"Cienki blef" Trumpa? "Zagadka mało czytelna dla Moskwy"
- Od początku historię z Tomahawkami można było traktować jako kolejny rodzaj budowania przez Donalda Trumpa pewnego rodzaju dźwigni negocjacyjnej - mówił w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsat. Jak jeszcze można ją czytać?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Prezydent Donald Trump oświadczył, że przed przekazaniem Tomahawków Ukrainie musi porozmawiać z Putinem;
- Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji i były prezydent tego kraju Dmitrij Miedwiediew skomentował z kolei, że przekazanie Tomahawków Ukrainie może skończyć się źle dla wszystkich. "Zwłaszcza dla Trumpa" - podkreślił;
- W ocenie Michała Kacewicza z Biełsat to nic innego jak "rozedrgana strategia dyplomatyczna Trumpa". "W całej tej jego nieprzewidywalności jest jednak pewnego rodzaju metoda" - dodał w TOK FM. Jaka?
Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że zanim zdecyduje się na przekazanie Ukrainie rakiet manewrujących dalekiego zasięgu Tomahawk, musi porozmawiać z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. Trump stwierdził, że zamierza powiedzieć Putinowi, iż jeśli nie zakończy wojny, udostępni rakiety Ukrainie.
- Zaskoczenia nie ma. Od początku historię z Tomahawkami można było traktować jako kolejny rodzaj budowania przez Donalda Trumpa pewnego rodzaju dźwigni negocjacyjnej. Najpierw jest wrzucenie tematu, a później brak potwierdzenia - skomentował w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsat.
Inna rzecz, jak dodał, że z czysto wojskowego punktu widzenia trudno sobie wyobrazić tak szybkie przekazanie tego typu broni. Tym bardziej, jak tłumaczył, że jest ona bardzo mocno uzależniona od amerykańskich systemów naprowadzania.
- Zresztą sami Ukraińcy są dosyć sceptyczni co do tego, że dostarczenie niewielkiej ilości pocisków manewrujących miałoby odegrać kluczową rolę w tym konflikcie. Oczywiście byłby to rodzaj pewnego psychologicznego przełomu. Choćby dlatego, że poza Stanami Zjednoczonymi posiadają je tylko Brytyjczycy, a obecnie starają się o nie także Japonia i Australia - dodał w rozmowie z Filipem Kekuszem.
"Ukraina pod tym względem staje się już samowystarczalna"
W ocenie gościa TOK FM Wołodymyr Zełenski rozmawiał z Donaldem Trumpem nie tylko o Tomahawkach. Wskazał, że tematami mogły być także: możliwość zakupu amunicji, w tym chociażby systemów przeciwlotniczych i rakiet do systemów przeciwlotniczych, a także same pieniądze. - Wojna w zasadzie już przeszła w wymiar wojny gospodarczej i dla Ukrainy kluczowe jest zyskanie środków nie tylko na zakup uzbrojenia, ale też utrzymywanie własnej gospodarki, w tym mocy produkcyjnych dronów. Ich produkcja na Ukrainie bardzo się rozwija i w zasadzie Ukraina pod tym względem staje się już samowystarczalna - podkreślił.
Przypomniał też w tym kontekście, że jeszcze w tym tygodniu ma dojść do wizyty premier Ukrainy w Stanach Zjednoczonych.
- Ukraińcy nie będą chcieli jednak nic za darmo. (...) Różnego rodzaju ukraińskie plany zakładają, że w zamian za wsparcie finansowe Stany Zjednoczone uzyskałyby udziały w funduszu, w którym zawarte będą chociażby ukraińskie zasoby metali ziem rzadkich i innego rodzaju surowców naturalnych. Innymi słowy: będzie to skierowane do transakcyjnej natury amerykańskiej administracji - zwrócił uwagę Michał Kacewicz.
Podkreślił przy tym, że to "dość ważny moment przed nadchodzącą zimą". Głównie dlatego, przekonywał, że Ukrainie "potrzebne będzie wsparcie finansowe na rozbudowę systemów antydronowych i antyrakietowych" - Będzie to nawet ważniejsze od uzbrojenia, którego celem jest przede wszystkim wzmocnienie frontu - zastrzegł też.
"Zagadka mało czytelna dla Moskwy"
Przekazanie Ukrainie rakiet manewrujących dalekiego zasięgu Tomahawk może się skończyć źle dla wszystkich, a zwłaszcza dla prezydenta USA Donalda Trumpa - oświadczył z kolei w poniedziałek wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji i były prezydent tego kraju Dmitrij Miedwiediew.
- Wydaje się, że była to dosyć słaba technika negocjacyjna i dość cienki blef. Szczególnie biorąc pod uwagę to jak szybko Donald Trump zmienił front - zwrócił uwagę prowadzący.
- Zgadza się, ale w tym rozedrganiu strategii dyplomatycznej Trumpa jest pewnego rodzaju zagadka, która jest też mało czytelna dla Moskwy. Ona nie ma nigdy gwarancji, że któregoś dnia nie gruchnie jednak informacja, że Tomahawki - nawet w nieznacznej ilości, ale jednak - znalazły się na Ukrainie - odpowiedział Michał Kacewicz.
Jak od razu dodał, byłby to "dosyć duży przełom". Nie dlatego, tłumaczył, że broń ta może wywołać zmianę w prowadzeniu wojny czy też uderzyć w Rosję gospodarczo. - Byłaby to bardzo istotna deklaracja woli do dalszego wspierania Ukrainy ze strony Stanów Zjednoczonych. Rosjanie bardzo się tego obawiają, stąd też w całej tej nieprzewidywalności Trumpowskiej dyplomacji jest pewnego rodzaju metoda - podsumował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP