michała Kuczmierowskiego. Jak potem czytałem, że oni się nie znali, to śmiech mnie ogarniał. Znali się na sto procent. To była jedna ekipa, jeden krąg towarzyski.
Były poseł Prawa i Sprawiedliwości dorzuca mi kilka szczegółów o tym kręgu towarzyskim: - Wśród harcerzy najważniejszym człowiekiem zawsze był Mariusz Chłopik. On pełnił przy Mateuszu funkcję kogoś w rodzaju adiutanta. Był takim trochę człowiekiem cienia, "załatwiaczem". Spotykał się z ludźmi, z którymi Morawiecki sam wolał się nie spotykać, z innymi organizował mu spotkania. To właśnie Chłopik rozprowadzał później w środowisku pisowskich spółek i agencji Pawła S.. S. w środowisku prawicy funkcjonował i znany był od dawna. Po prostu wstrzelił się ze swoim projektem tych patriotycznych ubrań.
Mnie zaś S. opowiadał, że Kuczmierowskiego poznał dopiero przy okazji współpracy, jaką nawiązał z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych około 2020 roku. Dziś wiadomo, że kłamał jak z nut. O Mariuszu Chłopiku mówił mi, że poznał go przy okazji wizyty, jaką w jego sklepie złożył premier. W świetle powyższych ustaleń trudno jednak w to wierzyć.
- Z RARS zacząłem współpracę, przesyłając im dziesiątki ofert na dostawę różnych sprzętów w czasie pandemii - mówił mi wówczas S.. I snuł opowieść o zwyczajnym składaniu ofert, tak jakby to mogła zrobić każda inna spółka. - Z racji prowadzonego biznesu tekstylnego miałem kontakty w Chinach, mogłem je wykorzystać do sprowadzania tak potrzebnego wówczas sprzętu. Postanowiłem się przebranżowić, założyłem nowe spółki i zacząłem wysyłać oferty. Tak trafiłem do RARS.
Trochę mniej niewinnie sytuację tę widzą agenci CBA. "Osobą najczęściej wskazywaną jako kontrahent przez zarządzających agencją jest Paweł S., dystrybutor odzieży pod marką Red is Bad. Paweł S. prowadził działalność gospodarczą pod nazwą Aceron (…), Seltet Paweł S. (…)" - piszą w swoim raporcie agenci CBA. I dalej: "Paweł S., działając w porozumieniu z pracownikami RARS doprowadza do sztucznego zawyżania cen zakupów i nabywania przez RARS towarów czy usług znacznie powyżej cen rynkowych. (…) Z poczynionych ustaleń wynika, że Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych dokonywała wielu zakupów od Pawła S. z tzw. wolnej ręki. Przeprowadzona w tej sprawie analiza przepływów finansowych STIR potwierdziła między innymi fakt, iż w okresie od 26 sierpnia 2020 roku do 30 maja 2022 roku Paweł S. - jako osoba fizyczna (…) otrzymał z RARS przelewy na kwotę 112.906.766,00 zł. Jak wynika z informacji zebranych w Departamencie Analiz CBA Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych w dniu 14 grudnia 2020 roku poinformowała CBA o ofercie Pawła S. na maski FFP3, wartość zamówienia miała wynosić 10.000.000 zł. Z analizy STIR wynika, że faktyczna wartość zamówienia była ponad dziesięciokrotnie wyższa".
Pieniądze na dostarczane przez S. towary - w czasie pandemii środki ochrony zdrowia, a po wybuchu wojny w Ukrainie agregaty - pochodziły ze środków budżetowych, a następnie unijnych.(...)
Posłuchaj: